Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

PRZYRODA W ROLI GŁÓWNEJ
Notatkę dodano:2014-04-14 21:30:00

Tak gwałtownych zmian pogodowych chyba tej wiosny jeszcze nie było. Popołudnie dzisiejsze zaskoczyło wielorakością swojego zmiennego oblicza. Burza, gradobicie, z wiosny w przeciągu paru chwil stała się gradowa zamieć, aby już za moment zajaśnieć na szaro-granatowym tle odcinającą się jedną częścią tęczy. Gdzieś drugi koniec tego barwnego widowiska się zapodział i te niepełne arkady nadziei przez chwilę mogłam podziwiać przez zaparowane szyby busa. Nim doszłam na swój przystanek natura pokazała swoje moce, choć doskonale wiem, że w bardzo okrojonej i cząstkowej postaci. Błyskawice przeszywające pociemniałe nagle niebo, ogromne zimne krople deszczu, niesione porywistym wiatrem próbowały ataku z każdej strony. Ja niczym muszkieter próbująca obronić się przed tym żywiołem parasolką, jednak broń ta okazywała się niczym, w starciu z niewidocznymi mocami, których zamiaru nie dane było przewidzieć. Zresztą aby zaplanować skuteczną obronę musiałabym stać się niczym Kasandra widząca to, co się wydarzy parę chwil wcześniej. Krople deszczu zmieniły swój stan skupienia i już jako centymetrowe kuleczki twardego gradu w parę chwil czerń mokrego asfaltu zmieniły w jakiś zmarznięty biało szary sorbet. Grad topniał równie szybko jak się pojawił, stając się wielkimi kałużami rozchlapywanymi przez przejeżdżające samochody. Z wielką ulgą weszłam do swojego busa, było mi zimno, tak bardzo, że dłuższą chwile po wejściu do domu nie miałam ochoty pozbywać się kurtki. Gorąca kawa już na mnie czekała, kochany mężczyzna wiedział, czego będę najbardziej w chwili powrotu pragnęła. Drugi po swojemu wyraził entuzjazm z mojego pojawienia się w domu. Obserwuję to swoje dziecko i widzę, jak bardzo mogą się między sobą różnić dzieci tych samych rodziców. Porównuję, oceniam i czekam co będzie dalej, jak bardzo ich charaktery będą się zbliżać lub oddalać od siebie w podobieństwie. Nie jestem zaślepioną matką, potrafię ryknąć, skarcić. Zobaczymy co z tej mąki za chleb wyrośnie. Póki co Kleszczyk, w niejakiej identyfikacji z tym aprobowanym przez siebie i nas przezwiskiem, potrafi przyczepić się takim pełnym uwielbienia przyklejeniem, przytulić, jakby ciągle tej bliskości rodziców potrzebował. Zgrywanie twardziela nie zawsze jeszcze wychodzi, czasami jakby wbrew charakterowi, lub w celu wypróbowania wytrzymałości, czy też wyznaczeniu coraz większych granic samodzielności. Jednak niech tylko tato z mamą, gdzieś w krzyżujących się drogach z pokoju do kuchni lub mijając w peerelowskim, za wąskim przedpokoju przystaną na krótki moment przytulenia, już gdzieś na wysokości metra czterdziestu słychać, „ A mnie czego nikt nie przytula, ja też chcę” lub skrótem „ A ja?”. I już Kleszczyk pomiędzy nami, szczęśliwy samym faktem, że dla niego jest miejsce, że nie jest to zarezerwowane tylko dla nas, dużych. Te małe, choć sporej ważności gesty okazują się być bardzo istotne. Dotyk, pogłaskanie, czułe znaki to pewnego rodzaju domena kobiet, tylko jak się okazuje nawet dorosłe, siwe twardziele są na to łase, to cóż mówić o siedmiolatku, któremu do twardziela brakuje i okrzepnięcia i doświadczenia. Kiedyś ja uczyłam pewnych zachowań jego ojca, pozbawionego wcześnie matki, może kiedyś on wskaże jakiejś dziewczynie ten sposób na wyrażenie bez słów tego co się czuje do drugiej osoby. Zobaczymy kiedyś co z tego zaczynu powstanie, dużo mam czasu na obserwacje.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 162860
Osób: 145315