Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

ŻYCIE ZGODNIE Z PLANEM
Notatkę dodano:2013-05-06 14:36:07

Minął czas wielkiej majówki, zakończyłam ten etap wracając dziś w domowe pielesze. Po dwóch dniach pracy, dziś wolne pełne zajęć. W mieszkaniu pachnie wyciągniętym z piekarnika parę chwil temu gorącym chlebem, którego wypiek stał się niejako cotygodniowym rytuałem. Ulepszam, wprowadzam innowacje, i piekę, nie zważając na nic. Dodatkowo temperaturę podnosi pyrkocący krupnik, za którym się jakoś stęskniłam. Będzie jak znalazł kiedy Kleszczyk wróci z przedszkola. Miałam dziś jechać do dentysty, jednak daruję sobie, skoro wytrzymałam tydzień wytrzymam jeszcze dzień lub dwa. Chcę w tym wolnym dniu choć chwilę lenistwa zażyć. Po-pławić się w nim, otoczyć błogim nic nierobieniem. Ot takie marzenia nie do realizacji. Za chwilę wróci Kleszczyk i cichość samotności wymieciona zostanie przez jego obecność. Za oknami pogoda nie zachęca do wyjść, podobnie zresztą było podczas minionej majówki. Wielkie plany, prace na działce, które czekały na realizację i wszystko pozostało tylko w sferze planów. Możliwe, że dziś ta moja niechęć do wyjazdu do stomatologa po części też od pogody jest uzależniona. Przyznam się, obawiam się troszkę, mając świadomość kolejnego bólu oraz nieznanego, które mnie czeka. Jednak siąpiący deszcz dodatkowo utrudnia wybranie się do miasta. Musiałabym ciągnąć za sobą młodego, a on nie jest tak zaprawiony w marszrucie jak mama, i nie obyłoby się bez jęków dezaprobaty.

Jak wielki i przemożny wpływ ma na nas pogoda. Niby nic wielkiego, cóż z tego, że pada? A jednak człowiek nie ma ochoty na wychodzenie z domu, gubi gdzieś zapał, najchętniej wtuliłby się w miękki kocyk i przespał słabszą aurę. Sam deszcz, jeśli spadnie w gorącym dniu, dając nozdrzom odczucie letniego zapachu, świeżości, obmycia z kurzu, oczyszczenia otaczającego powietrza jest tolerowany. Natomiast jeśli pada w chłodny, szary dzień stajemy się pozbawieni energii, opuszczeni przez chęci. Dzisiejszy dzień nie zapowiadał się na taki koszmarek, jego początek był osłoneczniony, ciepły, energetyzujący i pobudzający do działania. Dlatego, być może zabrałam się za pieczenie chleba, bo jeszcze pod wpływem czegoś lepszego działałam. Teraz minęło, przeszło a otaczająca aura bardziej ciągnie w stronę łóżka niż do wydumanych zadań. Łóżko to nieosiągalna sfera marzeń, które tylko w mojej głowie pozostaną. Pewnie na wieczór zaplanuję sobie wcześniejsze udanie się spać a wyjdzie jak zawsze, czyli powitam wracającego z drugiej zmiany męża... Życie swoją drogą, plany swoją .

Podziwiam ludzi, którzy potrafią zaplanować i konsekwentnie trzymać się wyznaczonego celu. Mają zaplanowane budowy domów, rodzenie dzieci, wyjazdy, wczasy i pilnują się robiąc wszystko według konspektu. U mnie nigdy nic z planów nie wychodzi. A to choroba wyskoczy, a to pogoda zawiedzie. Moje dzieci też niejako poza planowo przyszły na świat. Nie było czegoś w stylu : teraz się pobieramy , za trzy lata synek, za sześć lat córeczka. I licząc kwadry księżyca, zgłębiając tajemne nauki doprowadzamy do takiego rozwiązania jakie sobie pierwotnie ustaliliśmy. Nic z tych rzeczy nie miało miejsca. Raczej wyglądało to na płynięcie z prądem życia. Pobieramy się, kiedyś będą dzieci w ilości ….kto to wie? I czy będą …. kto to wie? Tam na górze mają takie scenariusze na nasze życie, że i tak nasze planowanie możemy włożyć między bajki. Możliwe, że moje podejście zakładające z góry taką istotę rzeczy wyklucza niejako mój udział w planowaniu, dając tylko możliwość realizacji tego, co z góry ustalone i wytyczone. Jednak na własny użytek mogę popodziwiać tych, którym nie wystarcza scenariusz napisany na górze i po swojemu licząc na stu procentową realizację trzymają się założeń, które wprowadzają bez oglądania się na innych.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163683
Osób: 146138