Przemoc psychiczna odbywa się po cichu. Wywiad z Ewą Szymańską

Autor: Patryk Obarski

– Każda sytuacja, w której musimy robić coś wbrew sobie, jest stresująca – zwłaszcza, jeżeli trwa przez dłuższy czas. Nie da się czegoś udawać w nieskończoność – mówi Ewa Szymańska, autorka książki W ślepym zaułku.

W ślepym zaułku - książka

Przemoc domowa wciąż jest poważnym problemem w Polsce?

Tak, przy czym myślę, że nie tylko w Polsce. Nie jestem specjalistą, nie pracuję w żadnej instytucji zajmującej się ofiarami przemocy domowej, ale wydaje mi się, że skala tego problemu, mimo jego nagłaśniania, wcale się nie zmniejsza. Wręcz przeciwnie – to, co od jakiegoś czasu dzieje się wokół nas, sprzyja nasilaniu się zjawiska. Pogarszająca się kondycja społeczeństwa wywołana bieżącą sytuacją ma przecież ogromny wpływ na stosunki panujące w rodzinach. Napięcie psychiczne, frustracja, lęk, niepewność, bezradność i poczucie osamotnienia w obliczu różnego rodzaju kryzysów muszą znaleźć jakieś ujście, muszą być jakoś rozładowywane. Niestety, coraz częściej dzieje się to kosztem najbliższych.

W swojej najnowszej książce opowiada Pani o losach Pauliny, która związuje się z wdowcem, Jackiem. Początkowo nic nie zapowiada tragedii…

Owszem, Paulina jest młodą kobietą, która pomimo przykrych doświadczeń z pierwszego małżeństwa całkiem nieźle sobie radzi, zwłaszcza, że zawsze może liczyć na wsparcie rodziców. Zdobywa wykształcenie, staje się niezależna finansowo, czerpie satysfakcję z bycia mamą. Do pełnego zadowolenia brakuje jej tylko odpowiedzialnego i inteligentnego mężczyzny, który zapewniłby jej poczucie bezpieczeństwa. I oto pewnego dnia pojawia się Jacek, który nie dość, że posiada te cechy, to w dodatku jest przystojny i w nieco staroświecki sposób szarmancki. Paulina dość szybko poddaje się jego urokowi i chociaż ich związek pod pewnymi względami nawet jej samej wydaje się trochę nietypowy, decyduje się na małżeństwo. Niestety, nie ma jeszcze wtedy pojęcia, że jej wyobrażenia na temat wspólnego życia mają niewiele wspólnego z wizją jej świeżo poślubionego męża.

Czy można zapobiec uwikłaniu się w toksyczną relację?

Zapewne tak i dlatego sądzę, że wśród osób czytających moją książkę znajdą się i takie, które będą się dziwić bohaterce, uważając, że wplątała się w tę relację poniekąd na własne życzenie. Tyle, że sprawa wydaje się prosta, gdy patrzy się na wszystko z boku i bez emocji. Osoba bezpośrednio zaangażowana często ma jednak zupełnie inne spojrzenie na pewne rzeczy. Zdarza się też, że najzwyczajniej w świecie nie widzi tego, co dla innych jest oczywiste.  

Paulina dopiero po czasie zauważa, że Jacek od samego początku nią manipulował. Nie miała przecież ochoty nawet na pierwszą randkę! Czasem pozostajemy ślepi na drobne znaki, które wskazują, że coś może być nie tak?

Niestety, czasem potrzeba dopasowania rzeczywistości do naszych pragnień i wyobrażeń bywa silniejsza od zdrowego rozsądku, a to sprawia, że ignorujemy różne niepokojące sygnały, ulegając tzw. myśleniu życzeniowemu – tak bardzo chcemy, by wymyślony przez nas scenariusz się sprawdził, że zaczynamy spychać do podświadomości wszystko to, co mogłoby tej realizacji przeszkodzić. Tak naprawdę Paulina zdawała sobie sprawę z tego, że Markowski ma na nią duży wpływ i odczuwała z tego powodu irytację – z jednej strony mężczyzna podobał się jej, z drugiej była na siebie zła, że zbyt łatwo mu ulega. Właśnie dlatego początkowo nie paliła się do zacieśniania tej znajomości. Jej błąd polegał na tym, że nie posłuchała instynktu. Pech, że nie znalazł się ktoś, kto w porę by ją ostrzegł.

W ślepym zaułku - książka

Jacek nie znosi sprzeciwu, nie zamierza także przyjmować uwag żony, co ostatecznie prowadzi do kryzysu w małżeństwie Pauliny. Związek powinien opierać się na dialogu?

To oczywiste, że równowaga i wzajemny szacunek stanowią fundament udanego związku, a dialog jest potrzebny, żeby je utrzymać. Lekceważenie potrzeb drugiej strony, egocentryzm muszą wcześniej czy później doprowadzić do kryzysu.

Nie jest to jednak oczywiste dla Jacka, który nie chce, by żona wracała do pracy, za to sprawia, że jej prywatne konto bankowe zaczyna świecić pustkami. Uzależnienie finansowe jest wyrafinowaną formą przemocy?

Tak, to jedna z odmian przemocy, o której nie mówi się zbyt często i która – tak mi się wydaje – bywa dość trudna do udowodnienia – zwłaszcza, że nawet same ofiary nie zawsze mają świadomość, iż jest ona wobec nich stosowana. Mamy z nią do czynienia na przykład wtedy, gdy jedna ze stron ogranicza finansowo drugą, np. wydzielając jej określone kwoty na prowadzenie domu i osobiste wydatki lub kontrolując sposób wydawania pieniędzy. Przemoc ekonomiczna pojawia się także wtedy, gdy partner uniemożliwia drugiej osobie podjęcie pracy zarobkowej, uzasadniając to na przykład dobrem dzieci albo wyłącza ją z podejmowania decyzji finansowych, nawet tych dotyczących całej rodziny. Formą przemocy ekonomicznej jest także ukrywanie przed współmałżonkiem lub partnerem wysokości swoich zarobków lub utrudnianie tej osobie kształcenia się, co mogłoby zwiększyć jej szanse na to, by stała się samodzielna finansowo. Jest to więc – tak jak Pan zauważył – niezwykle wyrafinowana odmiana przemocy, służąca całkowitemu podporządkowaniu ofiary poprzez uzależnienie jej od sprawcy nawet w podstawowych kwestiach bytowych.    

Mąż Pauliny powoli i konsekwentnie odcinał ją od dawnego życia i próbował ukształtować na nowo według własnej wizji idealnej żony. Związek staje się toksyczny w momencie, w którym przestajemy być sobą?

Każda sytuacja, w której musimy robić coś wbrew sobie, jest stresująca – zwłaszcza, jeżeli trwa przez dłuższy czas. Nie da się czegoś udawać w nieskończoność.

Jednak na zewnątrz małżeństwo Pauliny i Jacka wygląda na udane.

Takie sytuacje na pewno się zdarzają, być może nawet częściej niż się nam wydaje. Powieściowy Jacek sztukę tworzenia pozorów ma opanowaną do perfekcji. Konsekwentnie kreuje swój publiczny wizerunek i dba o to, by nie pojawiła się na nim żadna skaza. Idealna – oczywiście w jego zamyśle – rodzina jest ważną częścią tego wizerunku, dlatego gdy któryś z jej członków w jakikolwiek sposób zaczyna odbiegać od wyznaczonego wzorca, musi zostać przywołany do porządku. Dorosły syn w pewnym momencie skutecznie się przeciwko temu buntuje, w gorszej sytuacji znajduje się żona.

Właśnie – Paulina w pewnym momencie zdaje sobie sprawę z tego, że relacja z Jackiem ją wyniszcza. Dlaczego więc nie decyduje się odejść?

Składa się na to wiele przyczyn, trudno powiedzieć, która jest najważniejsza. Na pewno mają na to wpływ wcześniejsze doświadczenia Pauliny – raz już popełniła podobny błąd i początkowo nawet sama przed sobą nie chce przyznać, że niczego to jej nie nauczyło. Poza tym, chociaż uważa się ona za osobę nowoczesną, trochę się jednak obawia opinii otoczenia. Nie wie też, czy sobie poradzi oraz czy odchodząc od męża, nie skrzywdzi córki. Inne powody jej niezdecydowania to bezpośredni efekt działań Jacka, które w miarę upływu czasu prowadzą do tego, że Paulina nie tylko coraz mniej wierzy we własne siły, ale wręcz sama zaczyna się obwiniać. W końcu dochodzi do tego strach, a wtedy już tylko krok dzieli ją od całkowitego podporządkowania się tyranowi.

Wiem, że powinnam się postawić, zbuntować. Zrobić cokolwiek. A jednak tkwię w tym piekiełku – mówiła Paulina. Przemoc psychiczna bywa w swoich skutkach znacznie gorsza niż przemoc fizyczna?

Nie wiem, czy właściwe jest tu określenie „gorsza”, bo każda przemoc jest zła. Zarówno agresja psychiczna, jak i fizyczna pozostawiają trwałe ślady – pierwsza na duszy, druga nierzadko również na ciele. Ich skutki są więc tak naprawdę podobne – niszczą ofiarę, której coraz trudniej jest się przeciwstawiać sprawcy. Oczywiście istotne jest to, o czym wspomniałam wcześniej, a mianowicie fakt, iż przemoc psychiczna jest trudniejsza do udowodnienia, ponieważ zazwyczaj odbywa się po cichu i bez świadków. Jest to jeden z powodów, dla których jej ofiary długo zwlekają, nim wreszcie zdecydują się podjąć próbę wyrwania się z takiego związku – po prostu obawiają się, że nikt im nie uwierzy, wszak z zewnątrz wszystko wygląda tak pięknie. Drugi powód związany jest z pewnym zadziwiającym procesem, jaki często zachodzi w psychice osób systematycznie poddawanych aktom przemocy. Psychologia nazwała to „syndromem gotującej się żaby”, a ja w swojej książce na przykładzie mojej bohaterki próbuję pokazać, na czym polega to zjawisko.

Sytuacja Pauliny nie jest wyjątkiem. Ludzkie tragedie dzieją się na co dzień?

Historia Pauliny jest fikcją, ale – niestety – jestem pewna, że wiele kobiet znajdzie w niej jakiś fragment  własnego życia, bo to ono tak naprawdę napisało tę opowieść. Ja tylko ubrałam ją w słowa.  

Czasem trudno nam dostrzec jednak problemy osób takich jak Paulina…

Przemoc psychiczna, o której piszę w swojej książce, odbywa się po cichu i bywa, że całymi latami pozostaje niewidoczna dla osób z zewnątrz. To przemoc w białych rękawiczkach, bardzo często ukryta za fasadą wysokiej pozycji społecznej i dobrej sytuacji materialnej, a jej sprawcami nierzadko bywają osoby popularne i lubiane w swoim środowisku. Nic więc dziwnego, że najczęściej udaje im się ukrywać ten fakt przez dłuższy czas – któż bowiem mógłby podejrzewać, że sympatyczny, kulturalny sąsiad albo nasz kolega z pracy jest domowym tyranem i despotą, wyżywającym się psychicznie na bliskich?

Bohaterka Pani książki jednak się nie poddaje. Próbując uniezależnić się od męża, zaczyna terapię. Nigdy nie jest za późno na to, by szukać pomocy?

Na pewno – jest to najważniejsza rzecz, jaką próbuję przekazać w swojej powieści. Nie twierdzę przy tym, że jest to łatwe. Przemoc domowa stanowi bowiem rodzaj błędnego koła – osoba, która samodzielnie próbuje się z niego wyrwać, często zderza się ze ścianą. Nie wystarczy bowiem odejść od agresora – trzeba przecież gdzieś mieszkać, z czegoś się utrzymywać, a nierzadko odpierać brutalne ataki sprawcy, który nie akceptuje tej decyzji. Nie jest to proste – zwłaszcza, gdy ofiara jest już u kresu wytrzymałości psychicznej. I dlatego potrzebna jest pomoc – ze strony rodziny, przyjaciół lub instytucji, które wspierają ofiary przemocy. Chodzi tu o bardzo szeroko rozumiane wsparcie – zarówno materialne, prawne, jak i psychologiczne właśnie. Moja bohaterka bardzo długo dojrzewała do tego, żeby zacząć szukać pomocy. Początkowo próbowała radzić sobie sama i dopiero, kiedy zrozumiała, że w pojedynkę nie da rady, zaczęła się rozglądać za jakimś wsparciem. Miała szczęście, bo trafiła na ludzi, którzy naprawdę chcieli jej pomóc.

W jaki sposób tę pomoc odnaleźć?

Myślę, że nie ma na to gotowej recepty, w każdym razie ja nie ośmielę się jej podawać. Uważam jednak, że zawsze warto zwrócić się do kogoś, komu się ufa i kto potrafi spojrzeć na sprawę z empatią, ale i obiektywnie. Paulina znalazła kogoś takiego w osobie dawnego przyjaciela ze szkoły, wsparcie dali jej też najbliżsi, czyli rodzice i dorosły syn, jednak decydująca okazała się terapia psychologiczna, która pomogła jej podjąć ostateczną decyzję i dała siły do tego, by zawalczyła o siebie. Moja bohaterka ma więc szczęście, lecz chociaż jej historia jest zmyślona, mam nadzieję, że może ona być wskazówką dla osób, które mają podobne doświadczenia. Zawsze warto szukać pomocy.

Książkę W ślepym zaułku kupić można w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.