Pierwszym Listopada
Notatkę dodano:2011-11-01 18:44:04

Pamiętam obrazy. Pojedyncze sceny. Nie umiem stworzyć z tego jednolitej notatki, bo to wszystko jest niejednolite.

Obrazek pierwszy

Rodzinny album. Seria fotografi. A wśród nich ta jedna- gromadka dzieci, kolorowe balony, uśmiechnięci bliscy - grupka przyjaciół. Dziecięcy pokój, zabawki, ulubiona maskotka, wciąż jeszcze pachnące kosmetyki, delikatnie naciskam dozownik, dziecięcy balsamik pachnie tak samo intensywnie. Drewniane łóżeczko z zieloną pościelą prawie nieużywane, puste...

Obrazek drugi

Piosenka płynąca z radia w samo południe "Jozin z Bazin" iskierki w oczkach tańczące bioderka- tańczą teraz na Niebieskich polankach

Obrazek trzeci

Arielka czerwone włosy, zielony korpus zakończony płetwą.  Schowana w przezroczystej plastikowej walizeczce z różową obwódką. Wyciągnięta dziecięca dłoń "pobawisz się ze mną kiedy skończysz się bawić z nim?" Nie zdążyłam... jeszcze się kiedyś pobawimy obiecuję Tam gdzie nie ma już chorób...

Obrazek czwarty

Telefon. Głos w słuchawce "Zadzwoniłam odeszła 2 miesiące temu . Nikt nawet nie dał znać.. To dlatego nie odpisywała na listy" i moja odpowiedź "Choć jej nie znałam wiem, że odpisze Ci na ten list, odpisze w sercu"

Obrazek piąty

Plastikowa grzechotka w teletubisie z plastikowego pudełka wypełnionego kuleczkam. Spodobała się tak bardzo, że wróciliśmy po nią dopiero po warsztatach. Teraz leży w tapczanie razem z innymi zabakami. A Ty grasz  z Aniołkami na anielskich bębenkach. Lubię słuchać Twojej muzyki wystukiwanej kropelkami deszczu.

Obrazek szusty

Szpitalne łózeczko- białe ze szczebelkami. Prześliczna buźka delikatna i gładka. Uspokajała się przy moich słoniowych próbach zaśpiewania piosenki. Teraz słuchasz już tylko krystalicznych dźwieńków niebiańskiej muzyki.

Obrazek siódmy

Środkowe łóżeczko. Pielęgniarka "I jak tam wyniki?" "Dobrze jest dobrze" "To dlaczego Pan płacze?" "Bo nie mogę uwierzyć" Nie zdążyli uwierzyć do końca odeszła cichutko....

Obrazek ósmy

Zielona bluza, niebieski stoliczek, kolorowe klocki. "Co zbudujemy?" "Wieże" Wybuduj proszę wieżę tak wysoką, byśmy mogli do Ciebie dojść....

Obrazek dziewiąty

Hol. Lada przy szatni. "W którą stronę jedziesz, bo jak w naszą to podwiozę?" "Nie troszkę gdzie indziej, ale dziękuję" "My już na tym oddziale 4 miesiące jesteśmy bez przepustki..." Nie doczekałeś się przepustki i domku, za to teraz jesteś w najpiękniejszym domu "Domu Szczęśliwym", Tu kiedyś wszyscy się spotkacie...

Obrazek jedenasty

Kościół parafialny. U stóp ołtarza płomyki świec pod symbolicznym zdjęciem Aniołka. Biała Hostia w złotej Monstrancji pochłania ból, tesknotę , skraca dystans między Ziemią i Niebem.

Obrazek dwunasty

Imieniny, rodzinne spotkanie. Wśród gwru rozmów na ekranie telewizora zapis z trójwymiarowego badania usg. Trzecie wymarzone Dziecko odlicza miesiące do spotkania. Łzy, rozpacz Osierocony Rodzic odlicza już nie miesiące a lata wyrwane rozłące. Do zobaczenia w Niebie Kruszynko...

Obrazek trzynasty

Powrót z wakacji. Przejazdem u koleżanki. "Odszedł kilka dni temu. Babcia była przy Nim do końca. Powiedz mi dlaczego tak jest?" Przytulone na kanapie przy świetle biurowej lampki "Nie wiem.. Tak bardzo chciałabym Ci odpowiedzieć..." Łzy kapią na poduszkę. Dobrze być razem nawet, gdy brakuje słów...

Obrazek czternasty

Popołudnie. Z pod dziecięcej ręki wychodzi rysunek. Niebo i gwiazdki. "Co narysowałeś?" Wymienił swoje imię. "Tak to Twój obrazek, ale co na nim narysowałeś?" "Narysowałem.. znów wymienia swoje imię" Zdaje się że robi to  bardzo świadomie. Odchodzi kilka miesięcy później. Jak wygląda Twoje Niebo Malutki, czy jest podobne do tego z obrazka?

Obrazek piętnasty

Lampion. Ten leci do O. A ten do A. Żałuję, że nie mogłam Ich poznać. Jak dobrze, że jesteście...

Obrazek szesnasty

Świadectwo. "I wiesz On jest teraz w Niebie i On Tam żyje"- Tylko jedno zdanie 4letniej Dziewczynki, a jaka głęboka treść. Nie mogłam Ich spotkać - nie znaliśmy się. Dziękuję, że mogę z Wami pamiętać.

Obrazek siedemnasty

Łza. Spał praktycznie cały czas. Siedziałam przy łóżeczku kilka godzin. Wychodząc zasunęłam szczebelki. Otworzył oczko, po jego delikatnym policzku spłynęła łza ta jedna. Nie spotkałam Go więcej rozstaliśmy się mówiąc sobie mokre cześć.

Obrazek osiemnasty

Cmentarz cisza pożegnania i Jej szloch zanoszony przez wiatr do Nieba.... Tak bardzo chciałam Cię wtedy przytulić, zabrakło odwagi, nie widziałyśmy się przecież tak dawno, bezradność spętała ręce.. Przepraszam...

Pamiętam, pamiętam Ich wszystkich, przywołane w pamięci obrazy przywodzą następne zupełnie jak na kliszy aparatu. Niekończąca się opowieść... Historia, której nie da sie opowiedzieć do końca, bo ona nie ma końca, będzie trwała wiecznie w pamięci i sercu. Pamiętam nie tylko 1szego listopada. I tylko to powracające pytanie z cmentarnej homilii "Dlaczego tak pędzimy?" No właśnie dlaczego? Dokąd?

 

 

 

 

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Czas wspomnień
Notatkę dodano:2011-10-31 16:03:21

Dziś minęły trzy lata odkąd weszłam tam po raz pierwszy. Był piątek, z maskotą w plecaku i duszą na ramieniu stanęłam przed bramą. Telefon miałbyć sygnałem, że już dotarłam. Telefon, no tak, ale to nie takie proste zadzwonić do zupełnie obcej osoby, powiedzieć, że stoję przed zupełnie obcym miejscem i chcę tam wejść. Spis telefonów - wybieram numer- wahanie w głosie chwila rozmowy z której nic nie pamiętam i odpowiedź "zaraz po Ciebie schodzę" uff ulga pierwsze koty za płoty teraz mam nadzieję będzie tylko łatwiej. Czekam chwilę - nagle staje przede mną kobieta ubrana na biało, uśmiecha się przedstawia, nie mamy czasu na dłuższą rozmowę. Pośpiesznym krokiem wchodzimy do szpitala pediatrycznego. Duży hol, jeden zakręt, drugi, schody, znów zakręt - istny labirynt - korytarze nakładają się na siebie. Matko jaka plontanina jak ja stąd wyjdę? Wreszcie drzwi na oddział. Duże nieprzezroczyste. Wchodzimy - szybki instruktarz mycie rąk desynfekcja, fartuszek, maseczka. Nie nie tak odwrotnie - wiązaniem do tyłu. Wreszcie jestem na sali. "To co mogę Was tu zostawić?"- Tak, tak zdecydowanie tak. Nareszcie sami, nareszcie chwila na oddech. Patrzę na małego chłopca, który leży w łóżeczku. Ma na imie Paweł ma niespełna 3 latka. Tyle wiem na pewno. Tylko tyle i aż tyle, na początek wystarczy. Czytam mu bajkę, właściwie sobie bo Paweł śpi, gdy się na chwilę przebudzi patrzy w sufit. Ściska mój palec poruszam ręką by wyjść. Natychmiast otwiera oczy. "Paweł no przybi pionę" Mała rączka styka się z moją dłonią. Ta jedna chwila zmienia wszystko. Już wiem mogę stąd wyjść zamknąć drzwi, zdjąć maseczkę, fartuch - powiedzieć że to za trudne że się na to nie zgadzam i pojść dalej. Mogę, ale  to niczego nie zmieni ten oddział nadal będzie istniał, nadal będą tu trafiać dzieci ze mną czy beze mnie to miejsce pozostanie w swej istocie sobą. Zostałam. Zostałam wtedy w piątkowe popołudnie i jestem do dziś. Kiedy tamtego dnia wyszłam ze szpitala miałam wrażenie jakby trochę wszystko toczyło się obok mnie. Przystanek pełen młodzieży, zatłoczony autobus, "Jutro Wszystkich Świętych nareszcie wolne"- to zdanie zasłyszane w gwarze rozmów wryło mi się w pamięć. Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że dla mnie najmniej ważna stała się w tamtym momencie świadomość wolnego jako takiego.

W kalendarzu minęły trzy lata od tamtego piątku. W moim życiu mineła epoka. Własciwie trudno to ująść słowami trudno opisać to wszystko. Cała paleta uczuć i emocji w każdych odcieniach od jasnych żółci przez czerwienie, po czerń i dalej po błekit. Przede wszystkim jednak mozajka twarzy, imion, chwil - osób, które na zawsze zostaną w sercu. Osób tych Małych czasem nawet kilkutygodniowych i tych zupełnie dorpsłych. Każdy z nich ma swoją własną historię, historię która w jakiś zadziwiający sposób choć na moment zetkła się z moją, by co dziennie na nowo uczyć mnie co to znaczy być człowiekiem.... Dziękuję.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


:)
Notatkę dodano:2011-10-04 11:47:09

Tak, więc pokochałam ten rok studencki i jego przywary..... Ludzie narzekają na brak czasu, a ja mam wrażenie, że przecieka mi przez palce i niewiele mogę z tym zrobić. Bo tak na przykład dzisiaj: zajęcia zaczęłam za piętnaście dziesiląta, a teraz siedzę i próbuje zapełnić jakąś bezsensowną dziurę w planie nie jedyną dzisiaj niestety... Jestem tak zbuntowana na ten rozkład, że nawet notatka mi nie wychodzi brrr...

Ale dosyć marudzenia! :-) Wyobraźmy sobie, że jest zupełnie inaczej. Zamiast w ciasnej i dusznej kafejce wydziałowej siedzę z kubkiem gorącej czekolady we własnym pokoju i piszę tę notatkę. Ależ się rozmarzyłam :-) Chyba ze mnie leniuszek i łasuch na dokładkę hihihihi :-)  W każdym razie muszę coś wymyślić bo mnie nosi :-) Może, więc zaczne od śniadanka? :-) drugiego ma się rozumieć hihihi :-) No to zmykam mam nadzieję, że kolejna notka będzie już ambitniejsza :-)


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Krzykliwa notatka :-)
Notatkę dodano:2011-09-17 23:53:53

Od kilku dni, a własciwie patrząc w kalendarz tygodni staram się tu coś napisać iiii... jak widać na załączonym obrazku cisza.  Wcale nie z braku  tematu, czy niesprzyjających okoliczności, ale chyba po prostu się rozleniwiłam hihihi :-) Mam nadzieję, że przynajmniej ta próba skrobnięcia czegoś, a raczej wstukania na klawiaturze się powiedzie, choć pewnie jak to zwykle bywa z notatkami pisanymi tak późno, rano wcale nie będę z niej zadowolona hihihi :-)

Dziś sobota wydawaloby się że w takowe popołudnie wolne od pracy szkoły i innych zajeć, które zwykle wyznaczają rytm codzienności dom powinien zaludnić się twarzami wszystkich domowników. U mnie jednak chyba ta zasada nie działa, albo działa na opak, bo akurat dziś nasz dom się wyludnił, a że nie jestem typem samotnika postanowiłam wstrzelić się w tą konwencje i urządzić sobie wypad do siostry :-) Ale pokonanie 4km dla niezmotoryzowanych w duszne popołudnie jest niebagatela wyzwaniem. A, czy ja już kiedyś wspominałam, że lubie wyzwania?:-) Zamiast ufać komunikacji podmiejskiej, zaufałam własnym nogom i w niespełna godzinę póżniej byłam już na miejscu :-) ba dałam się nawet namówić dzieciakom na  trampolinę :-) Wypoczęta po tym na pewno nie byłam, ale jak się słyszy wokół tyle beztroskiego śmiechu i dziecięcej zabawy nic już nie jest ważne. Nawet jeśli wylewasz siódme poty zaliczajac kolejną glebę możesz naładować akumlatory :-) No to ładowałam ile wlezło hihihi :-)

A potem? Potem przyszedł czas na refleksję, której dostarczyło dziecko, bo przecież nie na darmo mówi się że "dzieci są najlepszymi nauczycielami życia"- nawet te zupełnie malutkie. Lena ma niesoełna 3 miesiące i silny charakterek :-) Dziś dała temu wyraz nie dając się połozyć do wózka, nawet na śpiąco. Zaskoczyła mnie, że ma takie wyczucie, chyba odezwała się w niej kobieca intuicja :-) Oj głośny był to oddzew zdaje się, że słyszała go cała ulica :-) To nie był zwykły płacz niemowlaka, to był wrzask, krzyk buntu, sprzeciwu wobec wózka. Krzyk "ja tak nie chcę", który w magiczny niemal sposób cichł natychmiast po wzięciu na ręce. Zastanawiałam się jak to jest, przecież każdy z nas funkcjonował kiedyś podobnie płakaliśmy kiedy mieliśmy mokro i złościliśmy się leżąc w wózku, manifestowaliśmy swoje niezadowolenie, to że jest nam źle , domagaliśmy się zainteresowania, wzięcia na ręce obecności. Nasz płacz nie budził dezaprobaty a miłość, był czymś naturalnym do czego dawano nam prawo, jednoczesnie motywował innych do podejmowania działań, zmierzających do zmiany naszej sytuacji. Ktoś zmieniał mokrą  pieluchę, brał na ręce, wyjmował z wózka. A dziś? Co zostało w nas z dziecka? Albo inaczej co zostało w nas z nas samych? Czy dziś równie łatwo przychodzi nam krzyczeć w danej sytuacji ja tak nie chcę? Nie! Czy równie łatwo jest nam powiedzieć jest mi źle z tym co sie stało? Nie! A przecież sytuacje, z którymi dziś się spotykamy są o wiele trudniejsze niż przemoczona pielucha. To dziś mamy jeszcze większe prawo okazywać swój bunt wobec wycinków rzeczywistości, z którymi konfrontuje nas życie. Więc dlaczego tego nie robimy? Być może dlatego, że boimy się że nikt tego krzyku  nie usłyszy, albo jeszcze bardziej, że może go usłyszeć i.. przejść obojętnie. Smutne.. A potrzeba przecież tak niewiele jak dawniej: zaintersowania, przytulenia, zwyczajnej ludzikiej obecności, tak samo ludzkiej, jak ludzki jest płacz. Jeśli  nie odważymy się usłyszeć, czyjegoś krzyku przez łzy, sami też nigdy nie pozwolimy sobie krzyknąć, bo co jeśli nikt nie usłyszy?

Kiedy mała Lena zaczyna płakać niemal natychmiast pojawiają się czyjeś wyciągnięte ręce, by ją przytulić. A ja myśle co z tymi wszystkimi dziećmi, których nikt nie przytula, gdy płaczą? Czy one jeszcze szybciej nauczą się, że nie warto krzyczeć? I czy w ich życiu pojawi się ktoś kto przywróci wiarę, że mają do tego prawo i  mogą zostać usłyszane?


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Tabliczka czekolady z sentymentem
Notatkę dodano:2011-08-15 19:33:34

To, że jestem sentymentalistką wiedziałam nie od dziś. Uwielbiam grzebać w starych zdjęciach, chowam do szuflady pocztówki, karteczki, drobne bibeloty, które każdy normalnie by wyrzucił. I wcale nie są to rzeczy związane tylko i wyłącznie z jakimiś wielkimi okazjami, ale często z drobnymi sytuacjami dnia codziennego, o których z jakiegoś względu chciałoby się pamiętać, a może nawet czasem powrócić. Taka ot moja słabość i za każdym razem kiedy chciałabym w tej szufladzie posprzątać to właściwie nie wim co wyrzucić hihihi:D Dziś też dołożę coś do szuflady. A będzie to papierek po czekoladzie. Papierek, bo czekoladę oczywiscie zjadłam- taki ze mnie łasuch :D Ale po koleji.

Niedzielny ranek nie przywitał nas wymarzonym, obiecanym słońcem, no cóż na pogodę nie ma rady, ale na udane popoludnie już tak. :) Postanowiliśmy, więc odwiedzić dziadka, nie była to jednak taka zwyczajna wizyta. Dziś dziadek miał poznać swoją prawnuczkę :) która poszerzyła 8mioosobowe dotychczas grono prawnuków:) Mała Lenka chyba nie bardzo rozumiała dlaczego tyle frajdy sprawia jej widok dwóm starszym ludziom :) Ale z łatwościom wstrzeliła się w pogodną atmosferę czarując obecnych swoimi uśmiechami, błyszczącymi oczkami i próbami gurzenia :) 8 osób w jednym pokoju, osiem zupełnie różnych historii, a w każdej z nich tak wiele różnych dróg skrzyżowanych ze sobą w labiryncie jednego spotkania. Niesamowite prawda? Nie wiem kiedy będzie kolejna okazja by spotkać się w tym gronie, ale za takimi chwilami warto czekać, za takimi chwilami warto tęsknić."Gdzie są te moje wnuczki- to dla nich na osłode?"- stanełyśmy z siostrą jak wryte, spojrzałyśmy na siebie i w jednej chwili dotarło do nas "o matko przeciez to o nas chodzi ":)  No cóż przypomina mi się podpis pod jednym ze zdjęć na nk : "są chwile, których się nie zapomina, są rzeczy z ktorych się nie wyrasta"- jak dobrze :) No więc dokładam dziś do szuflady papierek po czekoladzie :)


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


o wszystkim i o niczym, czyli księżycowa petycja :)
Notatkę dodano:2011-08-13 17:26:08

Naszło mnie ostatnio na pisanie:) Jak cisza to cisza, a jak załapie faze to co chwile coś tu wrzucm :) Pocieszam się tylko, że edytor do pisania tekstow w tym portalu jest cierpliwy no i co najwyrzej wysadzi mi kompa :) A co tam ostatnio dużo czasu przy nim spędzam, troche dlatego, że się ucze i kożystam z książek elektronicznych po części, ale bardziej chyba dlatego, że internet stał się jakiegoś rodzaju srodkiem do utrzymywania kontaktów z Tymi, którzy choć daleko są bliscy no i suma sumaru tak sobie siedzę często ostatnio w tym necie i myszkuje :) Zwłaszcza, że pogoda nie sprzyja spacerom dziś znów padało i grzmiało brrrr... Spytam więc ponownie tak jak kilka notatek temu "i gdzie to lato?" Tak by się chciało wyskoczyć na plaże nad jeziorko, albo przejść na wielkie kręcone lody z automatu, dla ochłody w upał. A tu ani plaży, ani uapłu, a słońca też jak na lekarstwo. Jak byłam mała tata opowiadał mi bajkę o Panu Twardowskim, który jak zapadała noc zapalał księżyc, a rankiem go gasił w ten sposób oddzielał od siebie te dwie pory. To ja teraz pytam, czy ten sam Pan odpowiedzialny jest za pogodę? Bo jeśli tak to ja bardzo chętnie napiszę petycję z zażaleniem i wyślę ot choćby na księżyc! A co! podpiszecie? :)

Tym czasem czmycham poprawić sobie chumor, może gdzieś jeszcze znajdę zachomikowaną czekoladę hihihihi:)


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


Uśmiech w liście zaczarowany czyli o Marzycielskiej Poczcie :)
Notatkę dodano:2011-08-10 18:09:39

Z założenia portal "granice" jest stroną literacką dlaczego więc nie zrobić z tego użytku? Zapraszam Was do wyjątkowej akcji pisania listów :) Dlaczego wyjątkowej? Bo takiej, która potrafi wyczarować najpiękniejszy z możliwych - dziecięcy uśmiech :)

Może komuś z Was ten argument już wystarczy jeśli tak to nie czekam tylko wklejam link do strony, za pośrednictwem której dowiecie się więcej:)

http://marzycielskapoczta.pl/

jeśli jednak jeszcze macie wątpliwości czy się przyłączyć zapraszam do przeczytania tej notatki :)

Martynka ma 4, 5 latka. Jej świat jest beztroski i mieni się wszystkimi barwami tęczy. Rano pobudka, śmiadanie, toaleta i marsz do przedszkola. Kocha przedszkole. Jest rezolutna, ułożona, łatwo adaptuje się do sytuacji i nawiązuje kontakty z rówieśnikami. Ma dużo koleżanek na zajęciach plastycznych wykonuje prześliczne laurki dla tych ulubionych. Po południu powrót do domu, obiad i zabawa z braćmi. Ci istni "Trzej Muszkieterowie" wprost roznoszą dom eksplozją dziecięcej radości i beztroski. Wieczorem mama śpiewa kołysanki, a tato czyta bajki. To taki ich wieczorny "rytuał" dzięki, któremu mogą spokojnie czekać co przyniesie kolejny dzień.

Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia... Martynka trafia do szpitala zaczyna sie nowy etap w jej życiu- etap walki o zdrowie. Musi zrezygnować z przedszkola, zabaw z rówieśnikami, z długich jesiennych spacerów kiedy zbiera sie kasztany i żółędzie na magiczne ludki, z letnich wycieczek na plaże, gdzie dzieci zbudują zamki z piasku i zimowego kuliku, za którym ciągnie się moc dziecięcych okrzyków radości. Musi zrezygnować żeby kiedyś być zdrową i robić te wszystkie fajne rzeczy, które są przecież takie ważne dla małej dziewczynki. To trwa już bardzo długo, ale Martynka jest dzielną i cierpliwą dziewczynką "wie, że nie wolno się poddawać"

Dziś Martynka ma już 6 lat - niedawno świętowała kolejne urodzinki. Dostała wiele życzeń od mnustwa Nowych przyjaciół:) A wszystko za sprawą Marzycielskiej Poczty. Martynka ma tam swój profil, dzięki czemu może otrzymywać wiele pięknych kartek i listów, na które czeka nie tylko ona ale i jej Marzycielscy Koledzy i Koleżanki:)

Szansa

Akcja Marzycielskiej Poczty ojęta patronatem MEN polega na pisaniu listów i kartek do dzieci, które w swoim życiu borykają się z chorobą lub niepełnosprawnością. Są zwykłymi dziećmi, tak samo jak ich rówieśnicy potrafią się śmiać, bawić, mają swoje ulubione zajęcia i ukryte talenty. Mają w sobie ogromny potencjał, potencjał bycia dzieckiem - tak po prostu- jednak splot okoliczności sprawił, że choroba im go przysłoniła. Udział w Marzycielskiej Poczcie pozwala im samym odkryć go na nowo.:)

Wystarczy tylko napisać kilka słów przykleić znaczek i wysłać, aby na świcie stało się jaśniej, jaśniej o kolejny uśmiech dziecka :) 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Wywiad z Nadzieją
Notatkę dodano:2011-08-07 21:32:35

Szanowna Pani Nadziejo!

-Szanowna Pani, Droga Koleżanko? Właściwie jak mam się do Pani zwracać? Raz Pani jest, potem Pani znika, by znowu powrócić, więc jak uchwycić Pani istotę, tak nieuchwytną?

- To nie ma znaczenia, rzeczą zbędną jest definiować coś co istnieje niezaprzeczalnie. A ja przecież jestem ot tyle. A, że zmienna Pan wybaczy wszak jestem kobietą.

-Ależ tak tak rozumiem. Proszę się nie gniewać za dociekliwość, ale czy zechciałaby mi Pani wyjawić swój sekret?

- Sekret? Proszę pytać śmiało!

- Dobrze. Zapytam, więc. Jak to możliwe, że potrafi Pani nawet ze zgliszczy uczynić akt twórczy? Obudzić w człowieku wolę istnienia, choćby wszystko wokół zdawało się już nie istnieć?

- Drogi Panie. Wszak to dziecinnie proste. Ludzie ubierają mnie w piękne słowa filozoficzne okowy a potrzeba niewiele albo tylko jednego by zrozumieć...

- Czego? Proszę mówić....!!!

- odpowiedzi szukać należy u początków. Jestem z człowiekiem od pierwszych chwil, od pierwszych sekund istnienie. Jakżebym mogła go opuścić? Jeśli nawet mnie zgubi, pozwolę mu się znaleźć. Już taka jestem..

-Zatem już wiem kim Pani jest w istocie

- Do prawdy? Kim?

- Przyjaciółką

 

 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Pewnej Pani
Notatkę dodano:2011-08-06 00:45:23

Zobaczyłam dziś na ulicy pewną Panią o bardzo smutnych oczach. Minęłyśmy się bez słowa, zupełnie sobie obce. Potem tak mi się jakoś napisało:

Powiedziałeś kochaj to wystarczy

drogą ciągle nową trzeba iść

Wrócić możesz z tarczą lub na tarczy

Ale zawsze, ale zawsze trzeba żyć

Powiedziałeś ufaj, a nie zbłądzisz

Mapą Tobie będę właśnie Ja

Kiedy pytać zechcesz głuchą ciszę

Miłość ma odpowiedź Tobie da

Wołasz z krzyża: "Nigdy nie wątp

że pogodne wrócą dni

Bo to słońce co na na niebie- 

i dla Ciebie blaskiem lśni" 

Obiecujesz - dotrzymujesz

Byłeś, jesteś, bedziesz ciągle trwać

Niezmieniony, Niestrudzony

By nadzieje sercu dać.

 

 


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Notatkę dodano:2011-07-30 01:31:57

Miała być fotorelacja, ale całkiem gosiowo zgubiłam gdzieś kabel od aparatu, więc będzie mini opowieść słowem jak zawsze :) A o czym? Jak przystało na lato o wakacjach :)

Jeszcze przed wyjazdem wiedziałam, że ten tydzień nie będzie zwyczajny, że czeka mnie niezwykła podróż, podróż turystyczna i mentalna - nie myliłam się. 8.00 rano wyjazd stosunkowo późno ale dla takiego śpioch jak ja to i tak środek nocy. Łyk kawy, pogoda nie rozpieszcza. Leje i grzmi. Zabieramy bagaże i w drogę. Widoczność beznadziejna, strugi deszczu spływają po szybach, momentami wogóle nie widać drogi "Św Krzysztofie dojedziemy?"- i znów to samo skąd u mnie ten pesymizm. Za kilka godzin będę już nad morzem- przejdzie. Czas mija, jedziemy bez przerwy, bo nie ma jak się zatrzymać. Pogoda zaczyna się klarować wciąż pada, ale już nie tak rzęsiście. Gapie się przez okno widzę jak wszystko co mijamy zostaje w tyle. A ja co ja zostawiam za sobą? Moje istne rozkminianie przerywa pytanie: "Młoda chcesz landrynkę?"- nieoczekiwanie budzi to mój śmiech. No tak landrynkę słodziutkie, najlepsze lekarstwo na smutności :) Jak dobrze czasem poczuć się małą dziewczynką :) 

pierwszy spacer :)

No i pierwsze koty za płoty :) Wybrałam się na pierwszy spacer brzegiem morza, było takie niespokojne, wzburzone. Szłam,rozmyślając i nagle zdałam sobie sprawę jak wiele mam pytań. Kiedyś nie umiałam zadawać pytań, a teraz mam ich tyle.

Fale podmywają stopy spacerowiczów. Zastanawiam się czy jestem takim zmarźluchem, czy oni są tacy zahartowani, ale spacerują tylko nieliczni, więc istnieje opcja, że to drugie. Suma sumaru idę w butach, ale bardzo blisko wody. Żeby ich nie zmoczyć muszę odskakiwać, zmagać się w ten sposób ryzykuję, że fale wleją się pod moje stopy iiii... ups w razie "W" nie mam innych papci na przebranie, ale tylko ryzykując mam szansę znaleźć muszle. Oczywiście istnieje też opcja, że mimo wysiłku nie znajdę nic lub tylko połamaną. Kiedy idę wyżej piaskiem nie pomoczę się, ale wcale nie idzie się łatwiej, a odbieram sobie szansę znalezienia czegoś pięknego.

Może tak też jest z przyjaźnią? Możesz ryzykować by ją znaleźć i zgodzić się na to że być może się zmoczysz, ale jeśli ją spotkasz masz skarb. Możesz też zatopić buty i nie znaleźć muszli- zaangażować się i dostać po uszach. Jest też trzecia opcja powiedzieć, że nie ma przyjaźni i nie ryzykować- iść po piasku, tyle, że samotność wcale nie jest łatwiejsza, chyba więc warto podjąść  ryzyko A czym jest połamana muszelka?

Ta notatka powstała w oprciu o to co napisałam pierwszego dnia, zaraz po spacerze. Wtedy nie udało mi się znaleźć odpowiedzi. Dziś, gdy to czytam myśle sobie, że taką połamaną muszelką w jakiejś cząstce jest każdy z nas. Każdy kto odważył się choć raz zawalczyć o szczerą i prawdziwą relacje z drugim człowiekiem i każdy kto choć raz tę walkę przegrał. Sęk chyba tkwi w tym żeby nie zatrzymywać się tylko na własnym wyłamaniu. Żadna muszla nie jest przecież idealna, każda jest w mniejszym, czy większym stopniu wykruszona. Nie tylko ja wchodzę z obawami i niepewnością w nową znajomość, osoba, która stoi obok też je ma. Nikt nie jest białą kartą. Nie wolno mi oceniać  innych. Tylko dlaczego tak często jeszcze brakuje mi tej refleksji? No nic przynajmniej mam nad czym pracować :)

Zamki z piasku

Dzień drugi. Dziś morze się wyludniło. Na plaży nie ma prawie nikogo, poza ratownikami. Dmucha i pada. Czarna chorągiewka chyba oznacza zagrożenie sztormem. Ale co tam, płaszcz przeciwdeszczowy, buty i tak już mokre od wczoraj :) i w drogę. Woda wcina się w plaże zalewając coraz większe jej obszary, choć część fal rozbija się na falochronach ich siła i tak jest ogromna. Spaceruje brzegiem, nadal nie odważyłam się ściągnąć butów, ale idę bardzo blisko wody. Dzisiaj nie sposób z resztą przed nią uciec. Obserwuje jak podmywa wzniesione przy brzegu piaskowe fortece. Widziałam jak wczoraj wieczorem, kiedy na chwile poprawiła się pogoda z ogromnym zaangażowaniem tworzyły je dzieciaki. I nagle dociera do mnie, czasem coś co budujesz latami może runąć jak zamek z piasku, ale własnie wtedy rodzi się nadzieja. Człowiek szczęśliwy, który żyje sobie w swoim małym bezpiecznym światku, często zatraca poczucie jej obecności, przyjmuje ją jako coś oczywistego, niezastanawia się nad jej istnieniem. Gdy ten bezpieczny świat zostaje zburzony jak podmyty zamek, człowiek zaczyna jej szukać. I wtedy ona rodzi się dla niego na nowo. Dlatego najwirygodniejszymi świadkami nadziei są cierpiący.

Imitacja bursztynu i inne rozmaitości

Dzień trzeci. Powiedzieć, ze pogoda nas nie rozpieszcza to dziś zbyt delikatne określenie. Ciągle leje. Deszcz obudził mnie dzisiaj o 5.00 rano. Leżałam przez 2 godziny wsuchując się w jego niemiłosierny stukot o szybę. 7.00 mam dość - w taką pogodę nawet spać się nie da. Wstaje po cichu żeby nikogo nie obudzić. Łyk aromatycznej, gorącej herbaty- cudowne lekarstwo na takie ekscesy. Właśnie tak spędze dzisiejszy dzień- z kubkiem herbaty i przy książce. I niech nikt nie marzy, że mnie stąd dziś wyciągnie! Mam przemoczone wszystkie spodnie i buty, a eskapady z wcześniejszych dni dosłownie wychodzą mi uszami. Rodzice idą na spacer. Zostaje sama w pokoju, gapię się w telewizor oglądając kolejną powtórkę odcinka jakiegoś bzdurnego serialu. Pomocy!!!! Gdzie to lato???????? Dzwoni telefon. W słuchawce roześmiany głos znajomej :) śmiejemy się z pogodowych ekscesów.  No i przyszło do mie lato :) Dziękuję Beatko za ten telefon :) Popołudniu rozpogadza się. Co prawda nie ma słońca, ale już nie pada. Daje się wyciągnąć na jedzonko. A właściwie nie ja tylko mój apetycik, zadziwiające ile tu jem. Między czasie zdążyłam już wyczyścić lodówkę (pocieszam się tylko że jest mala, więc może nie pojdzie w boczki Akurat hihihihi:) )

Idziemy deptakiem. Przypadkiem słyszę rozmowę dwóch facetów z kontekstu wnioskuję rybaków. Jeden z nich opowiada: "Przyglądałem się grupce kolesi na plaży. Podchodzę do nich i pytam na co czekają? Kolo przechyla do ust butelkę od piwa dopijając to co w niej zostało. Zaraz pan zobaczy. Rozbija butelkę i rozsypuje szkiełka blisko wody. Woda obmywa szkła tak, że połyskują. Tym czasem zbliża sie grupka turystów. Są przekonani, że to co widzą to bursztyn wyrzucony na brzeg przez sztorm. Pochylają się i zaczynają zbierać okruchy, dopiero po chwili dociera do nich że to zwykłe śmieci"- kończy swą opowieść rybak, zanosząc się śmiechem.

Ten dość specyficzny nazwijmy to żart, staje sie dla mnie polem do refleksji. Kiedy schylasz się by podnieść bursztyn, który okazuje się zwykłym szkłem, możesz co najwyżej przeklnąć sobie pod nosem lub obrócić sytuacje na wesoło roześmiać sie i wyrzucić znalezisko do najbliższego kosza. Ale, czy następnym razem, gdy zobaczysz na brzegu jasno brązowe coś  nie zastanowisz się 3 razy zanim się schylisz? Inaczej jest w życiu. Kiedy coś w co wierzysz okazuje się zupełnie czymś innym niż to za co to uważałeś. Kiedy odkrywasz, że zostałeś oszukany. Wtedy nie wystarczy już tylko zastanowienie, nawet wielokrotne. Minie sporo czasu zanim znowu sobie uwierzysz, że słońce jest słońcem, a noc, nocą. Najpierw będziesz sobie wmawiać, że szkło, które widzisz może jednak jest bursztynem, potem obwinisz siebie za naiwność, na końcu pożałujesz, że może jednak lepiej było żyć złudzeniem, bo tak miałeś przynajmniej je, teraz nie masz nic. W końcu wyrzucisz szkło i pójdziesz dalej szukać bursztynu. Wtedy proszę Cię tylko o jedno, nigdy nie pozwól sobie zwątpić w to że go znajdziesz. Morze jest ogromne i ma w sobie mnustwo bogactwa kiedyś znajdziesz swój bursztyn to jedno mogę Ci obiecać :) 

Odciśnięta stopa

Dzień czwarty. Budzę się rano i.... Nie wierzę własnym uszom, które o dziwo nie słyszą deszczu, ani oczom, które mrużą się od wpadających przez okno promyków słońca! Dziś może nawet uda się wyjść na plażę :) Tylko muszę się pospieszyć i łapać cieplo płóki jest. Parawan osłania nas od wiatru, cieszymy się pogodą. Upału nie ma, ale po takich ulewach każda porcja słońca jest na wagę złota. Popołudniu jednak wiatr przywiewa chmury. Robi się chłodno ale jest sucho - wymarzona aura na spacer. Idę, więc brzegiem,tradycyjnie asekuracyjnie w sandałach. To niesamowite ilu różnych ludzi można spotkać na plaży. I dla każdego jest tu miejsce, każdy się zmieści. To tak jak ze światem, żyje na nim kilka miliardów zupełnie różnych ludzi. Żyją inaczej jedni na opak, drudzy wspak, a każdy ma tu swoje miejsce.Kiedy idzisz przez życie  spotykasz wiele osób, ale choćbyś nie wiem jak się starał nie znajdziesz dwoch jednakowych. Jedni będą bardziej podobni do Ciebie inni mnie, z jednymi spędzisz tylko krótka chwilę, z drugimi wiele długich lat. Połączą Was uczucia, przedreptane wspólnie ścieżki, wspomnienia, podzielą niedomówienia, emocje, zdarzenia, ale każda z tych osób pozostawi w Twoim sercu ślad, tak jak odciśnięta na piasku stopa.

 

Dogonić marzenia :)- o dniu piątym

To tytuł popularnego kilka lat temu filmu dla nastolatków. Pamiętam kiedy pod jego wpływem podobnie jak bohaterki zakopałyśmy z koleżankami skrzyneczkę z marzeniami, żeby o nich nigdy nie zapomnieć. Marzenia trzech 12 może 13 letnich dziewczyn Miałyśmyje odkopać ją  za parę lat- nie odkopałyśmy do dziś. Ale doskonale pamiętam co w niej było. A- włożyła lalkę barbi - chciała mieć jej figurę M- pamiętnik marzyła o wielkiej, romantycznej miłości, chciała rozplątać to co wydawało jej się w tamtej chwili nie do rozplątania, a ja włożyłam drewniany krzyżyk - chciałam być sobą, nawet jeśli miało to oznaczać "inaczej niż wszyscy" - dzieciaki zbuntowane, rozstrzepana, szczebioczące :) Przypomniała mi się ta historia w kontekście tego co dziś zobaczylam, a właściwie kogo poznałam :) Szliśmy deptakiem. Był już wieczór, w oddali kolorowo migotały światełka wesołego miasteczka. Z boku przy jednej z ulic stał chłopak. Miał przed sobą rozłożony papier i puszki z farbą w spreju. Malował obrazy. Zachody słońca, wodospady, morskie krajobrazy. Mocne, odważne kolory mieszały się ze sobą twirząc niepowtarzalne kompozycje, które potem mogły trafić prosto do rąk nabywców. Sprzodu stoiska wystawiona kartka "Zbieram na studia". Ludzie, którzy otoczyli go kółkiem nagradzali oklaskami jego kolejne dzieło. Włączyłam się w te oklaski, ale ja biłam je za coś innego za odwagę do marzeń za to, że potrafił o nie walczyć. Aktywnie i twórczo przekształcał swoją własną historie. Można  śmiało powiedzieć, że w pozytywnym słowa znaczeniu był kowalem własnego losu. Pozdrawiam Cię serdecznie Chłopaku znad morskiego deptaku! Mam nadzieję, że udało Ci się zebrać potrzebną kwotę i że za kilka lat będę mogła obejrzeć Twój wernisaż, gdzieś w nadmorskiej galeri :) A ja jakie mam marzenia? Czy potrafię o nie walczyć? Co włożyłabym dzisiaj do drewnianej skrzyneczki?

  


Komentuj(1)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 38276
Osób: 37491
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017