B16 vs. JP2

Autor: Tor
Okładka publicystyki dla B16 vs. JP2 z kategorii Brak kategorii

Długo zastanawiałem się, skąd wynika zamiłowane Polaków (a to zamiłowanie dość szczególne) do pielgrzymek papieskich. Doszedłem do wniosku, że istnieją trzy warunkujące takie zachowanie czynniki. Po pierwsze, wywodzące się jeszcze z sarmackiej tradycji, zamiłowanie do wszelkiego rodzaju celebry i patosu. Papieskim pielgrzymkom towarzyszy bowiem specjalny orszak, specjalny protokół i w ogóle - specjalne zachowanie. Wciąż zastanawiamy się, jak papież je, śpi, funkcjonuje w życiu codziennym. I dziwimy się, że je, śpi i funkcjonuje tak jak każdy człowiek.

Po drugie - brak autorytetów. Znaczy to, że szukamy w papieżu osoby, która w bezpośredni sposób powie nam jak żyć, jak traktować problemy dzisiejszego świata i gdzie szukać odpowiedzi na zadawane pytania. Czemu akurat on? To wybitny teolog, naukowiec; konklawe uznało, że teraz on godnie będzie reprezentował Kościół i jego nauka potrzebna jest światu.

Poza tym, jest symbolem, ramieniem Chrystusa na świecie. Stąd ten "średniowieczny" stosunek do jego osoby. My po prostu potrzebujemy kogoś takiego.

I po trzecie w końcu, bodaj najważniejsze. Pamięć o jego "umiłowanym poprzedniku". Jan Paweł II nie był wyjątkowy tylko dla nas. Musimy sobie nasz polski światopogląd rozszerzyć. On zrewolucjonizował Kościół, Watykan i papiestwo. Tak też nie dziwi stres, z jakim Benedykt przyjeżdżał do Polski. Bez obaw - został zaakceptowany, po części dlatego że jest godnym następcą wielkiego poprzednika, a po części dlatego, że to w końcu papież.

Chciałbym jeszcze nawiązać do postaci Ratzingera - żelazny teolog jest Europie potrzebny, bez dwóch zdań. Liberalna, rzec by się chciało: liberalna aż do obrzydzenia Europa, musi umieć zauważyć granicę, której nie wolno jej przekroczyć. Należy tu zauważyć, że Kościół jest wbrew pozorom instytucją niezbyt tolerancyjną. Ale to dobrze, gdyż taki stosunek (np. do homoseksualizmu) nie wynika z nienawiści czy uprzedzeń, a z zasad, których chce przestrzegać. Uważny strażnik na wysokiej strażnicy, czyli Benedykt na czele Kościoła, gwarantuje chociaż pamiętanie o zasadach. Oby zasiane ziarno zakiełkowało.

A w Polsce kiełkować nie musi aż tak szybko jak na zachodzie. Jest parę rzeczy, których na prawdę wstydzić się nie musimy. Gdzie przyjmą papieża podobnie? W Bawarii? Może w Ameryce Łacińskiej. Poza tym - jesteśmy wzorem. I może do głosu dojdzie moja mitomania, zaryzykuje jednak i powiem, że gorąco pragnąłbym, aby każdy kolejny papież pielgrzymki zaczynał właśnie od Polski. I my, i oni tego potrzebują. Mam bowiem wrażenie, że Benedykt wyleciał od nas z "naładowany akumulatorami". A my też je naładowaliśmy.

Smutne jednakże, że ładowanie akumulatorów wiąże się między innymi z niesłuchaniem doniesień o poczynaniach elit rządzących. Cztery dni monotonii medialnej. A że w Azji zginęło cztery tysiące ludzi, dowiemy się przed sportem. Którego zresztą też chyba nie było.

Najbardziej dziwnym i stresującym punktem wizyty był Oświęcim. Moim zdaniem (i zdaniem ludzi, z którymi oglądałem transmisję) trwał zbyt długo, ciągnął się. Mimo wszystko, stwierdzić jednak należy, że wizyta papieża pochodzenia niemieckiego w tym miejscu była potrzebna.

Ostatnia refleksja na koniec. Przez te cztery dni, z przerwami, śledziłem relacje telewizyjne. Zauważyłem, że za niedługo w arcytrudnej mowie polskiej Benedykt prześcignie polityków (z Panem Prezydentem na czele), duchownych a nawet dziennikarzy.

Pozwolę sobie zakończyć wyrażeniem nadziei, że jeszcze przyjedzie. Wszyscy na tym skorzystamy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy
Recenzje miesiąca
Dobry pies
Rafał Witek
Okładka książki - Dobry pies
Na gigancie
Peter May
Okładka książki - Na gigancie
Lata powyżej zera
Anna Cieplak
Okładka książki - Lata powyżej zera
Pokaż wszystkie recenzje