– Dla mnie Las to świątynia. Wywiad z Tomaszem Szwedem

Autor: Sławomir Krempa

– Każde drzewo w lesie jest jak filar w nawie głównej, przechodzący w żebrowanie sklepienia. Trzeba być Mowglim, żeby to poczuć, zobaczyć i rozpoznać – mówi Tomasz Szwed, autor cyklu Klinika Małych Zwierząt w Leśnej Górce. Właśnie ukazał się jego najnowszy tom Lato w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce.

Las był w Pańskim życiu od zawsze. 

Ojciec był nadleśniczym w Puszczy Kozienickiej, więc pierwsze, co zobaczyłem w świecie, to były drzewa. Las, mityczne miejsce, pełne tajemnic, pulsujące życiem w każdym jego przejawie. Tajemnicze, ale też przyjazne i bezpieczne. Moje miejsce zabaw i poznawania świata. Las widziany na poziomie traw, mchu, ziemi pokrytej macierzanką i wierzchołki wysokich drzew. W każdym wywiadzie mówię, że pamiętam, jak rozmawiałem z wiewiórkami, biegnąc piaszczystą ścieżką przez młodnik na skraju lasu. Jedyny taki epizod z wczesnego dzieciństwa. Być może urojenie, ale wolę to pamiętać jako fakt. Rozmowa nie była zbyt wyszukana, ot, po prostu, co słychać, co nowego?  

A jednak nie został Pan leśnikiem?

Co innego bawić się w lesie, a co innego pracować. Ojciec wyjeżdżał rano na kontrole, a wracał późnym wieczorem, więc nie było to nic zachęcającego. Jednak przekazał mi szacunek, zachwyt dla natury, poznał mnie z Duchem Lasu, którą to znajomość poleciłem swoim wnukom. Ojciec miał sukcesy zawodowe, ale nie był typem leśnika korporacyjnego o perspektywie korzyści płynących z hodowli. Jego stosunek do lasu to raczej stan ducha. Pełen poezji, a nie myślenia o produkcie.

Kocha Pan las, a jednak mieszka Pan dziś w mieście? 

Od kilkunastu lat, tak. Po okresie mieszkania w wioskach, małych miasteczkach i w domach w lesie. Chciałbym powiedzieć: „niestety mieszkam w mieście", ale wiem, że tu żyje się łatwiej i z większymi możliwościami. Wiem też, że nie jest to moje ostatnie słowo, odkąd napisałem piosenkę o znamiennym tytule Sen o domu nad rzeką

Wakacje jednak spędza Pan blisko natury. Jakie jest lato w lesie? 

Chłodniejsze. Zwłaszcza w starodrzewiu. Zawsze jest cień i wilgoć. Dlatego lato spędzamy na Kaszubach, gdzie jest rzeka, jezioro, ale przede wszystkim – Las. Wracamy do miasta w październiku, wtedy do naszego letniego domu wprowadzają się myszy. Wiosną przyjeżdżamy my, myszy wracają na pole lub w zarośla. Czasem trafi się kuna albo łasica, ale jakoś się dogadujemy. Zmiany miesięcy zapisują się w trawach. Nie ma nic piękniejszego nad czerwcowe, nadrzeczne łąki. Później to się zmienia, kiedy lato upalne i na łąkach brązów się pojawia sporo. Powietrze ciężkie od upału, aż sosny nieruchomieją, my wtedy chlup do rzeki, gdzie kolejne łąki, tym razem roślin wodnych. Polecam do jedzenia rukiew wodną, która smakuje trochę jak rukola z delikatną nutą rzodkiewki. No i, oczywiście, patrzenie na rzekę na trzy sposoby, według profesora Borsuka: na powierzchnię, gdzie fale, warkoczyki, zmarszczki wodne i nartniki, na dno poprzez wodę, gdzie rośliny falują wraz z nurtem i na odbicie nieba na powierzchni.

Właśnie – skoro las, to i leśne zwierzęta. Zwierzęta, które są bardziej szlachetne od ludzi? 

Przynajmniej tak wynika z moich książek. To jest świat, który wymyśliłem, bo w takim chciałbym żyć. Pełnym ciepła i życzliwości, wspólnoty i wsparcia. Inaczej niż w bajkach ezopowych, gdzie w zwierzętach odbijały się złe ludzkie cechy. Głupi jak osioł, zły jak wilk, chytry jak lis, itd. W Klinice jest odwrotnie, to zwierzęta są dobre i szlachetne, chociaż czasami też błądzą. Człowiek natomiast jest postrzegany jak szkodnik, agresor i niszczyciel. To chyba obiektywne spojrzenie, jak sądzę? W prawdziwym świecie też zauważamy piękne odruchy zwierząt. Wychowywanie przez samice cudzych dzieci, których matka zginęła, dzielenie się pożywieniem, podejmowanie wspólnych działań. Ludzie bywają szlachetni z różnych pobudek. Bo można odpisać od przychodu. Podbudować swoje ego, choć to dzieje się raczej nieświadomie, chyba że bierze się udział w publicznym widowisku „Dobroczyńca roku” (dlaczego tak rzadko, gdzie „Samarytanin miesiąca”?). Są też cisi darczyńcy i szlachetne osoby. I to pewnie oni są najbliżsi wzorcom płynącym z Lasu.

Na pewno też – w przeciwieństwie do wielu z nas – zwierzęta niemal nigdy nie marnują jedzenia. 

Zwłaszcza te, które gromadzą zapasy na zimę. Chomik, w stanie dzikim, może zebrać kilkadziesiąt kilogramów pożywienia. Nawet wiewiórki pamiętają, gdzie zakopały orzeszki − posługują się geodezyjną triangulacją. A jeśli coś zaniedbają, to z korzyścią dla nowych sadzonek. Po to się je, żeby przetrwać. My, ludzie rozwiniętych i bogatych krajów, już chyba dawno nie byliśmy głodni. Jesteśmy jak nażarte leniwe koty z tak zwaną całodzienną ekspozycją pożywienia. Jeszcze do tego niezliczone programy o niebanalnym gotowaniu i konkursy, kto zje czegoś więcej na czas.  

Czego jeszcze możemy nauczyć się od zwierząt? 

Odpowiadam tu jako autor utopijnego świata Zwierząt, ale też zgodnie z moją ogólną wiedzą na ich temat. Ważne tylko, jak mówi podtytuł książki Fransa de Waal Bystre zwierzę, czy jesteśmy wystarczająco mądrzy, by zrozumieć mądrość zwierząt? Do tego niezbędna też jest empatia, której coraz bardziej nam brakuje. I odrobina szacunku dla drugiego stworzenia.

Nie musimy się uczyć. Jesteśmy jak one i odwrotnie. Może nieco przesadzam, ale coś jest na rzeczy. Powodują nami prawie te same uczucia i emocje. Ból, rozpacz, smutek, radość i zabawa są tożsame z naszymi, ludzkimi doznaniami. Tak jak my, zwierzęta tworzą modele rzeczywistości i odpowiednio modyfikują swoje zachowania. Niektóre posługują się narzędziami. Niektóre też mają świadomość swego „ja”. Może to ich nieuświadomiona umiejętność, ale zazdroszczę im leśnego mindfulness. Jestem tu i teraz. Dzisiaj poszukam czegoś do zjedzenia. Jak nie znajdę, to chociaż poszukam. Nie spieszę się, mam swoje terytorium, nikt mi tu nie wejdzie, bo takie jest prawo. Niektóre zwierzęta potrafią oszukiwać, stwarzać pozory, są osobniki dominujące, są podporządkowane. Z nami jest podobnie. Dobrze to opisuje pan Pies z Kliniki: To dokładnie tak jak z nami – myślał. – Są Zwierzęta gwałtowne i zdecydowane, ale są też spokojne, lękliwe i ciche. Bezczelne lub nieśmiałe, porywcze albo bezradne. Tak, tak, wszystko zależy od gniazda i od rodziców. – Pan Pies pokiwał głową. – Jaka rodzina, takie dzieci.

A możemy się z nimi porozumieć? 

Do tego trzeba uważności. To my wizytujemy ich świat, więc powinniśmy nauczyć się ich języka. Mowy ciała, wyrazu pyska, tego co w oczach, w ogólnym rysunku ciała. Bliskość i empatia jest potrzebna wszystkim istotom. To ona powie coś o stanie ducha, o potrzebach i intencjach tego drugiego. Tego, kto nie jest mną, nie jest – ja. Empatia i zrozumienie. Próba odpowiedzi na pytanie: jak to jest być psem, borsukiem, dzikiem, sarną. Ze sobą mamy problemy, a co dopiero ze zrozumieniem zwierząt. Pełni pychy i nonszalancji z wyżyn antropocentryzmu i fałszywie tłumaczonego przesłania chrześcijańskich wartości. Ponownie doskonale to ujmuje pan Pies z Kliniki: my, to wspólnota gniazd, legowisk, nor i dziupli. Dlatego czasem między sobą nie potrafimy się dogadać, a co dopiero z Człowiekiem. No na przykład. Jak długo można pokazywać, że chce się na spacer? Wskazywać drzwi, skomleć, wreszcie biegać? Wtedy poklepywanie po łbie i mówienie „dobry piesek” jest tak irytujące, że rezygnujesz z próby porozumienia, idziesz na posłanie, walisz się na nie ciężko i mruczysz: o matko, nic nie rozumie, no nic nie rozumie!

Można mówić o swego rodzaju mądrości lasu – lasu jako całości?

Niewątpliwie, ale w przypadku boru o charakterze pierwotnym. Kiedy drzewa osiągają swoją dojrzałość i w niej trwają, nie niepokojone przez człowieka. Powstają biogrupy, łączą się korzeniami i tworzą jeden wielki organizm. Wspólnie przeciwstawiają się sytuacji, w której na przykład jest susza. W takim przypadku jedno drzewo pomaga drugiemu. Dzielą się wodą. Zaatakowane przez szkodnika, reagują swoją chemiczną ochroną, tym samym dając znać, poprzez ruch powietrza, o niebezpieczeństwie. Podobno też porozumiewają się impulsami o określonej częstotliwości między korzeniami w grupie. A grzyby mikorozowe? To właściwie sieć internetowa dla starego lasu. Zainteresowanych odsyłam do książki Sekretne życie drzew Petera Wohllebena. Niestety, jeszcze nie wiem, ile w niej rzetelności naukowej, a ile myślenia życzeniowego. Jeśli to trochę bajka, to jakże piękna.

Za rzadko dzisiaj korzystamy z lasu i jego dobrodziejstw? 

Chyba wręcz przeciwnie. Niewiele jest lasów, z których czegoś się nie zabiera. Kiedyś sam się odradzał, teraz jeden gatunek – człowiek, nie pozwala mu na to. Zbyt mało natomiast korzystamy z jego terapeutycznej roli, którą dawno zauważyli np. Japończycy w swojej koncepcji szczęśliwego życia - ikigai, albo Koreańczycy w podobnej perspektywie – nunchi.

Zwierzęta dbają o swoich seniorów? Rzeczywiście mają swoje szpitale?

Niestety tylko w mojej bajce. Większość zwierząt to indywidualności, wiec każdy odpowiada za swoje życie. Chyba że jest to na przykład sfora wilków − zdarza się, że stare osobniki pomagają w wychowaniu dzieci. Na ogół jednak opuszczają watahę i radzą sobie same.

A czy ćwiczą jogę? 

W pewnym sensie tak, a przynajmniej wykonują ćwiczenia fizjoterapeutyczne. Są ruchliwe, więc ćwiczą nieświadomie codziennie, ale kiedy kręgosłup pozostaje przez jakiś czas w jednej tylko pozycji, jak na przykład w czasie snu, to jak widać na przykładzie wszystkich kotowatych i psowatych, po przebudzeniu następuje seria wyginania kręgosłupa, wyciągania i wyprostów.

W Lecie w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce czytamy: 

Ale jesteś tutaj, nad Rzeką! Skup się na tym, co czujesz! Przez to twoje myślenie wcale jej nie widzisz. Nie czujesz zapachów, nie słyszysz owadów i ptaków.

Zwierzęta mogą nauczyć nas uważności?

Jeśli tylko zechcemy to zauważyć. Taką umiejętność mają też nasze dzieci w początkowym okresie życia. Maksymalne skupienie na szczegółach, na tym co tu i teraz. Każdy patyk, kamyk i szkiełko są wtedy czymś niezwykłym i ważnym. Każda czynność jest powtarzana po wielokroć, by zapamiętać, ale też, by cieszyć się z tego, że potrafię to zrobić. My, dorośli, na ogół tracimy tę umiejętność, skupieni na dążeniu do wyznaczonego celu. Myślimy przy tym nonszalancko – nie takie rzeczy się widziało. A przecież, droga powstaje, gdy idziesz − jak głosi książka psychologii procesu autorstwa Julie Diamond.

Kiedy byłem dzieckiem, w szkole mówiono: „Jak chcesz tak krzyczeć, to idź do lasu”. Tyle że nie jest to chyba najbardziej odpowiednie zachowanie.

Jeśli ktoś nie czuje dostojności i metafizyki lasu, to trudno oczekiwać stonowanych zachowań. Na ogół ludzie idą do lasu po coś. Po runo leśne, drewno, na polowanie. Jeśli już bez tak sprecyzowanych celów, to na piknik, odpoczynek nad śródleśnym jeziorem, koniecznie obok swojego samochodu, prawie nad samą wodą, z ulubioną muzą typu Jesteś szalona. Jeśli zostawiają śmieci, to w przypadku powrotu w to samo miejsce zupełnie im one nie przeszkadzają. Może to echo zwierzęcego atawizmu, zaznaczyć swój teren swoimi odchodami?

Dla mnie Las to świątynia. Nawet monokulturowy, hodowlany. Każde drzewo jest jak filar w nawie głównej, przechodzący w żebrowanie sklepienia. Trzeba być Mowglim, żeby to poczuć, zobaczyć i rozpoznać.

Krzywdzących, negatywnych skojarzeń związanych z naturą jest sporo. Mówi się też na przykład: „Nie jedz jak zwierzę”. 

Naznaczeń jest wiele. Pochodzą pewnie z czasu, gdy człowiek nie był tak pewny siebie i musiał liczyć się z Naturą, która często była dla niego zagrażająca. Strach przed nieznanym zamienia się w różne formy agresji.

Pan w swojej książce odwraca nieco te stereotypy – zwierzęta mówią tam, by nie zachowywać się jak ludzie, kiedy ktoś robi coś niewłaściwego. Zanotowałem taki cytat: 

żyje jak Człowiek, a to oznacza kogoś, kto nie zwraca uwagi na świat, na to, gdzie jest. Nie patrzy na innych, nie wie, co mówi wyraz oczu, pyska, ruch ogona. W skrajnych przypadkach nazywamy tak kogoś, kto nie dba o uczucia bliskich.

Trudnoosiągalną umiejętnością jest skupienie się na drugim człowieku tak bardzo, jak jesteśmy skupieni na sobie. Zwłaszcza w epoce selfie i podziwiania siebie w telefonie. Ciągle pracuję nad sobą, mam z tym kłopot, a chciałbym dotrzeć do miejsca takiej bliskości i ciekawości drugiej osoby jak w scenie z filmu Miasto aniołów.

Ona je gruszkę. On jest w niej zakochany, pyta: – Jak to smakuje? Opisz. – Ty nie wiesz? – Chcę wiedzieć, jak smakuje tobie.

Trudno nam, ludziom, i zwierzętom żyć obok siebie, choć przecież w gruncie rzeczy tak niewiele się od siebie różnimy. Czy kiedykolwiek się tego nauczymy?

Kiedy przestaniemy grzeszyć pychą i uważać siebie za „pana wszelkiego stworzenia”. Kiedy nikt nie odważy się powiedzieć, że jak zwierzę stanie się ważniejsze, będzie to koniec chrześcijańskiej cywilizacji. Niezależnie od różnych perspektyw genezy powstania życia na Ziemi, to rośliny i zwierzęta były pierwsze. My jesteśmy tylko gośćmi, którzy niestety zajęli już prawie cały dom gospodarza, wyrzucając rośliny i zwierzęta do rezerwatów. Spaliliśmy prawie wszystkie meble, a toalety już pełne naszych nieczystości.

Czyli nie wierzy Pan w szczęśliwe zakończenia? 

Chyba moje poprzednie odpowiedzi nie sugerują mojego optymizmu? Poza tym, niestety, posługuję się krzywdzącymi uogólnieniami wobec świata ludzi. Jest we mnie mroczny katastrofizm, który nie wróży dobrego zakończenia. Dopóki nie zmniejszy się potrzeba posiadania i wysokiego statusu społecznego, to nie. Moja córka Danusia wymyśliła rytualne leśne powitanie: Chwała Zielonym Lasom! Odpowiedź na nie to: I czystej Wodzie Chwała! Tak zresztą witają się Zwierzęta w mojej bajce. Tylko na nielicznych robi wrażenie katastrofalne topnienie lądolodów, niespotykane zjawiska atmosferyczne, przerażające pożary tysięcy hektarów. Mamy dostęp do prawie nieograniczonej wiedzy, a my od wieków wykorzystujemy ją do żenujących prób panowania nad naturą i nad sobą nawzajem.  

A czy Lato w Klinice… to już zakończenie Pańskiego cyklu?  

Marketingowo powinienem pisać jakieś kontynuacje cyklu, ale chyba to wszystko, co miałem do powiedzenia, jak mówił Forrest Gump. Chociaż mój niezbyt pochlebny sposób myślenia o człowieku pewnie sprawi, że znowu schowam się w jakiejś bajce ku pokrzepieniu mojego serca.

Na razie nie ma Pan żadnych bardziej konkretnych planów?

Jeszcze nie wiem, na pewno coś się pojawi, jak to zazwyczaj bywa z twórczością każdego rodzaju. Może coś się napisze, zagra, skomponuje. Jak mówił pan Futrosław Borsuk: nawet jak się nie zje, to chociaż się poszuka.

Książkę Lato w Klinice Małych Zwierząt w Leśnej Górce kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Warto przeczytać