Góra lodowa na pustyni. Recenzja filmu „Diuna”

Data: 2021-10-26 22:59:08 Autor: Sławomir Krempa

Diuna Denisa Villeneuve’a to oszałamiające wizualnie widowisko, będące adaptacją, na którą powieść Franka Herberta w pełni zasługiwała.

Hollywood kontra Diuna

Wszyscy miłośnicy fantastyki doskonale wiedzą, że nie jest to pierwsze podejście Holywood do przeniesienia na ekran monumentalnego cyklu Herberta. Tego karkołomnego zadania podjął się jeden z wielkich wizjonerów kina, Alejandro Jodorowsky, jednak pomysł stworzenia kilkunastogodzinnego filmu-kolosa skutecznie zniechęcił producentów jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć. Niewiele lepiej poszło Davidovi Lynchowi – ten wprawdzie film do kin wprowadził, jednak produkcja stał on wielką finansową klapą i bez namolnej narracji z offu byłby dla osób nie znających Diuny Franka Herberta kompletnie niezrozumiały.

Denisa Villeneuve droga do Diuny

Villeneuve raz już z powodzeniem zmierzył się z klasyką, tworząc Blade Runnera 2049 i choć wyniki finansowe tego filmu nie zachwyciły, krytycy i znaczna część widzów dobrze przyjęła ten nie wyczekiwany chyba przez nikogo sequel. Potrafi też przenosić na ekran literaturę, czego dowiódł podczas prac nad naprawdę niezłym Nowym początkiem – adaptacją opowiadania Teda Chianga. Villeneuve z powodzeniem mierzył się z kinem akcji na planie Sicario, choć wielu za jego najbardziej udany film uznaje wciąż jego dramat Pogorzelisko.

Diuna – blockbuster czy dramat?

Widać, że mierzenie się z tak różnymi gatunkami przyniosło doświadczenie, które bardzo przydało się reżyserowi podczas tworzenia Diuny. Ten film to i widowiskowy blockbuster (skądinąd: chyba jeden z najlepszych w ostatnich latach), i kameralny dramat skupiony na postaciach, i trzymające w napięciu kino akcji. A przy tym wszystkim to produkcja w dużej mierze czytelna również dla tych widzów, którzy cyklu Franka Herberta nie czytali, pobudzająca apetyt na kontynuację i inspirująca do lektury powieści, ale też dzieło samo w sobie i samo dla siebie, mogące (inaczej niż chociażby Avengers: Koniec gry) funkcjonować w oderwaniu od ewentualnej kontynuacji (dziś wiemy już, że Diuna 2 z pewnością powstanie).

Diuna – zachwycająca realizacja

Zacznijmy od widowiska – bo powiedzieć, że filmowa Diuna w kinowy fotel wciska to jak zupełnie niczego nie powiedzieć. Villeneuve jest równie przekonujący, gdy zachwyca widza widokiem rodzinnej planety Atrydów, co gdy poraża gorącem pokrytej piaskiem Arrakis. Kadry są tu wysmakowane, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Kontemplacja szerokich planów daje chwilę wytchnienia od błyskawicznie toczącej się akcji, która z miejsca widza porywa.

Czytaj również: Frank Herbert - cytaty

Diuna – klarowna fabuła 

Historia jest klarowna, jasna i czytelna, nie wymaga ani gruntownej, ani nawet pobieżnej lektury powieści Herberta. Oto członkowie szlachetnego rodu Atrydów zostają skierowani na Diunę, by – zastępując nikczemnego barona Hakonnena – kierować tam wydobyciem niezwykle cennego surowca – Przyprawy. Nie wiedzą, że przyjdzie im się tam zmierzyć z dużo większymi wyzwaniami ani że są tylko pionkami w grze o najwyższą stawkę. Jednak – jak wiemy – szachach nawet pionek pod pewnymi warunkami może przeistoczyć się w hetmana...

Diuna – adaptacja (nie)doskonała

Villeneuve z powodzeniem przeniósł na ekran najbardziej dynamiczne, efektowne elementy fabuły stworzonej przez Franka Herberta. Udało mu się dotknąć tematu odwiecznej walki dobra ze złem, nikczemności polityki i mierzenia się z dziedzictwem przodków. Zarysował także kwestię dorastania do roli, którą ma się wypełnić, odkrywania własnego przeznaczenia. Jeśli poległ, to na polu eksploracji całej filozoficznej głębi, którą niosła oryginalna Diuna, mówiąca wiele o determinizmie i fanatyzmie religijnym, o ludzkiej naturze i próbie wejścia w buty boga. Czytelnicy docenili prozę Herberta za opisane w niej brutalne rozgrywki biznesowo-polityczne, wątki ekologiczne i te dotyczące kolonializmu czy imperializmu. Podczas oglądania filmu przychodzi na myśl popularny mem, porównujący ekranizację do widocznego nad powierzchnią wody wierzchołka góry lodowej. W skrócie: w oryginale było o wiele, wiele więcej, a i tak Villeneuve stworzył film ponaddwugodzinny, literacki pierwowzór dzieląc w dodatku na dwie części.

Diuna – czy warto zobaczyć?

I – na szczęście – będziemy mieli okazję powiedzieć: „Sprawdzam”, bowiem – jak zapowiedział dystybutor – film Diuna. Część druga powstanie, w dodatku będziemy mogli ją obejrzeć już za około 2 lata. Na razie daję reżyserowi spory kredyt zaufania i cieszę się każdą chwilą spędzoną na Arrakis. Bo – szczerze mówiąc – nie przypuszczałem, że to się uda. Ani że – mimo wszystkich mankamentów – uda się to tak dobrze.

Książkę Diuna, na podstawie której powstał film, kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.