Do niewidzenia, do niejutra

Wydawnictwo: JanKa
Data wydania: 2015-03-17
Kategoria: Obyczajowe
ISBN: 978-83-62247-36-3
Liczba stron: 248
Dodał/a książkę: czytam

Ocena: 5.33 (6 głosów)

Kobieta, mężczyzna, dwupokojowe mieszkanie, jedna doba – można by rzec: mocno ograniczona czasem i przestrzenią akcja. I byłaby to nawet prawda, gdyby bohaterowie, opowiadając siebie, raz po raz tych granic nie przekraczali. Gdyby autorka przez tytuł – a bohaterka przez próbę naśladowania Zbyszka Cybulskiego – nie nawiązywała do pewnego stylu życia, pewnych tęsknot tamtych czasów, budując przy tym sarkastyczny obraz współczesnych relacji damsko-męskich, odsłaniając mechanizmy i przyczyny dzisiejszych gier.

To opowieść o miłości i śmierci, o chwilach, gdy jedno w zbyt ciasnym splocie tańczy z drugim, dowodząc, że człowiek albo umiera z miłości albo miłuje śmierć. A bohaterowie mają nie tylko tęsknoty, ale i ciała, i nie są to bynajmniej ciała astralne; są to ciała warte grzechu, więc też zdarza się im pogrzeszyć. Czy jest w tym polemika z modelem tęsknot, które uwiecznił pewien kultowy film?

Joanna Bartoń, rocznik ‘84. W wieku siedmiu lat była przekonana, że Orwell w książce „Rok 1984” opisał historię jej wiekopomnych narodzin. Zawiodła się srodze, ale to jej do literatury nie zraziło. Dzieciństwo spędziła w Lubinie, a niemal całe dorosłe życie we Wrocławiu, gdzie studiowała filologię romańską (rzuciła) oraz psychologię (ukończyła). Od kilku miesięcy mieszka w Wielkiej Brytanii, gdzie planuje pozostać „na dosyć długo, lecz nie na zawsze”.

Do niedawna myślała o sobie w kategoriach snuja życiowego, który porzuca kolejne tożsamości i plany zawodowe (psycholog, pracownik naukowy, analityk-statystyk). Teraz przypomina sobie, że już w przedszkolnym domku lalek złożyła deklarację, że kiedyś zostanie Hansą Christianą Anderseną i nigdy nie wyjdzie za mąż (niechęć do formalizowania związków pozostała w niej zresztą do dziś).

Gdyby musiała być do końca życia skazana na jeden i ten sam trzydaniowy obiad, zdecydowałaby się na zestaw: zupa pomidorowa, szpinak i pierogi ruskie, a gdyby miała wybrać, w czyjej skórze najbardziej nie chciałaby się obudzić, bez wahania wskazałaby triadę: polityk, prezenter telewizyjny i księżna Kate.

Autorka o powieści

Dla wielbicieli romansów mała przestroga – jeśli „Do niewidzenia, do niejutra” w ogóle przypomina romans, to nietypowy. Typowego nigdy bym nie napisała, bo nie wierzę pięknym jedynie słowom, które opiewają wyłącznie wzniosłe sentymenty. W tej historii spotkacie się również ze słowami brzydkimi i uczuciami niższego rzędu, czasem zupełnie niskimi. Może przy czytaniu zdarzy się Wam skrzywić z obrzydzeniem albo zarechotać z trwogą, lecz – mam nadzieję – może też pomyślicie, że jesteście bliżej rzeczywistości.

Tu krzesło jest z reguły tylko krzesłem, a stół stołem, ale całość to najdonioślejszy akt odwagi wobec świata i zarazem szczerości wobec samej siebie. I nie jest ważne, czy Lo to ja albo czy Profesor istnieje, skoro historia o nich to ja; i na odwrót.

Kup książkę Do niewidzenia, do niejutra

Polecana recenzja

Avatar użytkownika - catarina78
catarina78
Przeczytane:2015-05-04, Przeczytałam,
Ona i on. Zamknięci w jednym mieszkaniu, zamknięci w sobie, powoli odsłaniający przed sobą sekrety swoich dusz. Ona jest „dwudziestką”. On czterdziestolatkiem. Uczennica i Profesor. Jagódka i Stary. Młodość i Dojrzałość.   Ona, cierpiąca na śmiertelną chorobę zwaną istnieniem, podejmuje rozpaczliwe próby pozbawienia się życia, najlepiej w sposób spektakularny, pod kołami pociągu, na wzór swojego idola – Zbyszka Cybulskiego. Poczyniła już nawet pewne precyzyjne przygotowania w tym względzie. Ale nie wyszło. Zresztą Cyganka przepowiedziała jej, że przed trzydziestką napisze książkę i urodzi dziecko, dopiero wtedy będzie mogła „przejść na drugi brzeg”. Zostało jej więc trochę czasu. Postanawia go jakoś zabić. Wspólnie z przyjaciółką idzie do klubu, by utopić się w tańcu i alkoholu. Tam poznaje Profesora, z którym wychodzi. Spędzają razem noc.   Fabuła banalna, prawda? Ale wykonanie - już nie. Do niewidzenia, do niejutra to brawurowy popis lingwistyczny, błyskotliwa opowieść o życiu, jego absurdach i sensie. Profesor i Lo są niczym sułtan i Szeherezada. Ona zabawia go opowieściami o sobie, odsuwając w czasie moment nieuchronnego przecież rozstania, po którym nic już nie będzie takie samo. On także nie pozostaje jej dłużny, racząc opowieściami ze swojego życia. Dzielenie się doświadczeniami wzbogaca oboje, uświadamiając tym samym: ...
(czytaj dalej)

Opinie o książce - Do niewidzenia, do niejutra

Avatar użytkownika - Sweetcoala
Sweetcoala
Przeczytane:2016-12-27, Ocena: 6, Przeczytałam, 12 książek - 2016,
"Do niewidzenia, do niejutra" to powieść jedyna w swoim rodzaju. Moim zdaniem genialna! Już sam jej początek, scena, w której główna bohaterka próbuje popełnić samobójstwo, wzorując się na śmierci Zbyszka Cybulskiego, zwiastuje, że "będzie się działo". I faktycznie dzieje się tu niemało, choć głównie w słowach i tylko w ciągu jednej doby. Ta książka zaskoczyła mnie niebanalną fabułą, poraziła mnie błyskotliwym stylem, zaskoczyła elokwentnymi dialogami i zmuszającymi do refleksji opowieściami z życia dwójki bohaterów - "Jagódki" i Profesora. Znalazłam tu coś jeszcze - absurdalność, nietypowe skojarzenia, skatologiczne porównania, szokujące zachowania... Może nie każdemu się to spodoba, lecz bez tych środków, książka straciłaby "ten" klimat. W powieści poruszono wiele trudnych tematów, m.in. samobójstwa, pedofilii, depresji, śmiertelnej choroby. Ta książka to wreszcie wspaniały hołd złożony SZTUCE (wskazuje na to już sam tytuł), gdyż główni bohaterowie z gracją brylują między literaturą, malarstwem, filmografią, performensem i fotografią. Czytając, wręcz oddychałam kulturą, a po przeczytaniu ostatniego zdania, nie mogłam uwierzyć, że to już koniec. Gorąco polecam!
Link do opinii
Avatar użytkownika - Noelka
Noelka
Przeczytane:2016-06-14, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki 2016, Mam, Przeczytane,
"Do niewidzenia, do niejutra" - powieść o miłości i śmierci

 

Powieść "Do niewidzenia, do niejutra" Joanny Bartoń porusza temat miłości i śmierci, jednak bez zbędnego patosu. Zamiast niego autorka zastosowała kontrast, przesadę i ironię.

Napisanie pierwszej książki nie jest proste. Należy liczyć się z krytyką, zarzutami, że wszystko już zostało napisane i nic nowego się nie wymyśli. Ale warto próbować, bo przecież dany temat można przedstawić na różne sposoby. Czasem się to udaje, a czasem nie. W przypadku Joanny Bartoń, jej debiutancka powieść "Do niewidzenia, do niejutra" okazała się strzałem w dziesiątkę.

Główną bohaterką jest Lo, 22-letnia dziewczyna, która postanawia odtworzyć śmierć Zbigniewa Cybulskiego w najdrobniejszych szczegółach. W tym celu udaje się na dworzec kolejowy, by dopiąć wszystko na ostatni guzik, to pomierzyć, tamto sprawdzić. Jednak jej plan niweczy spotkanie z Cyganką, która przepowiada jej przyszłość. Napiszesz książkę, urodzisz dziecko, a potem umrzesz. Szybko, trzydzieści lat będziesz miała.

Jej świat się burzy, a dziewczyna rezygnuje ze swoich samobójczych planów. Od tej chwili pragnie żyć na przekór złemu losowi. W klubie, do którego udaje się z przyjaciółką, by odreagować, poznaje 40-letniego Profesora. Paweł jest podrywaczem, który kolekcjonuje kochanki. A mimo to udaje mu się ją zaintrygować i zaprosić do siebie do domu. Postanawiają nie tylko spędzić ze sobą upojną noc, lecz także porozmawiać intelektualnie i szczerze...

W czterech ścianach Lo z Profesorem rozmawiają na różne tematy, życia, śmierci, relacji damsko-męskich, a także książek. Szczególnie spodobał mi się ten fragment: wiesz, co jest fajnego w książkach, Profesor? Że nazywają. To, co już wiesz, to, co jawne, to, co ukryte, to, co tylko podskórnie przeczuwane i to, co sam chciałbyś nazwać, ale nie potrafisz. Nazywanie jest bardzo ważne, to fundament świadomości, ergo zrozumienia. Bez niej jesteś pieprzonym jednokomórkowcem, amebą albo innym pantofelkiem.

Nie jest to jednak romans. Jak wspomina autorka: Dla wielbicieli romansów mała przestroga - jeśli "Do niewidzenia, do niejutra" w ogóle przypomina romans, to nietypowy. Typowego nigdy bym nie napisała, bo nie wierzę pięknym jedynie słowom, które opiewają wyłącznie wzniosłe sentymenty. W tej historii spotkacie się również ze słowami brzydkimi i uczuciami niższego rzędu, czasem zupełnie niskimi. Może przy czytaniu zdarzy się Wam skrzywić z obrzydzeniem albo zarechotać z trwogą, lecz - mam nadzieję - może też pomyślicie, że jesteście bliżej rzeczywistości. Tu krzesło jest z reguły tylko krzesłem, a stół stołem, ale całość to najdonioślejszy akt odwagi wobec świata i zarazem szczerości wobec samej siebie. I nie jest ważne, czy Lo to ja albo czy Profesor istnieje, skoro historia o nich to ja; i na odwrót.

"Do niewidzenia, do niejutra" to powieść współczesna, która należy do wymagających lektur. Nie ma w niej zawrotnej akcji, ale to zupełnie nie przeszkadza. Zamiast tego czytelnik otrzymuje garść refleksji na temat związków damsko-męskich, zdrady, zaufania, zafascynowania śmiercią oraz przemocy wobec dzieci.

Akcja powieści rozgrywa się w ciągu jednej doby, w dwupokojowym mieszkaniu. Owo ograniczenie czasu i przestrzeni sprawia, że bohaterowie mogą lepiej się poznać, bardziej się do siebie zbliżyć. W tym przypadku to nie tylko fascynacja ciałem, lecz także wnętrzem drugiej osoby. Bohaterowie próbują wniknąć do swojego świata.

Bartoń znakomicie sportretowała bohaterów. Lo jest typem samotnika, który buduje wokół siebie mur. A tak naprawdę potrzebuje bliskości i zrozumienia. Lubi się także buntować, o czym świadczy jej próba wycofania się z życia udaremniona przez Cygankę. Jest jednocześnie silną osobowością i bardzo kruchą. Składa się z kontrastów. Paweł prowadzi życie, przepełnione alkoholem, narkotykami i przygodnym seksem. Nie ulega wpływom, nie daje się przekupić (nie chce przełożyć kolokwium mimo próśb i dowodów wdzięczności ze strony studentów).

Warto wspomnieć, że tytuł powieści nawiązuje do kultowego filmu "Do widzenia, do jutra", w którym zagrał Zbigniew Cybulski, autor noweli o tym samym tytule. Aktor miał nawyk wskakiwania do pociągów w ostatnim momencie, nie tylko na filmach, w których występował, lecz także w prawdziwym życiu. I podczas jednego z takich skoków, wpadł pod koła pociągu i został ciężko ranny. Zmarł w szpitalu, po godzinnej walce o jego życie.

W powieści została zastosowana narracja pierwszoosobowa - z perspektywy Lo. Dzięki temu możemy wniknąć do jej umysłu, poznać jej myśli i lęki. Język powieści jest zróżnicowany, od eleganckich wypowiedzi do mowy potocznej oraz gwary młodzieżowej. Styl wysoki przeplata się ze stylem niskim. A nieprzyjemne wspomnienia - z zabawnymi sytuacjami.

Książka Joanny Bartoń może zachwycić, sprowokować do myślenia, miejscami wzruszyć, miejscami rozbawić, ale na pewno nie da się przejść wobec niej obojętnie. Jest naprawdę świetna, aż trudno uwierzyć, że to debiut. Polecam ją każdemu bez wyjątku, a szczególnie miłośnikom literatury pięknej, która porusza niełatwe tematy.

Link do opinii
Avatar użytkownika - majkanew
majkanew
Przeczytane:2015-09-01, Ocena: 5, Przeczytałam,

Joanna Bartoń wkroczyła w świat literatów książką odważną, wstrząsającą, której nie wolno zignorować. „Do niewidzenia, do niejutra”jest powieścią tak niezwykłą, wyzwalającą wiele (czasem sprzecznych) emocji, napisaną w wyjątkowy sposób, że nie można przejść obok niej obojętnie.
Lo, bohaterkę tej powieści, poznajemy, gdy planuje samobójstwo – pragnie odtworzyć śmierć Zbigniewa Cybulskiego. Z precyzją przygotowuje się do tego aktu. Na drodze do realizacji celu staje jednak przypadkowe spotkanie z Cyganką. Wróżba nie jest pomyślna – Lo podobno napisze książkę (ma predyspozycje), urodzi dziecko (nawet jej się to nie śni, gdyż jej neurotyczna natura nie dopuszcza mężczyzn na tak bliską odległość) i umrze za osiem lat (dożywając trzydziestki). I nagle wszystko się burzy – dziewczyna zaczyna kurczowo trzymać się życia, mimo iż nadal boleśnie odczuwa istnienie. Być może na przekór losowi, by udowodnić, że przepowiednie Romki to stek bzdur planuje teraz jak tę – skądinąd tak pożądaną – śmierć oszukać. Wielokrotnie Lo da się poznać jako obiekt, którym targają sprzeczne uczucia. Jest typem samotnika (wsobna i osobna – jak o sobie pisze), taki z niej buntownik z wyboru płci wrażliwej, świadomie buduje dystans między sobą a rzeczywistością, zwłaszcza ludźmi. Choć jest gdzieś głęboko w niej ukryte pragnienie bliskości, zrozumienia (przez) drugiego człowieka. Gdy poznaje Profesora zatraca się tym „związku”. Przeżyją bardzo krótkie, ale niezwykle intensywne chwile. Połączy ich nie tylko namiętność i swoiste porozumienie dusz (które ujawni się stopniowo). Bohaterowie zachłannie się chłoną, dążą do jedności (jednocześnie bojąc się tego zbliżenia), pragną ujrzeć cząstkę siebie w partnerze. W przedziwnych stanach narkotyczno-erotycznych zwierzają się sobie z najmroczniejszych wspomnień. Lo jest postacią wyjątkową, silną, a zarazem bardzo kruchą. Ona „zaraża” sobą – w trakcie którejś z rozmów z Profesorem dostrzegamy, że przejął on jej sposób mówienia. To takie symboliczne zjednoczenie się bohaterów, którzy chcą mówić jednych głosem, ale pragną zachować niezależność. Odnoszę wrażenie, że swój bunt Lo ujawnia właśnie poprzez to, jak mówi, ona ucieka z życia do” bycia-w-języku”. Przestrzeń, swego rodzaju scena, na której Bartoń postawiła swoich aktorów to miejsce duszne, klaustrofobiczne, w którym nie ma miejsca na radość i szczęście. Poharatani psychicznie bohaterowie jakby nie potrafili zbudować niczego pozytywnego, nawet w intymnych scenach nie sposób znaleźć odrobiny subtelności – zamiast niej pojawia się agresja, absurd, a narracja często zahacza o językowy rynsztok. Prozy Bartoń nie sposób zaklasyfikować do konkretnej kategorii. Z jednej strony poraża realizmem, z drugiej zaś przedstawia sceny niemal surrealistyczne. I w kreacji bohaterów da się wyczuć pewną dwoistość – prawdziwe oblicza często zastępują maski, przybieranie ról, teatralny dramatyzm (pseudonimy zamiast imion). Paradoksalny jest także stosunek postaci do życia i śmierci. Bohaterowie kurczowo trzymają się świata, z którym nie czują więzi. Ona obsesyjnie myśli o samobójstwie, ale wystarczy wizja Cyganki, by Lo zmieniła front (choć może tylko pozornie, bo jej odczucia względem rzeczywistości wydają się być niezmienne). On prowadzi życie, które wiedzie go na skraj przepaści: alkohol, narkotyki, przygodny seks i śmiertelna choroba przybliżają go do nieuchronnego końca. Gdy poznaje Lo rodzi się w nim wola życia, a jak silna jest jego miłość, o znamionach obsesji, przekonamy się w finale. Najważniejszym elementem tej książki jest jednak język. Również na tym polu mamy do czynienia ze zróżnicowaniem, z niezwykłą swobodą autorka przechodzi od eleganckiej formy wypowiedzi, przez gwarę młodzieżową (modna leksyka, wtręty) do mowy potocznej (przekleństwa), nieustannie balansując między stylem niskim a wysokim. Bolesne wspomnienia przeplatają się z dowcipem językowym, zabawnymi sytuacjami, humorystycznym komentarzem. Warto tę prozę czytać przez umowną „lupę” – to szczegóły bowiem tworzą tak spójną i fascynującą, lekko niepokojącą, całość. Bartoń eksperymentuje z językiem, chętnie korzysta z oklepanych wyrażeń, by pokazać je w nowym, zaskakującym kontekście. Często opisuje świat w sposób aforystyczny. To styl o silnej potrzebie nominatywnej. Autorka posiada ogromną świadomością językową, z dużą swobodą korzysta z bogactwa leksykalnego inwentarza, nie poddając się językowi, tylko czyniąc z niego plastyczną masę. W warstwie stylistycznej ujawnia się też odautorski humor oraz zamiłowanie do (auto)ironii narratorki. Autorka również śmiało poczyna sobie z „recenzowaniem” przez bohaterkę polskiej literatury współczesnej. „Do niewidzenia…” to kolejny tytuł pokazujący romans Thanatosa z Erosem, miotanie się człowieka między pragnieniami, strachem, pożądaniem a wyobrażeniami. Bartoń dotyka także kwestii przyziemnych, w których ujawnia swój zmysł obserwacji oraz umiejętność nazwania dostrzeganych zjawisk, np. kreśląc smutny, ale i przerażająco prawdziwy obraz Polski z jej stałymi i wstydliwymi elementami krajobrazu czy choćby kluczowe w naszym społeczeństwie kwestie dotyczące m.in. tradycji.  
Książka Bartoń jest z rodzaju tych, na które czytelnik czeka – zniewala, poraża, zachwyca, skłania do buntu, prowokuje i wzbogaca. Długo pozostaje w pamięci.

Link do opinii
Avatar użytkownika - just86
just86
Przeczytane:2015-03-23, Ocena: 6, Przeczytałam, Mam,
Dla mnie bohaterowie tej książki są nie tyle kontrowersyjni, co prawdziwi i ich, mimo pewnych zastrzeżeń, za tę szczerość polubiłam. Byłam nawet w stanie zrozumieć motywy ich działań, choć w pierwszym odruchu towarzyszyły mi niekiedy mieszane uczucia. Dość jednak o bohaterach, ta książka jest przede wszystkim popisem niebywałej sprawności językowej. Mnóstwo zdań-perełek, zabaw językiem i różnymi jego odcieniami, przebogata metaforyka, wulgarność i poezja. Jak dla mnie bomba!
Link do opinii
Avatar użytkownika - iankark
iankark
Przeczytane:2015-03-25, Ocena: 5, Przeczytałam,
Ta książka może stać się wyzwaniem dla niejednej czytelniczki i niejednego czytelnika. Dlaczego? Jej bohaterowie są kontrowersyjni, nie można ich bez zastrzerzeń polubić. Mogą budzić współczucie, ale i oburzyć. Mogą zniesmaczyć swoim niefraobliwym językiem i ... bezpruderyjną szczerością. A jednocześnie ich pełne napięcia obcowanie wciąga jak psychodrama. To jedna z najlepszych książek, jakie ukazały się w wydawnictwie JanKa.
Link do opinii
Avatar użytkownika - timohayen
timohayen
Przeczytane:2015-04-24, Ocena: 6, Przeczytałem,
Reklamy