Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

KOŃCZY SIĘ URLOP...FILOZOFUJĘ
Notatkę dodano:2014-03-03 17:09:54

Znowu ludowe porzekadła okazały się pełne realizmu i zawoalowanej prawdy. „W marcu jak w garncu”. Wczoraj ciepło, które kazało nawet takiemu zmarzluchowi jak ja zapomnieć o szaliku, zimowej kurtce i w polarze wybrać się na długi spacer po słonecznej stronie marca. Dziś choć to jeszcze nie szczyt możliwości - to pewne i wiadome dla każdego, zrobiło się chłodno, wietrznie. Poranny pomiar temperatury choć na plusie, jednak nie dający już takich striptizowych możliwości dla mnie i dla tych bardziej lubiących chłód. Kurtka nie odstawiona do przechowalnianego lamusa, ponownie na grzbiet nałożona. Antrakt w cieple. A może właściwsze będzie stwierdzenie „mniejsze ciepło” w antrakcie zimy. Przecież to dopiero marzec a moje przyzwyczajenie tak się rozochociło, jakby to co najmniej maj już był. Wczorajszy niedzielny dzień, z mocno operującym słońcem, dawał namiastkę środka pięknej wiosny, choć jeszcze nie tak zielono, nie tak kwieciście, jednak tylko patrzeć a wszystko buchnie pełnią wyczekiwanej pory roku. Będę cierpliwie zmieniać zimowe ubrania na te lżejsze, warstwy cebulki będą się obnażać lub zwielokrotniać. Czas przejściowy, choć już z mniejszą nostalgią i przygnębieniem. Po wczorajszym dniu, kiedy aż się rwałam do wyjścia, do tego świetlistego krajobrazu, dziś uderzenie podmuchów zimnego wiatru przyhamowało moje zapędy. Wcześniejsze plany nakreślone gdzieś w zakamarkach mojej głowy zakładały wypad na basen, przeżycie przedostatniego urlopowego dnia dla siebie i po swojemu. Sama z nich zrezygnowałam, ugotuję porządny obiad, coś dla siebie zrobię w domu, książka w połowie rozbabrana, pranie jak zemsta złych wróżek sporą stertą straszy w łazience. I wiatr, który chyba najbardziej zawinił w mojej rezygnacji. Jeszcze jutro pozostaje, może się uda wyrwać i dać sobie wycisk w wodzie. Zaszaleję wykupię dwie godziny i rozmięknę niczym galaretka w za ciepły dzień. Dziś posmakuję ciszy bez Kleszczyka, który zaczął swoją aktywność w zerówce. Ciężko było po tych dwu tygodniach laby wstawać. Marsowa mina, pytania o sens, o konieczność, i nieśmiertelne „nie chce mi się”. On jeszcze tej świadomości nie posiadł, a ja już od dawna wiem, że na takim właśnie egzystencjalnym niechceniu nie jeden dzień mu się w życiu rozpocznie, a i niejeden cały tak przejdzie. Jego dziecięca beztroska daje tych bodźców, które nam dorosłym już niejednokrotnie nie wystarczają. Zapominamy o małych radościach czując tylko kolejny mijający, nic sobą nie przynoszący dzień. Nie ma w nas tej radości dzieci, które rozchwiane raz się smucą aby za dwie minuty cieszyć się całą pełnią. My dorośli jak już wleziemy w smutną nutę to siedzimy w niej użalając się nad sobą i nie zawsze potrafiąc zauważyć to lepsze otaczające nas z każdej strony. Nie nauczeni, przygaszeni często widzimy to co smutne, byle jakie, i tą bylejakością dajemy się otulić nie dając dostępu jaśniejszym postrzeganiom rzeczywistości. Dziwaczną przypadłością staje się widzenie szarości i wspominanie jak to kiedyś, dawniej było kolorowo, jak było pięknie. A to pięknie powinno siedzieć w nas samych, bez porównań, bo przecież dzisiejsze teraz, jutro też stanie się przeszłością i może także tą ładniejszą niż teraźniejszość. Trzeba się cieszyć tym co teraz bez skakania w kiedyś dawniej. Kiedyś byłam młodsza, miewałam więcej sił, i głupich pomysłów, teraz może z siłami bardziej krucho jednak pomysły już mniej głupie, i postrzeganie tego co prawdziwie ważne, inny wymiar przybrało. Idąc w kierunku dorosłości, dojrzałości, zaliczając kolejne etapy nie tylko dostajemy od życia w kość. Dostajemy coś jeszcze – doświadczenie. Dźwigamy ten coraz cięższy bagaż, czasami w którymś pakunku coś się zagubi, bywa po jakimś czasie odnalezione, i jest szansa na chwilę melancholijnych wspomnień. Każdy z nas ma swój bagaż, przez innych widziany jak zamknięta walizka. Naszą decyzją czy uchylimy i pokażemy zawartości, czy będziemy trzymać zamkniętą w pawlaczu na szyfrowy zamek. Zresztą to, jak bardzo i komu chcemy pokazać te rupiecie naszych przeżyć każdy decyduje sam. Bo przecież to co w walizce się znajduje ma wartość dla mnie a dla tego przypadkowego ciekawskiego, to tylko nieistotne epizody bez znaczenia. Choć ja jakoś lubię otwierać swoje bagaże, przed niektórymi słuchaczami. Wybrańcy wiele o mnie wiedzą, innym tylko uchylam boczną kieszonkę w której niewiele widać.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)
ocYY3CZq7:
You write so hosetnly about this. Thanks for sharing!
bc20b9f1abaa41381a654a0fbbdc27aeBłagam po polsku proszę :) Cieszę się z każdego komentarza lecz cóż mi po nich skoro nawet tłumacz google nie potrafi przetłumaczyć.

Autor:bachacz


Wątki:

Licznik

Odsłon: 163114
Osób: 145569