Tak dobrze, że aż źle
spotkania z Jolantą Kwiatkowską

logo

Szok? Nie szok?
Notatkę dodano:2012-09-15 14:53:46

           Była taka „piosenka”: Kamień na kamieniu, za kamieniem kamień, a za tym kamieniem jeszcze jeden kamień….”. Przypomniała mi się niedawno, gdy towarzyszył mi szok za szokiem tak intensywnie, że cała byłam zszokowana do entej potęgi.

            Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że by móc uzyskać jeden, za to bardzo ważny urzędowy dokument, muszę sprostować kilka urzędowych dokumentów sprzed kilkudziesięciu lat (z wszelkimi ważnymi urzędowymi pieczęciami i podpisami ważnych, urzędowych osób). W dodatku, że sprostowanie ich wymaga zdobycia pełnych odpisów dokumentów z archiwów urzędów w różnych miastach.

            Z przerażeniem myślałam o przejechanych kilometrach w tę i z powrotem po kilka razy. Już widziałam siebie wchodzącą nie w porę do jednego czy drugiego urzędniczego pokoju. Słyszałam urzędniczy głos: „To nie takie proste, nie na już, trzeba to czy tamto….”. 

I swój: „Może jednak, bardzo mi zależy, proszę zrozumieć…”.

            Ciśnienie mi skoczyło tak wysoko, że podskakiwały wszystkie myślowe klepki, pytając: „Jak z tych minusów zrobić plus?”. One pytały, ja nie znałam odpowiedzi, ale przypomniałam sobie teleturniej, w którym można było zadzwonić do przyjaciela. I jak to ja, zamiast zadzwonić przyjaźnie logicznie - nielogicznie zadzwoniłam do nieprzyjaznego urzędu. Po przemiłej rozmowie urzędniczka poprosiła o mój telefon, mówiąc, że za około 2 godziny oddzwoni, by wyczerpująco poradzić mi jak najlepiej tę sprawę załatwić. Szok. Oddzwoniła. Szok. Poradziła. Szok. Obdzwoniłam pozostałe urzędy. Szok. Szok. Szok. Po dwóch tygodniach jak w bajce „ Stoliczku nakryj się” na moim stole leżały wszystkie potrzebne urzędowe dokumenty. Jeszcze tylko wizyta w warszawskim archiwum i……mogłam iść odebrać bardzo dla mnie ważny, współczesny, urzędowy dokument.  

 

            Szok? Czy nie szok? – do dziś nie wiem. Dalej nie rozumiem, dlaczego „trąbi się” wszem i wobec na wszystkie strony we wszystkich możliwych formach przekazu, tylko o tym co złeeee, o tym co dobre – milczymy. Czyżby – dobre – to już - normalne? Normalność – tak oczywista, że nie godna uwagi?

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
fNvi4WnY:
That really caueprts the spirit of it. Thanks for posting.
mOz3XHwPGAd:
At last! Someone with real exiprtese gives us the answer. Thanks!
sR2Vtzpel:
I came, I read this article, I corndeqeu.

Licznik

Odsłon: 1959454
Osób: 1777609

Na Facebooku

Jolanta Kwiatkowska

jkJolanta Kwiatkowska

Urodziłam się jako płeć żeńska.
(tak było napisane kopiowym ołówkiem na opasce).
Dziś jestem kobietą (dla ułatwienia dodajmy, że o wiek tej płci nie wypada pytać).
Nie zdobyłam żadnego szczytu.
Nie odkryłam żadnego lądu.
Wielu innych nadzwyczajnych rzeczy nie zrobiłam.
Odeszli Ci, którzy mnie kochali i których ja kochałam.
Urodzili się Ci, którzy mnie kochają i których ja kocham.
Nauczyłam się cieszyć i doceniać to, co miałam, co mam.
Wciąż czekam z ufnością na to, co mi los przyniesie.
Zawsze lubiłam się uczyć (życia) i nadal się uczę: jak żyć, by nie przegapić chwil szczęśćia, które zsyła nam każdy dzień.

Wyślij wiadomość do autorki

Zostań fanem autorki w wortalu Granice.pl