Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

NASZE RYTUAŁY
Notatkę dodano:2013-07-12 20:45:21

 

Mój notatnik pewnie niewiele straci jeśli nie napiszę jak dziś przedstawiała się aura, jednak z życiowej przekory zawrę parę słów dotyczących tego co dziś w pogodzie było. Choć niewiele ciekawego się działo, deszcz z krótkimi przebłyskami jego braku, oczywiście moje szczęście pozwoliło mi przez największą ulewę iść do pracy. Pomimo ogromnej parasolki wilgoć dostała się do moich włosów, przesiąkła nogawki spodni, zbrukała w dziwny sposób żywo koralową kurteczkę. Taka mokra dochodzę do pracy, nic to, wyschnę, zanim ją skończę. Nie mam za złe tej mokrości, jej prawo dostać się na ziemię, moje, dokonać wyboru pomiędzy marudzeniem a przyjęciem z uśmiechniętą miną tego, co nieuniknione. Wybieram uśmiech. Chyba ten uśmiech potrafią zrozumieć tylko dzieci. Dla nich nie musi być powodu aby się uśmiechać, to takie naturalne. Kroczy dorosła kobieta, promiennie uśmiechnięta, i dziecko odwzajemnia ten uśmiech. Z naprzeciwka idzie i staje przede mną mała dziewczynka, wyciąga piąstki w jakimś oczekującym czegoś geście. Zatrzymuję się, łapię te rączki, i tak ciągle obydwie uśmiechnięte rozchodzimy się każda o czymś innym myśląca. Wielka i mała wersja radosnej kobiety. Umiejętność uśmiechu w deszcz bez przyczyny. A może gdzieś za chwilę czeka mnie to, co ten uśmiech z wyprzedzeniem powoduje. Jeszcze chwila, będę w domu, parę godzin dla nas, dla siebie, zanim znowu zniknę za dniem nieobecności, Ty będziesz czekał i ja to wiem, i ta świadomość daje tej radości.

Codzienny rytuał po powrocie do domu. Każdy z nas ma takie swoje powielające się zachowania. Nikogo z domowników nie dziwią, a wręcz przeciwnie inni w tym uczestniczą. Mój uświęcony powszednią powtarzalnością ceremoniał, w którym główną rolę odgrywa ulubiony kubek z rozpuszczalną kawą zabieloną i odpowiednio posłodzoną. Staliśmy się mistrzami w przygotowaniu tych małych obrządków. Mój mąż kończy przyrządzanie mojej kawy z chwilą mojego wejścia do domu. Podobnie jest wczesnym, wspólnym rankiem, kiedy wie, że jeszcze w łóżku chętnie odbiorę z jego rąk ten ciepły kubeczek. Małe radości wspólnego życia. Przez te wspólne lata poznaliśmy się, wady drugiego nam nieobce. Jak Ty jęczysz na siąpiącą pogodę, ja za uszy ciągnę w stronę słonecznego optymizmu. Wiem, że każdy z nas musi swoją rolę odegrać. Twój dół, moja góra, a spotkamy się tym porankiem przy kubeczku mojej kawy. Rytuał bycia razem, który doszlifowaliśmy do ideału. To takie spodziewalne, niezaskakujące choć czasami mówisz: „kocham w tobie tego diabełka, który każe coś zrobić wspak”...Wiesz, że taka jestem, spokojna, niczym niezmącona tafla wody, płaska, wydaje się bezpieczna a za chwilę może coś się zmienić i szkwał zniszczy tę spokojną powierzchnię. Mój diabełek coś wywinie, doda kolorytu i szelmowsko się uśmiechnie z tego co nabroił. Znasz mnie i wiesz, że jest coś co mogę zrobić i coś czego nigdy nie uczynię. Jak Ci mówię:” nie wrócę do was” , argumentujesz, „ przecież nas kochasz”. Jak odpieram „ może mi się odmieni” wyciągasz decydujący powód dla którego nigdy tego nie zrobię. Ty wiesz jaki i ja wiem.... i to dla nas wystarczy.

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163012
Osób: 145467