Czasami pisanie przypomina przywoływanie duchów. Wywiad z Anną Bichalską

Autor: paulinakaluza
Okładka publicystyki dla Czasami pisanie przypomina przywoływanie duchów. Wywiad z Anną Bichalską z kategorii Brak kategorii

– Trochę tęsknię za taką więzią międzypokoleniową, brakuje mi korzeni, które dość szybko zostały przecięte, i dlatego w moich książkach często pojawiają się starsi ludzie, którzy wiele opowiadają o swojej przeszłości – mówi Anna Bichalska, autorka powieści Kufer tajemnic. W swojej książce pisarka zestawia lata trzydzieste ze współczesnością, opowiada o urokach i cieniach minionych czasów, a także zwraca uwagę na więzi między pokoleniami, z których każde dołożyło swój sekret do rodzinnego kuferka.

W momencie, gdy przeczytałam, że zadedykowała Pani swoją książkę mężowi i córce, a potem bliżej poznałam życie Magdy Brzozowskiej, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że w chociaż niewielkim stopniu podzielacie pewne elementy życia. 

Rzeczywiście, są pewne elementy wspólne pomiędzy mną a powieściową Magdaleną. Tutaj są bardziej widoczne niż w innych moich powieściach, bo bohaterka jest na podobnym etapie życia, jest matką kilkuletniego dziecka, tak jak ja, łączy nas jeszcze kilka innych rzeczy.

Tak naprawdę większość bohaterów moich książek ma coś ze mnie. Zarazem jednak ani Magdalena, ani żadna inna z bohaterek nie jest mną. Różnią się ode mnie doświadczeniami, czasami mają też nieco inne spojrzenie na świat. Magdalena ma na przykład kilka takich cech, których ja zdecydowanie nie mam. Żaden inny bohater nie jest też wzorowany na prawdziwej osobie. Kiedy piszę, staram się wsłuchiwać w postać, w to, co chce mi opowiedzieć. To trochę tak, jakby siedziała obok mnie i opowiadała mi swoją historię. Nawet, kiedy piszę w pierwszej osobie, nigdy nie jest to moja historia. Czasami pisanie przypomina przywoływanie duchów. I czasami nawet mnie samą zaskakuje to, co postacie mi „mówią”. To, co daję swoim bohaterom, to przede wszystkim emocje i staram się pisać tak, żeby te emocje były prawdziwe. 

W Pani powieści często przewija się temat macierzyństwa. Magda bywa wycieńczona absorbującą całą uwagę córką, ale nie zamieniłaby roli matki małej Hani na nic innego. Każda mama miewa takie chwile?

Temat macierzyństwa przewija się w tej, ale też innych moich książkach. Myślę, że większość matek czuje czasami zniechęcenie i frustrację. Magdalena próbuje jakoś pogodzić bycie dobrą matką i jednocześnie znaleźć czas dla siebie, własną przestrzeń – próbuje zachować równowagę.

Macierzyństwo i ogólnie rodzicielstwo – bo dotyczy to przecież też ojców, przynajmniej tych bardziej zaangażowanych w wychowanie dziecka – nie jest łatwe. Dalekie jest to wszystko od wyidealizowanych nierzadko obrazów, które widzimy w mediach. Teraz o wiele więcej niż kiedyś mówi się nie tylko o blaskach, ale też cieniach macierzyństwa. Jednak w dalszym ciągu często pokutuje przekonanie, że matka powinna być idealna, nie ma prawa popełniać błędów czy mieć gorszych dni. Tak naprawdę jednak nie da się temu sprostać, bo nie ma ludzi idealnych i nie ma idealnych rodziców. Najważniejsze to próbować się uczyć na błędach i wyciągać właściwe wnioski.

Losy rodziny Magdy są bardzo zawiłe – bohaterka powieści między innymi dowiaduje się prawdy o swoich babciach oraz ojcu – i zapewne niewiele osób mogłoby dokonać takich odkryć. Uważa Pani, że każdy z nas ma gdzieś stary, zakurzony kufer
z nieodkrytymi tajemnicami na temat swojej rodziny?

Może nie w tak dosłownym sensie, jak u Magdaleny, ale myślę, że każda rodzina ma swoje sekrety, mniejsze i większe, o których nie zawsze wiemy - pewne przemilczenia i niedopowiedzenia. Nie muszą być to tak pogmatwane historie, jak ta, którą odkrywa Magdalena, ale myślę, że często, jeśli udałoby się nam do nich dotrzeć, pewne rzeczy mogłyby nas zaskoczyć. Każda rodzina to opowieść, która zaczyna się dużo wcześniej niż my, my jesteśmy tylko częścią tej opowieści. Myślę, że każdy z nas ma też swój metaforyczny kufer tajemnic. Rzeczy, które trzymamy ukryte gdzieś głęboko w sobie i nie wszystkim pozwalamy tam zajrzeć. W Kufrze tajemnic zaglądamy do takich metaforycznych kufrów kilku bohaterów.

A Pani? Odnalazła Pani kiedyś własny kufer z sekretami?

Mój kufer tajemnic chyba jeszcze czeka na odkrycie. Wielu rzeczy o dalszej przeszłości swojej rodziny nie wiem. Może wynika to z faktu, że nie miał mi kto o tym opowiedzieć. Jednego dziadka nie poznałam nigdy, babcie i drugi dziadek odeszli, kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Niewiele mówili wtedy o swojej przeszłości, a przynajmniej ja tego nie pamiętam. Trochę tęsknię za taką więzią międzypokoleniową, brakuje mi korzeni, które dość szybko zostały przecięte – dlatego w moich książkach często pojawiają się starsi ludzie, którzy wiele opowiadają o swojej przeszłości. Bardzo zresztą lubię takie opowieści. Czasami wplatam coś z historii własnej rodziny do powieści, ale do tej pory były to drobne rzeczy. Jako ciekawostkę mogę na przykład podać fakt, że w Kufrze tajemnic imiona Stefanii i Janiny nie są przypadkowe, bo takie imiona nosiły moje bacie. 

Chociaż to Magda jest główną bohaterką powieści, chociaż żyje w czasach bliskich współczesnym czytelnikom, to jednak dużo bardziej pociągające wydają się lata trzydzieste XX wieku. Coś w tym jest, że człowieka bardziej ciągnie do tego nieznanego świata; do tych realiów, których sam nie był w stanie poznać. Panią również zauroczył opisywany okres?

To prawda, jest coś szczególnego w tamtych czasach. Od dawna, chyba od kiedy jeszcze kiedy byłam dzieckiem, ciekawił mnie przełom dziewiętnastego oraz dwudziestego wieku, a także właśnie czasy międzywojenne. Wyjątkowy był ich klimat, choć oczywiście miały też wiele ciemnych stron. Nie jestem aż taką pasjonatką historii, jak powieściowa Magdalena, ale lubię czytać o tamtym okresie, oglądać stare fotografie, czasami przeglądam w sieci dawne artykuły. Mam też słabość do starych przedmiotów i sprzętów, które często też mają swoje historie, tak jak ludzie. To trochę jak podróż w czasie.

Przeplatanie akcji osadzonej współcześnie i w przeszłości dodatkowo dostarcza mnóstwa informacji na temat tego, jak wyglądało życie przed prawie stu laty. Zapewne odtworzenie realiów lat trzydziestych XX wieku wymagało od Pani sporo researchu?

Kiedy osadzam akcję w przeszłości, staram się oddać klimat tamtych czasów, co oczywiście wymaga znajomości pewnych faktów. W Kufrze tajemnic część dotycząca przeszłości nie jest bardzo rozwinięta, dominuje teraźniejszość, ale i tak musiałam poświecić sporo czasu na sprawdzenie różnych informacji. Czytałam sporo literatury i artykułów o tamtym okresie. Tak było już przy Domu po drugiej stronie jeziora – poprzedniej książce, w której też cofam się daleko w przeszłość. Czasami, żeby dowiedzieć się i sprawdzić jedną, nawet drobną rzecz, trzeba poświęcić sporo czasu, a i tak nie zawsze znajdzie się jednoznaczną odpowiedź. Często trudniej znaleźć rzeczy dotyczące codziennego życia, a to właśnie one są potrzebne, żeby zbudować tło. Możliwe, że popełniam błędy, chociaż robię, co mogę, żeby ich uniknąć. Zawsze jednak, kiedy czegoś nie wiem, staram się dowiedzieć, sprawdzić i znaleźć odpowiedź. Uważam, że autor jest to winien czytelnikowi.

Tym bardziej, że świat sprzed stu lat to rzeczywistość zupełnie inna niż dzisiejsza...

Gdyby podróże w czasie były możliwe i gdyby ktoś przeniósłby się do nas z tamtych czasów, na pewno byłby zagubiony – tak samo, jak my, trafiając w przeszłość. Jednak choć świat pod pewnymi względami poszedł do przodu, to jednak pewne problemy pozostają zadziwiająco aktualne. Wystarczy przyjrzeć się na przykład sytuacji kobiet w tamtych czasach i spojrzeć na to, co dzieje się teraz, do czego niektóre działania próbują doprowadzić. Można odnieść wrażenie, że świat w pewnych kwestiach nie zawsze idzie do przodu.

Właśnie: zestawienie okresów, które dzieli ogromna przepaść czasowa pokazuje, jak wiele dzieli, ale też łączy ludzi z różnych epok.

Od początku chciałam, żeby te dwie warstwy czasowe w pewien sposób ze sobą korespondowały, podobnie jak losy niektórych bohaterów - tych z przeszłości i współczesności. Właściwie każda z postaci w książce ma swoją historię i te historie do siebie w pewien sposób nawiązują. Chciałam też pokazać, że mimo upływu lat ludzie często mają podobne problemy, lęki, odczucia, a przeszłość i teraźniejszość splata się ze sobą na różne sposoby, chociaż nie zawsze potrafimy dostrzec to na pierwszy rzut oka.

To właśnie na stronach rozdziałów dotyczących przeszłości, o której rozmawiamy stworzyła Pani niezwykłą postać małej Stefci. Zdecydowanie jest ona postacią, do której trudno się nie przywiązać, ponieważ poznajemy jej historię od momentu, gdy jako dziewczynka ucieka z płonącego domu, aż do chwili, gdy staje się młodą kobietą.

Stefania jest w pewien sposób postacią kluczową dla całej powieści i chciałam, żeby czytelnik mógł spojrzeć na różne etapy jej życia. Właściwie cały pomysł na książkę zaczął się od Stefanii i Magdaleny, to wokół nich w mojej głowie zaczęła snuć się cała opowieść. Wiedziałam, że będę musiała jakoś spleść ich losy.

Jako dwunastoletnia dziewczynka, a później nastolatka Stefcia musiała mierzyć się z bardzo poważnymi problemami. Stworzyła jej Pani niezwykły życiorys.

Rzeczywiście, Stefania to chyba najbardziej doświadczona przez życie postać, jaką kiedykolwiek stworzyłam, a jeśli ktoś czytał moje książki, wie, że ja bohaterów zazwyczaj nie oszczędzam – przynajmniej jeśli chodzi o przeszłość. Przyszłość jednak daję im zazwyczaj dobrą, a moje książki kończą się pozytywnie, historie bohaterów niosą nadzieję. I tak chyba jest w tym przypadku. Co do niektórych elementów życiorysu Stefanii, zastanawiałam się nad tym, czy czegoś nie zmienić, nie złagodzić, ale wtedy historia nie układała się tak, jak chciałam. Doświadczenia Stefanii konieczne były do stworzenia takiej właśnie historii. Stefania jest niezwykłą postacią także dlatego, że pomimo tylu doświadczeń, zawsze się odradza jak mitologiczny Feniks.

Krzywda, jaką spotkała Stefanię, może czytelnikami wstrząsnąć. Ale nie szokowanie miała Pani na celu. 

Kiedy czytałam o tamtych czasach, ten temat i problem przewijał się dość często, co wskazuje, że podobnych przypadków było wtedy sporo i – co gorsza – często traktowane były lekceważąco, zwłaszcza, jeśli dotyczyły bardziej wpływowych osób. Ta tematyka zawsze mną wstrząsa i dlatego postawiłam o tym napisać. Nie chcę wnikać w szczegóły, by nie zdradzać fabuły, ale to, co przydarzyło się Stefanii, wciąż się zdarza. Niestety. Wciąż dzieją się podobne rzeczy. Tak, jak dzieją się rzeczy podobne do tych, które przydarzyły się innej bohaterce – Dorocie. I nie znikną tylko dlatego, że nie będzie się o nich mówić czy pisać. Myślę, że wręcz przeciwnie.

Bardzo uderzyła mnie kwestia zatrudniania dzieci do prac domowych w bogatszych rodzinach. Zwłaszcza, gdy dzieci trafiały do tych gorszych domów. Nie wyobrażam sobie takiej utraty dzieciństwa, pamiętając swoje.

To rzeczywiście trudny temat i, niestety, wciąż aktualny. Również dziś niektóre dzieci tracą swoje dzieciństwo na różne sposoby, bo ktoś im je brutalnie odbiera. W międzywojniu młode służące – młode dziewczyny, czasami jeszcze dzieci – często pracowały ponad siły w kiepskich warunkach, za skromną pensję. Często były to kobiety, dziewczyny
i dziewczynki pochodzące ze wsi, z biednych wielodzietnych rodzin. Bywało jednak i tak, że taka służba stawała się pewnego rodzaju szansą na lepsze życie, jeśli dziewczyna trafiła na dobrą rodzinę. Bieda to był zresztą duży problem w tamtych czasach – z jednej strony salony i przyjęcia, z drugiej – skrajne ubóstwo, bezdomność i brak perspektyw. W tamtych czasach dzieci często cierpiały głód, były bezdomne, schorowane albo egzystowały w dzielnicach dla ubogich. Dużo było tzw. „dzieci ulicy”. Lata przedwojenne, mimo swojego uroku, miały też dużo ciemnych stron. 

Właśnie w takich momentach człowiek zaczyna doceniać swoje dzieciństwo, a „szlaban na komputer” nie wydaje się już tak straszny.

Ja jestem jeszcze z tego pokolenia, którego dzieciństwo nie było aż tak zdominowane przez elektronikę, więc szlaban na komputer nie był problemem, bo go po prostu nie miałam. Myślę, że dobre dzieciństwo to coś, co rzeczywiście warto doceniać, bo ono w bardzo dużym stopniu rzutuje na dalsze życie. Zresztą ten temat wraca w trochę innej formie
w historii innego bohatera – Szymona, który też w pewien sposób je traci. Dzieciństwo i dziś jest często odbierane dzieciom na wiele sposobów, czasami bardziej subtelnych niż kiedyś. A dziecko ma prawo być po prostu dzieckiem. 

Wie już Pani, jaki temat poruszy Pani w kolejnej powieści?  

Na razie jestem na takim etapie pisania książki, że może mi się pozmieniać jeszcze koncepcja, więc nie chciałabym za wiele zdradzać, ale pewnie przeszłość też odegra w niej swoją rolę i pojawią się trudniejsze tematy, choć nie zabraknie i wielu pozytywnych emocji. Uważam, że nawet, jeśli książka ma być lekka, rozrywkowa i pozytywna w ogólnej wymowie, to dobrze, jeśli przy okazji skłania też do refleksji, zwraca uwagę na pewne problemy, nawet jeśli nie są one dominującym tematem. Na pewno w kolejnej książce znajdą się tematy mi bliskie, takie, które mnie zainteresują i poruszą. Na pewno będzie to taka książka, którą sama chciałabym przeczytać, bo myślę, że właśnie takie warto pisać.

Powieść Kufer tajemnic kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.