Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

ROMANTYZM NAD TALERZEM SZCZAWIOWEJ
Notatkę dodano:2013-02-11 19:35:42

Dawno temu ,kiedy jeszcze byłam młodą ,przesiąkniętą ideałami dziewczyną, kiedy sądziłam ,że świat jest po to, aby właśnie mi ofiarować coś ,co jest tylko pierwszego gatunku. Mi pozostanie tylko czekać i odbierać te dary ,które będą w ilościach mnogich spadać z nieba. W tych jakże zamierzchłych czasach ,była przy mnie osoba,która w równej mojej naiwności oczekiwała od życia romantycznych wzlotów. Miało być patrzenie w zachody słońca, wieczne trzymanie się za ciepłe dłonie , wzdychanie ,pełne ochów i achów w idealistycznym świecie natchnionym platonicznym ,pozbawionym cielesności uczuciu. Nasze młode pragnienia choć zdarzało im się stykać , w części przeważającej jednak się rozmijały. Zachody słońca zawsze przypadały o nieodpowiedniej porze, obok platonicznych uczuć wdzierały się nieśmiałe oraz pełne śmiałości całkiem cielesne dotknięcia. I nie ważne ,czy chcieliśmy tego oboje ,czy jedno przez drugie nakłonione ,współuczestniczyliśmy w tym razem. W trakcie swojej znajomości nie dotarliśmy do pełni romantyzmu , nie dane nam było przeżyć uniesienia duchowego ,które wspomnieniom doda wiecznego kolorytu ,że coś takiego ,kiedyś miało miejsce. Nasze drogi się rozeszły . Ja czekałam na dary od losu ,on wybrał się w nieznanym kierunku .Może był to kierunek zachodzącego słońca ,gdzie miał wreszcie znaleźć to czego tak usilnie szukał ,będąc kiedyś obok mnie . Czy odnalazł swoje uniesienie, czy przeżył ekstazę romantyczną nie wiem . Co znalazłam ja ,i czego się w darze od życia doczekałam wiem.

Romantyzm ,który ja od losu dostałam to codzienność , w której mam dostatek uczucia od kogoś bardzo ważnego . Wzrok ,który od przeszło 24 lat jest ciągle we mnie wpatrzony, który mówi do mnie i codziennie przekonuje ,że jestem tą najważniejszą , najpiękniejszą ,najbardziej godną pożądania. Słowa,które wypowiadane na głos świadczą o mojej niezwykłości ,i szczęściu którym jestem ja sama i fakt ,że kiedyś to ja,jako dar od losu pojawiłam się na jego drodze . Idąc tą wspólną drogą ,nie zawsze z pięknymi zachodami słońca ,bo przecież zdarza się i wiatr w oczy, i rzęsiste ulewy ,nie oczekujemy mirażu romantycznych wzlotów. Ten nasz romantyzm jest w nas, jest obok,otacza nas taki zupełnie nieromantyczny . Przenikają uczucia i piękne chwile naszego bycia razem i wtedy ,kiedy wtuleni w siebie ,i w czasie chmurnego milczenia , i kiedy siedzimy przy wspólnym obiedzie nad świeżo ugotowaną szczawiową .Czy potrzebujemy czegoś więcej ? Talerza szczawiowej we dwoje nie zamieniłabym za milion zachodów słońca w samotności, choćby były najbardziej romantyczne i cudowne.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


PRZESTWORZA SIECI
Notatkę dodano:2013-02-10 17:25:23

Technika i jej rozwój jest dla mnie czymś niepojętym , nieogarnianym przez moją małość i niewiedzę . Wieczne niezrozumienie zasad rządzących światem elektryczności , którego nijak w latach szkolnych pojąć nie mogłam przedkłada się obecnie na wszystko związane z tematem informatyki. Internet ,sieć , to dla mnie magia w najczarniejszej z czarnych postaci. Nie rozumiem, choć staram się korzystać. Nie pojmuję,choć używam. Jakakolwiek przerwa w działaniu paraliżuje mnie , ponieważ niezrozumienie nie daje możliwości zaradzeniu problemowi. Nie wiem jak przeskoczyć awarię bo jej nie rozumiem. Tłumaczenie na czym polega moja zupełna ambiwalencja będzie powodować uśmiech tych co w przeciwieństwie do mnie rozumieją . Nie robię nic aby zrozumieć, bo moje nastawienie z gruntu anty, zakłada ,że to trud syzyfowy ,który żadnego skutku nie przyniesie. Więc nawet się nie staram.
Ktoś kiedyś próbował wytłumaczyć zasady rządzące elektrycznością, rysował zabawne obrazki, śmieszne elektrony i protony ,goniące się do dziś nie wiem po co i jak. Wizja obrazka w głowie pozostała, autor też w pamięć się wrył, jednak nic z nauk nie zostało . Maksimum osiągalne w kwestiach związanych z prądem to wymiana żarówki i pstryknięcie różnego kalibru włącznikami aby coś działało. W nosie mam jak to się dzieje , ma działać , a ja mam z tego z pożytkiem korzystać . I korzystam , czerpię pomoc, ułatwiam sobie, wprowadzam w życie instrukcje i rozwiązuję swoje problemy . Gotuję, piorę ,prasuję ,odkurzam , świecę , wszystko dzięki komuś kto zrozumiał i wprowadził do użytku . Używam nie rozumiejąc . Podobnie rzecz się ma z internetem . Daje mi wypoczynek,kontakty, poprzez udziały w konkursach troszkę materialnych dóbr, możliwości poznania i zobaczenia czegoś co daleko poza zasięgiem możliwości . Korzystam choć nie wiem jak to się dzieje ,że się dzieje. I nie jest mi ta wiedza potrzebna. Jest dobrze tak jak jest.

Nie zaprzątam sobie głowy techniką ,bo mój wrodzony ośli upór i tak nie pozwoli zrozumieć .

Nie boleję nad tym,nie czuję potrzeby aby wiedzieć . Wystarczy ,że mogę używać a zagłębianie się w arkana dlaczego i jak, nie jest mi do szczęścia potrzebne. Jest i dobrze , i niech tak zostanie . Głaskam tajemnicę ,używam niewiadomego , mam z tego odrobinę pożytku i to mi się podoba takie jak jest.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


MŁODY ŚRODEK
Notatkę dodano:2013-02-09 14:37:14

Wczoraj moje ciało miało dwadzieścia lat .Dziś ma tych lat przeszło dwa razy więcej .

Ciało .

Ono jakby poza mną staje się inne, poddaje grawitacji w miejscach kobiecych atrybutów. Traci swą gibkość, jędrność ,nie chce współpracy z tym co pozostało młode ,choć życiem doświadczone.

Gdzieś w sobie , w głowie , sercu , odczuwaniu jestem ciągle tą samą dwudziestoletnią dziewczyną ,która głupimi pomysłami torowała drogę powadze sytuacji . Może to,co u mnie w środku to właśnie moja największa przewaga nad tymi co choć zewnętrznie piękni środek mają pochylony starością. Są za poważni ,za dorośli i choć kondycja ciała daje możliwości,duch za tym nie ma siły nadążyć .Zasapany wysiłkiem mówi :dosyć ,basta , nie wygłupiaj się ,zmądrzej .

Czy mądrość musi być poważna? Czy nie może hultajsko przymrużyć oka , i pomimo lat na karku , doświadczeń ,zdobytej życiowej wiedzy zadziwić młodością ? Nie skokami przez płotki , nie sprintem na równi z nastolatkami ale podejściem do życia ,którego nie będziemy brać tak do końca na poważnie . Perliście się zaśmiejemy , zrobimy głupią minę , zagramy powadze na jej długim nosie. Nie do końca musimy być poważni tak jak nie do końca brać wszystko z głupim chichotem . Od skrajności w skrajność droga daleka , ale w zależności od otoczenia i sytuacji płynnie możemy się skompromitować , uznani za głupiego wesołka lub poważną matronę . Wypośrodkowanie nie jest łatwe ,jednak zdarzają się jednostki do końca swych dni tutaj, będące jednym lub drugim wzorem zachowań. Tak jak są wieczne dzieci , bezproblemowe ,bo przecież ktoś problemy pozałatwia ,zabawę wyprostuje i popchnie sprawy po właściwych torach. Wieczne dzieci ,i wieczni opiekunowie .Bywają beztroscy i wiecznie zatroskani . Przeciwieństwa ,które ubarwiają ,choć czasami w skrajnych przypadkach denerwują lub irytują swym innym od naszego podejściem.

Obserwujemy ludzi i podziwiamy lub ganimy. Stają się wzorem lub przestrogą . Tak bym chciała a tak mi nie odpowiada. To mi się podoba a coś innego z góry przegrane .

Jesteśmy postrzegani naszą metryką , i z góry skazani na niepowodzenie ,bo wiek już powyżej pewnego pułapu na przedbiegach nas dyskwalifikuje. W odczuciu jestem starszą panią . Więc machinalnie przesuwa się mnie na pozycję przegranej . Zanim się pozna moje atuty i walory ,nie koniecznie fizyczne , stwierdza się , za stara. I wszyscy zapominają o przysłowiu ,które każe zjeść beczkę soli aby kogoś poznać . W trakcie oceniania ,nikt nie chce nas poznawać . Nie ma na to czasu . Umieszcza w sztancy swoich wyobrażeń. A na nas samych spada przekonanie innych,że właśnie takie o nas pojęcie jest błędne i zupełnie pozbawione racjonalnych podstaw. Na każdym kroku spotykam ,małe lub większe wyzwania udowadniania ,że moja metryka to tylko papier. Że środek i wewnętrzna siła ,którą posiadam , nie jednego młodego zapędzi w kozi róg. Tylko muszę mieć chwilę na udowodnienie , a nie być od razu skreślona grubą krechą ,która w swej stanowczości jest jeszcze gorsza od metrykalnego zapisu. Gruba przekreślająca krecha nie daje mi szansy ,zamazuje możliwości. Dokonuje sortowania nie dopuszczając do słowa . Nie zawsze daję się posortować ale czasami nie warto kogoś przekonywać bo to też bywa stratą czasu ,mojego tym razem.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


KAWAŁEK DLA MNIE
Notatkę dodano:2013-02-08 07:53:38

Mam ograniczoną czasem chwilę samotności , za ścianą śpi mój syn,mąż w pracy , a ja rozkoszuję się tym spokojem ,który w krótkich ,wyrwanych od codziennej zawieruchy momentach mam .

Może dlatego,że takich spokojnych , chwil mam niewiele, tak je lubię. A może to ,że je lubię jest spowodowane tym,że mam świadomość ,że ta samotność to tylko pozór. Bo za ścianą syn a w perspektywie powrót z pracy męża. Wiem ,że nie jestem sama. Ta wiedza dodaje sił ,choć zdarzają się chwile ,że chce się takiej właśnie tylko dla siebie ciszy. Aby móc zatopić się w ulubionej lekturze, zacząć i skończyć coś na co normalnie brakuje skupienia,czasu. Bo zawsze coś ważniejszego się okazuje. Ostatnio spotkałam osobę ,która od jakiegoś czasu jest na emeryturze ,dzieci wyfrunęły ,mąż jeszcze pracuje więc tych wolnych chwil teraz przeze mnie wyczekiwanych ona ma dużo . I nie wie jak ma je zagospodarować ,bo nie musi na czas załatwiać , być na zawołanie, może „wyluzować” . Ale nie potrafi , wdepnęła w koleiny życiowych spraw i nie umie z nich wyskoczyć . Za dużo jej teraz tego czasu, tego spokoju, wolności nad muszę właśnie tego MOGĘ. Nie potrafi móc. Móc robić tego na co kiedyś brakowało czasu . A może już nie chce? Nie nauczyła się egoizmu , robienia dla siebie bez spoglądania na innych . Zawsze coś było ważniejsze niż jej potrzeby , i o nich zapomniała. Nie miała potrzeb? Miała ale nauczyła się że trzeba być dobrą żoną ,dobrą matką ,dobrą panią domu . I przez lata była i to było na pierwszym planie ,odsuwając plan w którym ona powinna mieć główną rolę. Każdy się przyzwyczaił ,że ona istnieje tylko w powiązaniu tych wszystkich innych planów . Wszystko było podporządkowane innym. A teraz nienauczona , narzeka , bo nie umie robić czegoś tylko dla siebie a dla innych już aż tyle nie trzeba.

Odrobina egoizmu ,czegoś tylko dla siebie nie spowoduje,że staniemy się gorszymi matkami , żonami,kochankami ,kucharkami czy ogólnie pojętymi paniami domu. Nie mówię o czystym egoizmie ,kiedy wszystko co nas bezpośrednio nie dotyczy odkładamy na bardzo daleki plan ,kiedy zupełnie przestajemy się liczyć z potrzebami najbliższych . Przy potrzebach rodziny my jako jednostki też takowe mamy. Niektóre zupełnie po kobiecemu próżne. Bo chcę coś tylko dla siebie , nie nowy dywanik do samochodu , czy suszarka do naczyń dla domu . Chcemy coś co tylko my będziemy używać , z czego nikt inny nie będzie korzystał . Drobiazg który przyniesie nam chwilową radość .Materialną lub zupełnie nie materialną , która da chwilę przyjemności dla ciała czy ducha. Czasami jest to właśnie chwila ciszy ,którą zgodnie ze swoimi potrzebami przeznaczymy tylko dla siebie. Tylko nie trzeba z tym swoim maleńkim egoizmem zbytnio czekać na sprzyjające okoliczności ,bo może się okazać ,że nie zdążymy się tego myślenia o sobie nauczyć na czas . Nie będziemy potrafili zagospodarować później wolnych chwil ,nienauczeni tego teraz. Kto wie ile tego później nam zostanie . Może stać się tak ,że nigdy nie nastąpi to później , z różnych przyczyn , czasem zupełnie od nas nie zależnych . Przeżyjemy życie dla innych bez chwili swojego oddechu . Można to zrobić i zapewne chwalebna to postawa. Jeśli przynosi nam radość, daje satysfakcję ,czujemy ,że spełniamy się akurat takim życiem. Jednak jeśli poczujemy ,że choć troszkę dawanie siebie dla innych staje się jarzmem , czas najwyższy przewartościować swoje życie. Poprzestawiać priorytety w których nasze miejsce też się znajdzie . Powinno się znaleźć abyśmy nie stali się zgorzkniałymi niewolnikami ,którzy nie potrafią czerpać radości z kajdan życia w rodzinie.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


TAJNE AKTA
Notatkę dodano:2013-02-07 18:55:11

Kiedyś w bardzo dawnych czasach , patrząc z perspektywy mojego życia , bo w globalnym poglądzie na mijający czas było to wcale nie tak dawno . Jednak ja obiorę swoje obliczanie i w tym stosunku będzie to jednak czas dawno miniony. Ale namotałam , jednak wracając do sedna ,to właśnie kiedyś tam ,prowadziłam zapiski swojej codzienności .Takie nic nie znaczące ,wylewanie codzienności na papier. Dzięki temu jakieś szczegóły z tamtego okresu mogę sobie przypomnieć . Jednak moje pisanie było niesystematyczne i wyrywkowo traktujące temat, co stwarza nieodtwarzalne braki wspomnień i minionych wydarzeń. Młodość ma swoje prawa , gorąca głowa w przypływie natchnienia opisywała pewne fakty ,niektóre traktując jako nie ważne, omijała.

Dzięki tym notatkom zapisanym na makulaturowym ,sześćdziesięcio stronicowym zeszycie o pożółkłych już kartkach mam dziury wspomnieniowe ,obok szczegółowych opisów. Jakieś kryteria dawały wytyczne ,akurat to wydarzenie było ważne, a to ominę bo zupełnie bez znaczenia. Subiektywizm mojego odczuwania sprawił,że obecnie konfrontując zdarzenia z przeszłości o niektórych zupełnie nie pamiętam , wymazały się . A z racji tego,że nie były uwiecznione przyblakłym pismem w starym zeszycie, nie mam możliwości zajrzeć i podeprzeć się pisemnym ich dowodem. Osoba ,z którą rozmawiam o minionych dawno sprawach szokuje mnie , swoim ich postrzeganiem , swoimi wspomnieniami. A ja staję się zdziwiona, zaskoczona ,czy to naprawdę tak było . Nie pamiętam , albo pamiętam inaczej , a notes nic nie podpowiada aby naświetlić i wspomóc w usilnych próbach przypomnienia. Nie płacze się nad rozlanym mlekiem , a jednak troszkę mi żal tej mojej niesumienności , zarzucenia codziennych zapisków . Przecież nawet jeśliby to moje kronikarskie oko nie pozwoliło zapisać wszystkiego , coś więcej by zostało aby posiłkować pamięć ,a tak mam kilkanaście lat tylko w subiektywnie pamiętającej głowie.

Nie udokumentowałam pierwszego spotkania ze swoim mężem,pierwszego z nim pocałunku ,ulotnych chwil intymności i poznawania siebie. Uciekły szczegóły cielesnych wzlotów, i docierania w codzienności. Codzienność ewoluowała ,zmieniając nas i nasze patrzenie na nią.

Rozmyte daty pierwszych słów moich dzieci, zapomniane anegdoty z ich dzieciństwa, walki z dojrzewaniem starszego syna. Huśtawka bytu ,kiedy zdarzało się być na górze i opaść na sam dół.

Złe rzeczy się wypiera, zostają rozmyte kontury ,jednak także i te dobre ulegają zapomnieniu .

Boleję nad tymi brakami , jednak czy powinnam zrobić coś co od dziś zmieni ulotną pamięć w dokument z mojego bytu? Niech pozostanie tak jak jest , bo o czym będę rozmawiać z kimś współtworzącym moje życie jeśli wszystko będzie jasne , proste i udokumentowane. Ta niepamięć tworzy szansę na codzienne poznawanie od nowa tego co już pozornie poznane, widzenia czegoś innym spojrzeniem . Miejsce mojej bytności ,i wspomnień będzie tylko w mojej głowie aby kiedyś nikt nie musiał się zastanawiać co zrobić z tym pożółkłym zeszytem w którym odręczne notatki dają niepełny pogląd na nieistotne przeszłe sprawki . Kiedyś dokonam spalenia notesu ,aby nie stał się dylematem , lub nie walał się wśród osiedlowego śmietnika,bo to nie godne miejsce dla mojego minionego życia. Jednak jeszcze nie nastąpił ten czas ,niech ten mój przypominacz ciągle służy swojej twórczyni w odtwarzaniu zapomnianych chwil .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


RAZEM CZY OSOBNO
Notatkę dodano:2013-02-06 07:36:41

Dziś mój młodszy syn kończy sześć lat. Jeszcze chwilkę temu ,był nierozerwalną częścią mnie , bezgłośnym stworkiem gdzieś w centrum ,towarzyszącym wszędzie i o każdej porze. Wtedy był mną , utożsamionym z moim ciałem , codziennie budzącym radość i oczekiwanie. Nadszedł dzień, kiedy po raz pierwszy została odcięta pępowina i już nie był mną , stał się istotką ,która ciągle potrzebuje opieki, troski ,bycia na każde wezwanie ale już oderwał się ode mnie .

Stał się sobą.

Od tego czasu codziennie staje się sobą , z moimi naciskami ,naukami , przestrogami tuż obok. Ze swoim oporem ,sprzeciwem, humorami i próbami wyzwolenia ,jednak staje się sobą . I choćbym nawet zawsze stała za jego plecami , była oskrzydlającą kwoką ,chroniącą przed kataklizmami świata ,on zawsze będzie już ,nie częścią mnie tylko osobnym bytem. Będziemy idąc przez życie , razem się śmiać , uczyć siebie ,płakać jedno przez drugie. Na tym polega rodzicielstwo ,trzeba przejść wszystkie etapy. Pępowina będzie odcinana wielokrotnie , i dziecinnymi oporami ,i buntem dojrzewania i w końcu wejściem w dorosłość . Nie ma jednego ciach i koniec. Więzy ,które łączą matkę z dzieckiem są splecione z wielu nitek . Niektóre mocniejsze ,inne słabiutkie jednak ich odczepianie i odcinanie trwa przez długie lata. Codzienny rozwój ,przemiany dorastania , zdobywania wiedzy i egoistyczne uwierzenie ,że się już całą tę wiedzę posiadło sprawia ,że młody człowieczek każdego dnia próbuje się wyzwolić z kolejnej nitki i po części każdego dnia to się udaje. Próbuję przekazać jak najwięcej ze swojej mądrości ,ze swoich umiejętności , z wiedzy ,to moje próby ,czasami skuteczne, czasami zupełnie chybione . To moje rodzicielstwo nie jest obronne przed trudami codzienności , nie osłaniam przed złem w typowy kwoczy sposób. Stoję obok, jestem w zasięgu ręki ale nie przykrywam skrzydłami . Świat otaczający musi być widoczny i dać odczuć i te dobre i te gorsze strony ,bez amortyzacji skrzydeł mamusi. Osobny byt mojego dziecka musi być przygotowany do życia a nie strachliwie oczekiwać co się za chwilkę wydarzy wyglądając i szukając pomocy mamusi. To jest moje odcinanie pępowiny . Samodzielność . Tego chcę nauczyć swoje dziecko . Jeszcze nie dziś , bo obecnie wszystko jest na etapie poznawania i konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością . Ale każdego dnia ,małymi kroczkami wspólnie każde na swój sposób fikcyjnymi nożycami tniemy kolejne nitki . Ja aby ,kiedyś przygotowany do życia młody człowiek bez obaw wkroczył w prawdziwą dorosłość ,a on aby naprawdę stać się całym osobnym sobą .


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ZAUWAŻ MNIE
Notatkę dodano:2013-02-05 17:18:32

Skarbnica mądrości ludowych nie przewidziała chyba anomalii pogodowych ,których świadkami są ludzie XXI wieku . Mamy początek lutego i pogodę wizualnie zmierzającą ku wiośnie . Nie kojarzę ,żadnego z przysłów ludowych nawiązującego do tego konkretnego miesiąca i wróżącego coś intensywnym słońcem ,choć może temperatura nie daje podstaw do myślenia o wiośnie ,jednak oczy widzą i to staje się wyznacznikiem coraz bardziej optymistycznego podejścia do zbliżania się kolejnej pory roku. Moje zaniedbane i zapuszczone kwiaty ,stojące na parapecie też poczuły już zew wiosenny,i zaczynają po zimowym odrętwieniu puszczać kolejne ślicznie seledynowe pędy. Nie mam tego zielska za wiele ,choć kiedyś bywało ,busz naokienny nie dawał swobodnie spojrzeć co też się dzieje na zewnątrz. Jakoś z wiekiem ,może postępem lenistwa ,przeprowadzkami, pójściem na łatwiznę ograniczyłam ilość zieloności w domu. Teraz pojedyncze egzemplarze dają maleńki sygnał : uwaga zbliża się ,alert - nadchodzi !!. Ludzie w odrętwieniu i marazmie przesilenia wiosennego nie czują jeszcze ,że już za chwilę wybuchnie , nastanie i będzie cieszyć oczy i całe jestestwo . Zima przytłacza a my w tym odrętwieniu nie umiemy dostrzec tego co rokrocznie się staje i przez czas jakiś trwa. Budzimy się i jesteśmy zaskoczeni, zadziwieni ,zszokowani : jak to ,to już ?

To jaśniej świecące słońce, niewyraźne jeszcze albo przeoczone przez nas pączki ,gdzieś na okolicznych krzakach się ukazujące to sygnały na które jesteśmy ślepi i głusi. A może nie zauważamy bo pośpiech nie daje takiej możliwości . Takie maleńkie znaczki ,do których trzeba się schylić , które trzeba z bliska zobaczyć a przecież nie chce się iść do krzaka bo trasa do niego usłana psimi odchodami ,które pomimo rozpuszczenia śniegu nie zdematerializowały się razem z tym śniegiem . A teraz nasza uwaga zaprzątnięta nie zbliżającą się wiosną a właśnie ominięciem psich pozostałości . I wściekamy się na właścicieli Burków bo przez nich coś nas omija ,czegoś nie możemy zauważyć patrząc na coś mało estetycznego i niechcianego. A ten narastający w nas gniew daje zapomnienie celu w którym wyszliśmy z domu, krzaka do którego zmierzamy i zamyka nasze oczy na symptomy wiosny,które stają się niedostrzegalne i pomijane.

Trwamy w odrętwieniu, dla nas ciągle jeszcze jest zima i nasz dół odczuwania. Smutek,smętne postrzeganie i bierne czekanie – kiedy wreszcie …..? A tu maleńkie sygnały, delikatne stąpnięcia w kierunku właściwym , rozwój ,którego nie widzimy a który jest choćby poza nami . Kiedy wreszcie otworzymy szerzej oczy okazuje się ,że zieloność już wybuchła, coś nas ominęło , przeleciało bezpowrotnie bez naszego udziału. Na coś nie zdążyliśmy , i powtarzamy cyklicznie aż do znudzenia : ale szybko w tym roku wiosna przyszła.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


ULOTNOŚĆ MYDLANEJ BAŃKI
Notatkę dodano:2013-02-04 18:40:58

 

Za oknami niesprzyjająca i płaczliwa aura ,która z żadną porą roku niewiele ma wspólnego. Na zimę za pluchowa ,na wiosnę za zimna, jesień i lato w przedbiegach odpadają . Szary,wilgotno – mglisty, depresyjny dzień, którego radośniejsze okiełznanie wydaje się niemożliwe i niewykonalne.

Czym można oswoić tę zimną szarość aby stała się choć troszkę łaskawsza w swojej nieprzychylności . Mam ten luksus ,że nie muszę pędzić do pracy , w mieszkaniu ciepło ,gorący obiad wspólnie z rodziną zjedzony, za czasowym winklem czeka na swoją kolej popołudniowa kawa ,którą któreś z nas zrobi aby sprawić radość drugiemu i wypełnić obrządek wspólnej konsumpcji. Nici z popołudniowego spaceru z dzieckiem ,komu będzie się chciało iść w taką szarość i wilgoć ,skoro można zostać w cieple i przytulności. Nikt by się nie rozpuścił ,ale skoro ma się wybór i możliwość aby nie wychodzić, to z tego korzystamy. Ja ogrzewam sobie słotę zza okna muzyką ,która słyszalna tylko przeze mnie nikomu nie przeszkadza, nikomu nie wadzi . Jakiś czas temu odkryłam wykonawcę,którego słuchać mogę z powtarzalnością chorobliwą . Aby rodziny swoją manią nie przemęczać ,słuchawki na uszy i zatapiam się w słowach wyśpiewywanych przez młodego człowieka o korzeniach słowiańskich a nazwisku z polską nutą . Alexander Rybak – dla mnie zachwycające utwory w jego wykonaniu dają pozytywnej energii i choć za oknem buro i ciemnawo, mi radośniej i jaśniej od wielokrotnego słuchania . To nie jedyny wykonawca,który dodaje mi pozytywnej energii ,jednak teraz akurat właśnie jego pora nadeszła. Odkrywam ,po wielokroć słucham i ciągle mogę i ciągle chcę. Zapewne nastąpi przesyt i w pewnym momencie powiem basta ,jednak nawet jeśli na jakiś czas odłożę do lamusa to z przyjemnością i tak będę wracać. Tak po prostu mam ,jak coś mi przypadnie do gustu to choćbym słuchała naprawdę wiele razy ,daję odpocząć i po jakimś czasie mogę słuchać dalej. Jest muzyka dla mnie ponadczasowa i potrafię się w niej zatopić . Słuchając sprawia ,że albo mnie doładowuje albo dołuje ,albo nastraja melancholijnie bądź sprawia ,że jakieś zapomniane chwile wracają w postaci wspomnień. Zapewne na każdego taki wpływ ,tylko nie na każdego te same utwory działają co na mnie . Podejrzewam ,że jeśliby jakiś psychiatra sprawdził moją mp3 ,miałby niezły ubaw. Ani tam ładu,ani składu. Mozart obok Golców, Beethoven obok Umer, plecionka stylów, epok . Nie jest tak ,że słucham wszystkiego jak leci ,chaotyczne nuty, melanż epok, kołtun stylów.

Moje słuchanie to wybór, moje miksowanie tego czego akurat mi w danym momencie potrzeba,co daje w zależności od nastroju to czego potrzebuję. Kiedy szybkim marszem zmierzam do przystanku, inna muzyka mi potrzebna ,kiedy jadę busikiem coś innego wyłącza mnie na rzeczywistość . Odrywam się ,dostaję mocy, cieszę z biegnących nutek . A one mną kierują, sterują dodają lub odbierają energii i to wszystko staje się w majestacie mojego przyzwolenia i czyjegoś wielkiego ,lub mniejszego talentu . Czasami utwory ponadczasowe, które znane przez wielu lub słuchane w wielkich filharmoniach ,bywa,że jednorazowe przebłyski pomysłu muzycznego ,które po jednym sezonie zapomniane czekają tylko na takich jak ja ,którym się kiedyś spodobały i wracają do nich choć ich moda przeminęła lub prysła jak mydlana bańka. Ale czyż ja sama nie jestem jeszcze bardziej ulotna niż taka właśnie mydlana bańka na wietrze ,której kierunek lotu sterowany podmuchem wiatru z niewiadomą datą kiedy banieczka pęknie .

 


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


MISTRZ CODZIENNOŚCI
Notatkę dodano:2013-02-03 18:31:06

Początkiem będzie cytat z lokalnego forum ,gdzie w sposób zróżnicowany opisywany jest zakład pracy mojego męża ,przeważnie krytyka pracodawcy ,jednak można znaleźć też opinie na inne tematy ,czy też ludzi związanych z tym miejscem.

Oto „kwiatek” :

„Co do wózkowych ,to jeden z nich (starszy siwy) jeździ jak nie przymierzając Kubica .Czasem to się nie mogę napatrzyć i nadziwić na to co on wyprawia. Normalnie "czapki z głów " i szacuneczek”

Cóż w tym tak ważnego ,że aż tu przytoczyłam . Niewiele a zarazem bardzo dużo.

Ten opisany paroma słowy starszy ,siwy pan to mój mąż . Ktoś obserwuje jego pracę , i ocenia . Widzi i zachwyca się sposobem,w jaki jest ona wykonana . Nic wielkiego , praca, która po sobie nie zostawi materialnego znaku ,która nie produkuje ani nie tworzy Jest czynnością ,częścią czegoś co w efekcie coś wytworzy ,a można ją wykonać w sposób niezauważalny, powolny, ślamazarny, długotrwały i nie dający żadnej oceny sposobowi w jaki została przeprowadzona. A można doprowadzić do perfekcji i stać się mistrzem tej mało znaczącej czynności ,wzbudzić poczucie zazdrości lub chcieć stać się podobnym perfekcjonistą .

Niewiele ,a zarazem tak dużo , jak dalece stajemy się anonimowymi mistrzami swojej pracy, swojego życia .Czy wypełnimy swoje zadania na najwyższym i najbardziej profesjonalnym poziomie czy też odbębnimy aby tylko było zrobione.

Każdy z nas ,choćby robił coś zupełnie bez globalnego znaczenia może być wirtuozem lub partaczem .

Nie będę idealizować i otaczać się mrzonkami ,że każdy musi być mistrzem . Jest to niemożliwe i z gruntu fikcyjne ,bo niejednokrotnie wykonujemy prace,do których predyspozycji nie posiadamy , bo musimy, a nie chcemy coś robić . Nasze niewolnictwo w takim podejściu stwarza niemoc i niechęć a te uczucia nigdy nie staną się podstawą do perfekcji i mistrzostwa. Można zacisnąć zęby i przetrwać kolejny dzień w nielubianej pracy . Co z niej mamy ? wypłatę ,frustrację i odrobioną pańszczyznę . A można ,i to jest szczęśliwy traf,lub dar od losu robić to co lubimy,czego wykonanie nie przysparza nam trudności i co spowoduje ,że osiągniemy poziom najwyższego mistrzostwa .

I dodatkowo urośniemy w oczach najbliższego oraz dalszego otoczenia . Może to zabrzmi z podźwiękiem próżności ,ale tym krótkim opisem ktoś sprawił,że stałam się dumna będąc żoną człowieka,którego praca postrzegana jest w kategoriach mistrzostwa. Satysfakcja i duma , maleńka ,bez medalu ,bez pochwał taka ,która odrobinkę ubarwia codzienną monotonię w zachwyt i sprawia ,że cieszę się z takiego właśnie odbioru pracy mojego męża.


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


TAK NIEWIELE
Notatkę dodano:2013-02-02 18:57:18

Lubię patrzeć na ludzi ,zapamiętuję ich twarze,jakieś detale ,które wyłuskuję z całości. Niejednokrotnie zdarza mi się mieć później problem z przyporządkowaniem osoby do sytuacji . Gdzieś ,kogoś zobaczę , jakiś ulotny momencik ,bez słowa ,tylko mój wzrok,który koduje ,zapamiętuje aby w najmniej odpowiednim momencie dać ślad przypomnienia. Po tygodniach , czasami miesiącach ponownie zdarza mi się ujrzeć tę samą osobę i zaczynają się domysły. Gdzie ja widziałam tego kogoś. Czy znam ,czy tylko widziałam? Pamięć dobra ,choć zdarzają się luki, wymazane treści i sytuacje,które pamiętam wyrywkowo i subiektywnie ,inaczej niż pozostali uczestnicy wydarzeń. Co do takich przypomnianych postaci mam dylemat ,który nie pozwala mi myśleć o niczym innym, tylko skąd znam tę osobę. Myślę ,gimnastykuję się i przeważnie udaje mi się dopasować tego ktosia do jakiegoś nic nie znaczącego epizodu. A to siedziała ta osoba obok mnie gdzieś w przychodni, jechała tym samym autobusem przez dwa przystanki, kupowała przede mną kapustę w warzywniaku . Ot nic nie znaczące codzienne sprawy z mijanymi przy ich okazji ludźmi. Ale to ,że zapamiętuję to część ,druga część to właśnie to lubienie obserwacji .

Ludzie są smutni, idą zamyśleni, stoją w oczekiwaniu na coś ,i ciągle ich twarze są ponure. Niektóre ,zacięte, groźnie patrzące na innych , ale generalnie smutne. Ludzie się nie uśmiechają ,kiedy idą czy stoją sami ,dopiero spotkanie znajomego, sprawia ,że ich mimika zaczyna okazywać umiejętność uśmiechu. U części jest to grymas ,u części szeroki uśmiech ,ale nie gości on na twarzy dopóki właściciel tejże jest sam . Czyżby każda z tych osób przeżywała tragedię , miała kłopoty czy

też coś złego jej się przytrafiło? Może takie wytłumaczenie wyjaśniałoby ten ogólnie panujący smutek. Ale ja w całym swoim optymizmie nie wierzę w takie fatum obciążające nasze społeczeństwo. Może nie umiemy się cieszyć z maleńkich spraw, a może w mentalności jest zakodowany obraz radującego się głupka ,którego radość jest oznaką braków umysłowych . Nikt nie chce być posądzany o głupotę, i nawet jeśli podejrzenia są słuszne bo jakieś braki jednak istnieją to przyznanie się do nich lub też obnoszenie z nimi jest wykluczone. Chcemy udawać mądrych stosując poważny wyraz twarzy . Ta ciągła powaga prowadzi do zaciętości i po jakimś czasie nie panujemy nad swoją marsową miną . Zżywamy się z nią ,i stajemy się nierozerwalną całością . Smutni ludzie ,choć przecież części z nich nie dotknęła tragedia, a inna część naprawdę ma powody do radości . Bo przecież czy nie jest powodem do radości ,że mam zdrowe dziecko ,choć tyle na około chorych? Czy nie jest powodem do uśmiechu ,że mam gdzie mieszkać , do kogo wracać , ktoś na mnie czeka a inny wraca do pustego ,zimnego w uczucia mieszkania ? Widzę kolory i słyszę nuty ,dźwięki , innych a wśród nas są ludzie ,których te doznania ominęły lub musieli pogodzić się z ich zniknięciem ,czy to nie powód do radości ? Litania powodów do uśmiechu mogłaby być wymieniana jeszcze długo . Tylko czy ktoś kto sam nie zauważy swojego szczęścia ,nawet tego malutkiego ,biednego i nie doceni faktu jego posiadania dzięki temu wywodowi zostanie uświadomiony? Zapewne porównując się do tych, co mają więcej będzie przekonany ,że ma stanowczo za mało aby się cieszyć i w dalszym ciągu twarz zostanie ze smutną maską przyrośniętą i zespoloną poczuciem niespełnienia i niedowartościowania.

A trzeba naprawdę tak niewiele ,uśmiechnąć się do siebie w środku i niech ten uśmiech wyjdzie na twarz i tę twarz ozdobi, a to sprawi ,że wszystko wokół zrobi się weselsze i radośniejsze . A jeśli trudno o odszukanie pozytywów swojego życia to może trzeba sięgnąć po piękną piosenkę śpiewaną kiedyś przez Annę German ,wsłuchać się w słowa i dać im stać się credo każdego nawet najbardziej szarego dnia . Nie każdemu dane było spotkać się z tekstem to przytoczę i mam nadzieję ,że może komuś dzięki niemu stanie się lżej i łatwiej o uśmiech

„CZŁOWIECZY LOS”

Czlowieczy los nie jest bajką, ani snem.

Czlowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.

Czlowieczy los niesie trudy, żal i łzy.

Pomimo to można los zmienić w dobry, lub zły.

 

Uśmiechaj się,

do każdej chwili uśmiechaj,

na dzień szczęśliwy nie czekaj,

bo kresu nadejdzie czas,

nim uśmiechniesz się chociaż raz.

 

Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.

Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.

Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.

Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody...

 

Uśmiechaj się,

do każdej chwili uśmiechaj,

na dzień szczęśliwy nie czekaj,

bo kresu nadejdzie czas,

nim uśmiechniesz się chociaż raz.

 

Uśmiechaj się, uśmiechaj się!


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Wątki:

Licznik

Odsłon: 163321
Osób: 145776