blog Mrówki
... żeby wszystkim nam było weselej...

logo

304. historia poniekąd kryminalna
Notatkę dodano:2007-06-26 20:30:24

- Aaaaaaa! - mrożący krew w żyłach okrzyk zbudził mieszkańców pewnego bloku o godzinie 9:35. - Aaaaaaaa! - darła się Mrówka, przyciskając rękę do serca. - Aaaaaaaaaa! - zakomunikowała światu, a echo niosło jej przesłanie na sąsiednie osiedle. - Aaaaaaaa! - dodała, a blok zadrżał w posadach.

12 godzin później wciąż roztrzęsiona siedziała w komisariacie. Inspektor Fimbulwinter, wezwany do prowadzenia tej sprawy, westchnął i otworzył granatowy notes.
- Aaaaa! - powiedziała mu Mrówka. Inspektor Fimbulwinter pomyślał, że o wiele łatwiej byłoby mu pracować w dziale przestępstw gospodarczych. Podrapał się długopisem po policzku, a następnie zapytał:
- A więc znalazła pani zwłoki?
Mrówka pokiwała głową.
- Zechce je pani opisać?
- Nie - odparła zdecydowanie.
- Rozumiem, że był to dla pani przykry widok. Czy zwłoki były zmasakrowane?
- Nie.
"Trup jak żywy" - zanotował Inspektor Fimbulwinter.
- Gdzie znalazła pani denata? - drążył temat.
- W kącie pokoju - odezwała się słabo Mrówka. - Leżał na plecach, jakby sobie odpoczywał...
- I nie próbowała mu pani udzielić pierwszej pomocy? Wezwać pogotowia?
- Nie - otrząsnęła się z obrzydzeniem Mrówka. Inspektor Fimbulwinter przyjrzał się jej uważnie.
- Czy to znaczy - zaczął ostrożnie - że jego śmierć była pani na rękę?
Mrówka na przemian kiwała i kręciła głową.
- Nie... to znaczy tak... to znaczy... wolałabym, żeby zdechł sobie gdzie indziej! - wyrzuciła z siebie.
- Zdechł? Mam rozumieć, że nie darzyła go pani zbytnią sympatią?
- Nie darzyłam! - warknęła Mrówka.
- Dlaczego? - dociekał Inspektor Fimbulwinter.
- Przylatywał wieczorami... - odparła Mrówka z namysłem. - Zaglądał mi w okno... Czasami się do niego dobijał. A poza tym jest... to znaczy był... odrażający.
- Słyszała pani, kiedy wpadł do pokoju?
- Nie, wpadł bezszelestnie. Może chciał mnie okraść? A może... - Mrówka zniżyła głos - może chciał mnie zabić?
Inspektorowi Fimbulwinterowi wyrwało się coś w rodzaju "nie dziwiłbym mu się", ale zamaskował to zgrabnie pozorowanym atakiem kaszlu.
- Cóż... - powiedział. - niewątpliwie była to dla pani bardzo przykra sprawa. Ale ja nie mogę tu nic poradzić... - Inspektor Fimbulwinter podniósł się z krzesła i zamierzał wskazać Mrówce drogę do wyjścia. Mrówka jednak chwyciła go mocno za rękaw.
- Inspektorze... proszę o przydzielenie mi jakiejś ochrony! Na wypadek, gdyby pojawili się tu jego koledzy...

Inspektor Fimbulwinter znów westchnął, a potem wręczył Mrówce specjalnie przygotowane pułapki na chrabąszcze.
- To powinno wystarczyć - rzekł. - A na drugi raz proszę tak nie histeryzować. Jeden martwy chrabąszcz w pokoju to przecież nic strasznego.

Ale OBRZYDLIWY był.


Komentuj(15)

-------------------------------------------------------------------


303. wpis jak dywizjon
Notatkę dodano:2007-06-24 21:45:11

Codziennie zastanawiam się nad tym, czy na czas wakacji nie zmniejszyć częstotliwości pojawiania się notek na blogu. Ale im większe wątpliwości mnie ogarniają, tym częściej wpadam na pomysły nowych notek, tekstów do "środy" i innych twórczych realizacji.
Ja po prostu MUSZĘ pisać. Cokolwiek.
Tak, logoreja.
Wiem, ale ta świadomość nie zmienia mojego podejścia. Uzależniona jestem, trudno ;).

I nie ma tak, że któregoś dnia wstaję, patrzę w lustro i mówię do siebie: o! Ty od dzisiaj nie piszesz!
Inni ludzie rzucają palenie, albo alkohol, albo kogoś. A ja co? A ja nic! Siedzę, piszę i jest mi z tym dobrze.
Nawet nie mogę w towarzystwie zaszpanować, mówiąc: dziękuję, nie piszę! Rzuciłam.
Nawet nie mogę wzbudzić powszechnego współczucia, rozpowiadając wszem i wobec, jak bardzo cierpię z powodu zrywania z nałogiem.
Nie zrywam, to i nie cierpię.
Cierpią za to inni.
Zwłaszcza ci, którzy się zdecydują na lekturę.
Przepraszam :).

 

Codziennie okazuje się, że zdarza się coś śmiesznego, coś co mogę wykorzystać.
Coś co MUSZĘ wykorzystać.
Nie, że takie śmieszne. Tylko potem mogłabym zapomnieć. A znając własne możliwości - na pewno bym zapomniała. I by przepadło... to może już lepiej dawać na blog? W końcu do czytania nie zmuszam...

- Masz pomysł na 500 na blogu? - lakonicznie zapytał Marek Lenc w wieczornej rozmowie na gg (swoją drogą - co on dzisiaj robi w przestrzeni internetowej? byłam pewna, że do jutra mam z nim spokój ;)).
- Na mój 500 czy na twój? - upewniam się, wiedząc, że o wpis na blogu chodzi.
- MÓJ - odpowiada dobitnie ML. - Czy twój blog do takiej liczby dotrwa?...

Zawsze byłam optymistką ;). Jak uważacie? Dotrwa? ;)


Komentuj(9)

-------------------------------------------------------------------


302. historyczna zabawa
Notatkę dodano:2007-06-23 21:38:06

Gramatyka historyczna ciągle jeszcze dostarcza mi sporo radości. Ostatnio Fimbul rekonstruował nazwiska uczonych, a najtrudniejszy wyraz, jaki mu się trafił do fonetycznej analizy, to pczęfiąskęnąć.
Sama wymyślałam, bo o rozwój nosówek chodziło.

Pisałam sobie wczoraj, zmuszona przez ML, serię epitafiów. Wyszło dwanaście z jednego krótkiego rzutu. W tym parę, z których jestem naprawdę zadowolona i może kiedyś je gdzieś tu wrzucę. Jeden nagrobek przesłałam Fimbulowi smsem:

Nagrobek pijaka
Oto nagrobek jest pijaka,
co całe życie wołał "Polej!"
i co zalewał wciąż robaka.
Teraz robaka kolej.

Za chwilę Fimbul zmaterializował się na gg, więc - żeby go postraszyć - napisałam mu jeszcze:

Na nudystkę
Umarła żona Wincenta -
zmówcie paciorek z uwagą.
Dobrze, że trumna zamknięta,
bo pewnie leży znów nago.

Fimbul za to odpowiedział ułożonym na poczekaniu:

Nagrobek studenta filologii polskiej
Wczoraj interpretując używał bajerów
Dzisiaj - podzielił los jerów.

- Czyli że się zwokalizował? - pytam podejrzliwie i prowokacyjnie.
- Zanikł - odpowiada mi Fimbul.

No przecież wiem ;)

A na blogu środa chyba 17...


Brak komentarzy

-------------------------------------------------------------------


301. robota wre
Notatkę dodano:2007-06-22 20:45:16

W klatce przeprowadzają remont schodów. To znaczy karteczka "Uwaga! remont schodów" wisi w strategicznie doskonałym miejscu - zauważy ją każdy, kto przez remont już się jakoś przedrze i będzie do domu wracał, ale nie bądźmy drobiazgowi.
Póki co - do wczoraj - został wybetonowany nierówno kawałek pierwszego stopnia. Perspektywa możliwości wchodzenia do domu po drabinie bawi mnie szalenie, dopóki mieści się w dziale "nieprawdopodobne".
W każdym razie wychodzę sobie z klatki i widzę strzępki jakiegoś zastygającego cementu, deski obudowujące schodek i dziurę po metalowej "wycieraczce".
- Którędy mogę przejść? - pytam jednego z panów remontowców.
- A, może pani prosto - machnął ręką. - Byle nie do dziury.
Na wszelki wypadek przeszłam bokiem. Bo wpatrywali się we mnie, jakby chcieli przez to moje przejście sprawdzić, czy na pewno im ten cement zastygł.

Po drodze na przystanek, poszłam wyrzucić śmieci. Wybrałam sobie na cel najmniej pełny kosz (to znaczy taki, z którego się nic nie wysypywało). Zostawiłam w nim worek. A kiedy miałam spokojnie iść dalej, obsługujący śmieciarkę kierowca wziął sobie na cel mnie. Chciał mnie, zdaje się, nabić na uchwyty do zaczepiania kontenerów.

Właśnie wyjrzałam przez okno - panowie budowlańcy już skończyli robotę.
Zaraz zejdę na dół i odcisnę w tym betonie ślad swojej dłoni. Będę mieć Aleję Gwiazdy pod własnym oknem. Na pohybel zazdrośnikom. A co!

 

PS - nie wybiera się ktoś w najbliższym czasie do Krakowskiego Oddziału PAN? :(


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


300. BURZA
Notatkę dodano:2007-06-21 21:34:58

Pierwsza i najważniejsza sprawa: powtórzę pytanie, którym - w zmodyfikowanej wersji - nieformalnie rozpoczęło się spotkanie w BŚ: dotarliście bezpiecznie do domów? Bossie, Aniu, Fimbul? Olu? (którą poznałyśmy na spotkaniu i którą tu zaraz zaproszę)?

To było ciekawe doświadczenie.
Nie, żebym się trochę bała burzy. Skądże. Ja się PANICZNIE boję burzy. No, może nie panicznie. W każdym razie najbardziej w takich chwilach lubię siedzieć pod stołem. Albo za łóżkiem. Albo w nietypowych zakamarkach mojego pokoju. Przy szczelnie zamkniętych oknach i z wyłączonym sprzętem audio.
Boję się burzy, kiedy siedzę w domu. Na otwartej przestrzeni wmawiam sobie - chyba z konieczności - że niczego się nie boję. I robię to tak sugestywnie, że sama się czasami nabieram.
No to miałam pole do popisu...

Po spotkaniu poszliśmy z Fimbulem i Anią na dworzec, prowadząc cały czas filologiczne dyskusje. Padało umiarkowanie. Wsiadłam do autobusu.
Ostatnią rzeczą, którą zarejestrowałam, był sms od Ani: "Jedziesz? Bo jest taka burza, że mój autobus przecieka". Nie udało mi się jej odpisać (mój nie przeciekał, specjalnie się przyjrzałam...), bo telefon odmówił posłuszeństwa. Wyłączyłam go i wtedy się rozpętała burza.
Burza... Nawałnica. Pięć nawałnic razem wziętych.

Siedziałam z nosem przyklejonym do szyby i dostawałam zeza rozbieżnego. Widowisko było piękne. Jednym okiem patrzyłam na błyskawice (u góry), drugim na rzeki, które tworzyły się w miejsce jezdni (na dole). Czasami mi się to przeplatało, to znaczy pioruny sięgały czegoś na ziemi, a fontanny spod kół samochodów wystrzeliwały w niebo.
CAŁY autobus zaczął dzwonić do znajomych. Że burza jest.
Nie pytam, dlaczego moja komórka przestała działać na moment przed burzą. Ale dlaczego im działały? Dlaczego dzwonili w czasie burzy?
Baba, która siedziała obok mnie, przegadała 90% czasu jazdy. "Cześć. Idzie straszna burza, powyłączaj wszystko". Miałam nadzieję, że się dostosuje i wyłączy swój telefon, ale oczywiście NIE. Odsunęłam się trochę od niej, żeby w razie czego trafiło w nią, nie we mnie. Z pełną świadomością, że to nic nie da, ale już trudno.

Zastanawiałam się, czy czeka mnie upojna noc na przystanku. Bo przecież piętnastominutowy spacerek przy tej częstotliwości błyskawic nie wchodził w grę.
Zdecydowałam się na przesiadkę. Wybiegłam ze swojego autobusu i wbiłam się pod wiatę.
Natychmiast - pod tą wiatą - jakiś młodzieniec wyciągnął z kieszeni telefon, zadzwonił do kogoś i powiedział, że burza jest. Oni to chyba specjalnie na mój widok robili... Biedna Mrówka, jak człowiek rzucony na szyny. A wokół błyskawice.
Po paru ciekawych świetlno-akustycznych efektach doczekałam się autobusu jadącego na moje osiedle. Burza jakoś przycichła (i już nikt nie rzucał się do telefonu, żeby powiedzieć, że się burza kończy, co za ludzie dziwni...).

Kiedy wjechaliśmy na osiedle Mrówki, jakiś chłopak z radością powiedział: "O, zobaczcie, na Gigancie jest prąd!"
Mnie bardziej spodobał się fakt, że burza się skończyła... ale cóż, każdego cieszy coś innego.

Weszłam do domu ze słowami "głupi ma zawsze szczęście" ;).


A poza tym korytarze prowadzące do Benedyktynki udało mi się dzisiaj przebiec w obie strony. Nie dlatego, że burza, tylko leciałam do wejścia, sprawdzić, czy Fimbul nie przyszedł. Przebiegłam. I się nie zgubiłam. Tylko za ostre tam są zakręty jak na mój gust ;).

PS - ta notka była już gotowa, kiedy zrestartował mi się komputer. I jak tu lubić wyładowania atmosferyczne...


Komentuj(11)

-------------------------------------------------------------------


299. brat Olka
Notatkę dodano:2007-06-20 22:15:30

Umówiłam się wczoraj z Olkiem w południe pod Biblioteką Śląską. Miałam mu przywieźć między innymi trochę różnych rzeczy o Różewiczu (i dwa tomy Różewicza) i partię książek do recenzji. Wzięłam toto ze sobą i ruszyłam do Katowic.
Oczywiście pod ciężarem własnej torby uginałam się tak, że nosem mogłam dotykać ziemi.
Wcale się autobus nie przechylał na moją stronę...
Oczywiście nie wpadłam na pomysł, żeby umówić się z Olkiem na przystanku pod jego domem, z tej prostej przyczyny, że już mi się tam autobus nie zatrzymuje.
Oczywiście nie wzięłam mu wszystkiego, bo mam ograniczone możliwości udźwigu ;). Olkowi na szczęście wystarczyło to, co dostał. W razie protestów sam by sobie musiał przyjechać ;). A w ogóle zastanawiam się, jak mi się udało namówić go do wizyty w BŚ, skoro przerażają go regały. W każdym razie wziął głęboki oddech i postanowił, że przyjdzie. Dzielny. Chociaż zawsze mówił, że się boi tego budynku... a ja wrednie o tym zapomniałam ;)

O mamo... w trakcie pisania tej notki skojarzyło mi się, że on mi te książki kiedyś odda... to znaczy Różewicza, bo książki do recenzji są dla niego, na szczęście.

Idealna synchronizacja sprawiła, że pod gmach Lickatego dotarliśmy jednocześnie - ja - od góry przez cmentarz, Olek z dołu. Z bratem.

Olek dokonał krótkiej prezentacji (przez pięć lat nasłuchałam się trochę o jego bracie, tylko w mojej wyobraźni to był mały chłopczyk, który Olkowi złamał nos samochodzikiem. A na spotkanie przyszedł facet większy od Olka...). Zaczęłam podawać mu po kolei wszystkie książki. A Olek dawał je bratu. Który z kolei wkładał książki do swojej torby. Mogli mi powiedzieć, zamienilibyśmy się torbami po prostu ;).
- Ej, ładnie to tak, brata wykorzystywać? - stanęłam w obronie uciśnionych.
- A ty myślisz, że po co ja go ze sobą zabrałem? - odparował Olek.

Mój brat by się pewnie nie zgodził ;)

- To może brata też wykorzystaj do recenzowania książek? - zaproponowałam. Olek podskoczył z radości.
- A wiesz, że to jest dobra myśl? - zastanowił się.
- Barrrrrrrdzo śmieszne - mruknął pod nosem jego brat.
No... mój by się nie zgodził ;).

Ogłoszenie: jutro o 16:30 przed wejściem bocznym do BŚ czekamy z Anią (Szczepanik) na tych, którzy idą na spotkanie w ramach KDK (Janion Niesamowita słowiańszczyzna, prowadzi Boss, Laudator: profesor Marek Piechota). Więc jeśli nie chcecie się gubić w korytarzach do Benedyktynki - 16:30 przed schodami ;).

PS - za literówki przepraszam, ja dzisiaj nie wiem, co piszę.


Komentuj(7)

-------------------------------------------------------------------


298. rzut okiem
Notatkę dodano:2007-06-19 20:56:24

Siedziałyśmy ostatnio gdzieś z mamą, przeczekując burzę. I nudziłyśmy się niemiłosiernie. Przyjrzałam się wiszącemu pod sufitem obrazkowi.
- Patrz, zaraz siłą spojrzenia wyciągnę gwóźdź ze ściany - powiedziałam mamie. Ta skwitowała moje słowa uważnym spojrzeniem.
Wpatrywałam się w gwóźdź z zapałem przez jakieś cztery minuty. Ani drgnął. Skapitulowałam.
- Nie dam rady - oznajmiłam ze smutkiem. - Za wysoko przyczepiony.
- A może masz po prostu wzrok za słaby? - zapytała mama.

Tja...

A w drugiej ścieżce bloga czeka tekst, który mnie bardzo cieszy. Zapraszam na środę szesnastą.

 


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


297. sesja (zdjęciowa)
Notatkę dodano:2007-06-18 21:42:49

- Jak podpisywać zdjęcia w pracy? - to pyranie zadała Bosskiemu Promotorowi Dominika, na konsultacjach, które przerodziły się nam w miniseminarium.
- Czytelnie - odparł natychmiast nasz Boss znany z błyskawicznych ciętych ripost. Czasami najtrudniejsze są rzeczy najoczywistsze ;). Nie zdążyłam się jeszcze przewrócić ze śmiechu, bo siedzący z boku zbulwersowany Olek zaszeptał do mnie:
- To można mieć zdjęcia w pracy magisterskiej?
- Widocznie można - odszepnęłam mu, kiedy Boss cierpliwie tłumaczył Dominice zawiłości technicznej strony pracy.
- O! - ucieszył się Olek. - To ja dołączę do pracy swoje zdjęcia z Solą ziemi. I podpiszę: "Ja z Solą ziemi nad morzem". "Ja z Solą ziemi w parku". "Ja z Solą ziemi w swoim pokoju".
Wyobraziłam sobie to i pisnęłam słabo.
- "Ja z Solą ziemi na tle ziemi" - rozkręcał się Olek.

Żałuję, że go nie nagrywałam ;)

Ale to jeszcze nic, dzisiaj zrobiłam zdjęcie Magdzie i Pani z Dziekanatu na tle drabiny... Będą miały pamiątkę. Jakby ktoś pisał pracę magisterską o drabinach, to będzie jak znalazł ;).


Komentuj(5)

-------------------------------------------------------------------


296. nagród i sukcesów ciąg dalszy
Notatkę dodano:2007-06-16 20:06:30

"Prof. dr hab. Włodzimierz Wójcik - literaturoznawca, emerytowany profesor w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, dziekan, prodziekan Wydziału Filologicznego UŚ, dyrektor i wicedyrektor sosnowieckiej polonistyki został tegorocznym laureatem Konkursu o Zagłębiowską Nagrodę Humanitas organizowanego przez Wyższą Szkołę Humanitas w Sosnowcu. Profesor otrzymał nagrodę w kategorii honorowej w uznaniu jego zasług w działalności na rzecz Zagłębia Dąbrowskiego, promowania regionu i budowania tożsamości lokalnej."

(ze strony http://www.us.edu.pl/article.php?sid=4022&mode=thread&order=0 )

A dla dopełnienia rejestru nagród i sukcesów z ostatnich kilku dni dodam jeszcze, że Boss wygrał zakład z Mrówką. Niepotrzebnie twierdziłam, że nie da się znaleźć więcej artykułów o Załuckim... ;)

 

Gratulujemy :)

 

 

Przy okazji - czytam sobie do poduszki Głowińskiego (Monolog wewnętrzny Telimeny i inne szkice). Głowiński tępi termin "literaturoznawstwo" jako określenie nacechowane marksistowsko. Ciekawe, czy za dziesięć lat ktoś będzie jeszcze o tym tak myślał...


Komentuj(3)

-------------------------------------------------------------------


295. metamorfoza prerodzynka
Notatkę dodano:2007-06-15 21:07:46

Dokumenty zostały złożone.
(brzmi jak "kości zostały rzucone", ale niech już będzie)

Szłam sobie ostatnio z mamą przez targ. Kątem oka dostrzegłam winogrona zapakowane w takie malutkie pudełka.
- Bo można kupić białe winogrona - powiedziałam w zamyśleniu. - Dorobić im włoski... I domalować takie kreski... a potem sprzedawać jako agrest.
- A co na to lekarze? - zapytała mama.
- Hmmm... myślisz, że nie dostanę pozwolenia na handel? Że sanepid, albo coś? - zaniepokoiłam się, czysto profilaktycznie, bo na myśl o dorabianiu chałupniczą metodą włosków winogronom trochę mnie otrzepywało.
- Nie, ja pytam, co o tobie sądzą lekarze - odparła mama.

 

A bo ja wiem... ;)


Komentuj(2)

-------------------------------------------------------------------


Licznik

Odsłon: 543683
Osób: 444262

Występują, występowali:

Agnieszka - wokalistka i autorka muzyki do R2, Skołowana

Ania (Szczepanik) - duch niespokojny i wędrowny, Szefowa Skołowanych, wystarczy jedno słowo, żeby wsiadła w cokolwiek i pojechała na drugi koniec świata

(w kolejności przeważnie alfabetycznej)

Ania B. - śliczna i przemiła doktorantka Bossa, żona Mariusza

Ania od Piotrka - tak naprawdę to Marcina Ania od Piotrka, ale wszyscy mówią na nią Ania od Piotrka, żeby było łatwiej skojarzyć; językoznawca utalentowany

Arturek - król POM-ów, przebywający w Krakowie, bloga nie prowadzi, a przynajmniej nic o tym nie wiem

Biały (Michał) - tekściarz - przyszłość polskiego hip-hopu

Boss (zwany też PrzenajBosskim) - cierpliwy Promotor Mrówki, charakteryzowany bez przerwy w notkach na blogu 

brat Mrówki - brat Mrówki

Dawid - dawniej redaktor publicystyki, nazywany Przytulanką

dr PM - chwilowo (od paru lat) bezpseudonimowy najbardziej wyrozumiały z wykładowców Mrówki, znany też jako PawMaj, Prawa Ręka (czasy komiksów), Urzędnik z Biura Rzeczy Zagubionych (Rewia)

dystych - satyryk specjalizujący się w małych formach

Egzekutor - dawny wykładowca Mrówki, satyryk, współautor Wielkiej Rewii

Fimbul - "łowca dakiń nowego eonu"

Juan Pablo - "domorosły pseudosatyryk (...). Słodzi dwie łyżeczki"

Kalina - Kalina Beluch, satyryk. Specjalność: zabawy słowne i żart absurdalny

Kama - współautorka R3, w tejże R3 występująca jako SKZBTZW

Lady Q - kobieca i przekorna, blogowa specjalność: szermierki słowne z ML

Maciek - doktorant z miasta R., kierowca dla Piotrka Rybnickiego i Mrówki

Megi - blondyna z Psem Asystentem, Igorem. Razem prowadzą bloga (blondyniblondyna), chcą się zająć dogoterapią

Michel - MWG-owiec

migotek - patrz: komentarze blogowe

ML - Marek Lenc, rysownik satyryczny, ilustrator Wielkiej Rewii

Olek - kolega z ławki ze studiów, kiedyś prowadził bloga, pracuje w telewizji (albo udaje, że pracuje, a na legitymację z tv podrywa dziewczyny)

Patiinka - utalentowana muzycznie pracoholiczka, siostra Arturka

Piaskovy - informatyk, który pracował też przy zdejmowaniu płyt z wydziału filologicznego

Piotrek - doktorant z szalonym poczuciem humoru i skojarzeniami

Piotrek Rybnicki - jeden z doktorantów, których poznałam w mieście R.

Profesor W - promotor Promotora Mrówki

Radek - jeden ze Skołowanych, muzyk, radiowiec

Robo - kabareciarz

Sabina - dziennikarka, jedna ze Skołowanych, seminarzystka Bossa, dziewczyna Radka

Sal (znany także jako Kamil M.) - typ charakterystyczny, bohater SalTo i licznych blogowych anegdotek, nie do scharakteryzowania

Skołowana Gosia - utalentowany fotograf, magistrantka Bossa

Slk - Tyran uwielbiający Osiecką i.k.

Zadra - dziennikarz, współautor Rewii, prowadzi fotobloga, swoje ojcowskie doznania opisuje na blogu Okiem taty

Złośnica - prowadzi bloga razem z Brzydalem

Inne linki

strona Władysława Sikory


bloog niecodzienny Artura Andrusa

chlip-hopowy blog Magdy Umer i Andrzeja Poniedzielskiego

kabaret Adin - jeden z najciekawszych kabaretów scen offu (skład: Sikora, Andy, Julia, Chomik, Smutny)

strona poświęcona Ryanowi Stilesowi

strona Colina Mochrie

Sungha Jung - urodzony w 1996 wirtuoz gitary

Marcin Pałasz - autor książek dla dzieci i młodzieży
Wawrzyniec Prusky - blog roku 2005
Daniel Koziarski - pisarz
Kasia Krzan - recenzentka Granic, doktor nauk humanistycznych

Calvin i Hobbes - komiksowe paski Billa Wattersona (ang.)
filolog.katowice.pl - nieoficjalne forum studentów filologii polskiej