Cena inności. Wywiad z Anną Stryjewską

Autor: Sławomir Krempa

- Często bieda i ubóstwo skłaniają do walki o lepsze jutro, nawet jeżeli znamy je tylko ze snów – mówi Anna Stryjewska, autorka książki Zośka. Dopóki biło serce

Wieś, lata sześdziesiąte. Zupełnie inny świat?

Świat nie tak odległy, a jednak zupełnie inny. Współczesna wieś jest zmechanizowana, domostwa są zadbane, a bieżąca woda i łazienka stanowią podstawowy standard. Wsie posiadają nie tylko dobre szkoły, ale także świetlice, biblioteki, boiska. Poziom życia znacznie się poprawił. Nie zapominajmy, że lata sześćdziesiąte to epoka Gomułki, czyli czas stagnacji – z jednej strony sytuacja po reżimie stalinowskim nieco się poprawiła, z drugiej panowała wszechobecna bieda i brak perspektyw na rozwój.

W powieści Zośka. Dopóki biło serce przenosimy się jednak nie tylko w czasie, lecz także w przestrzeni. Gdzie właściwie się znajdujemy – poza tym, że na wsi? 

Wśród ludzi, którzy próbują podnieść się po traumach wojny i okresie władzy stalinowskiej tworząc małe, zamknięte społeczności.

To nie jest najlepsze miejsce do życia? 

A jeśli nie zna się innego miejsca? W tej sytuacji człowiek zmagania z codziennością traktuje jako rzecz naturalną. Wieś, mimo swej przaśności, była na swój sposób piękna – ze swoimi odcieniami pór roku, obecnością zwierząt i bliskością natury.

Dorośli harują przez cały dzień, żeby związać koniec z końcem. Dzieci czasami również.

Nie czasami, dzieci również. Wieś w tamtych latach rządziła się swoimi prawami. Dzieci włączane były w pracę w polu już od najmłodszych lat. Nikogo to nie dziwiło, jeżeli panował powszechny pogląd, że ziemia to jedyna matka żywicielka. Ziemię trzeba było uprawić, a następnie zebrać plony, które stanowiły podstawę do przetrwania kolejnej zimy. Jedzenie było samodzielnie produkowane, do tego trzeba było wyżywić zwierzęta, co wymagało czasu i zaangażowania.

Szkoła wielu mieszkańcom terenów wiejskich 60 lat temu wydawała się po prostu fanaberią? 

Nie wiem czy fanaberią, wiem, że mało kogo było na to stać. Szkoła podstawowa dawała wiedzę odpowiednią do prowadzenia gospodarstwa. Wystarczyło umieć czytać, pisać i liczyć. Dalsze kształcenie nie było konieczne, poza tym wiązało się z wyprawami do miasta, z wydatkami na przejazdy, ubrania, książki i przybory szkolne. Mogły one przerosnąć kieszeń niejednego gospodarza.

Ludzie są dla siebie okrutni – pisała do Zosi przyjaciółka w jednym z listów. Surowe warunki życia kształtowały zimnych, surowych ludzi?

Już Nałkowska pisała: Ludzie – ludziom zgotowali ten los. Ludzie okrutni bywają nie tylko na wsi, ale także w mieście. Prawda jest taka, że byli wtedy inaczej ukształtowani, bo życie ich nie oszczędzało. Małe społeczności mają to do siebie, że ludzie wiedzą o sobie wszystko, a w dobie braku jakichkolwiek rozrywek poza potańcówkami w remizie – sami dla siebie stanowią pożywkę do rozmów i roztrząsania złych i dobrych wiadomości.

Jedną z takich historii jest opowieść o człowieku, który przegrał żonę w karty... 

Historia ta wydarzyła się naprawdę, przekazywana była z ust do ust przy okazji rodzinnych spotkań czy robót polowych. Stanowiła wiele lat temu nie lada atrakcję. Osobiście nie znałam tych ludzi, ale wiele razy mama pokazywała mi dom, w którym mieszkali.

Czy tacy ludzie są w ogóle zdolni do miłości? 

Do miłości i porywów serca ludzie są naturalnie stworzeni. Dopiero proza życia potrafi zweryfikować rzeczywistość i zabić nawet największą miłość.

Relacje pomiędzy rodzicami głównej bohaterki do modelowych zdecydowanie nie należą. 

Niestety, nie należą.  Nie każdy ma możliwość wychowywania się na modelowych wzorach.

Ale Zośka nie doświadczyła z ich strony wyłącznie wszystkiego, co złe?  

W tej rodzinie panowała względna równowaga. Ojciec uzupełniał swoją miłością i zrozumieniem surowość i oschłość matki. Geneza takich  zachowań prawdopodobnie tkwiła w ich dzieciństwie i wczesnej młodości, zatem staram się tego nie oceniać.

Zośka walczy z bliskimi, z systemem, otoczeniem. Jej sytuacja jest tym trudniejsza, że nie może liczyć praktycznie na żadne wsparcie. 

Wbrew pozorom ma wsparcie w ciotce, która wierzy w jej talent oraz w ojcu. Ten, mimo protestów żony, szczerze kibicuje córce. Ważną też podporą jest przyjaciółka, Iwona. To ona w swej determinacji i szalonym uporze toruje szlaki i idzie pod prąd, wbrew wszystkim przeciwnościom losu.

Bo jak tu realizować się, czy myśleć o modzie, gdy nie ma się toalety w domu? 

Ten detal nie ma naprawdę nic wspólnego z marzeniami. Toalety nie miała większość na wsi. W mieście też bywało różnie, jeszcze w latach dziewięćdziesiątych płynęły tam gdzieniegdzie rynsztoki, a kamienice nie były podłączone do sieci miejskiej. Do dziś nie wszystkie są. I może właśnie dlatego bieda i ubóstwo skłaniają do walki o lepsze jutro, nawet jeżeli znamy je tylko ze snów.

Bo Zośka o modzie myśli – i to całkiem poważnie. Skąd w niej taki talent i pasja?

Człowiek się z tym po prostu rodzi. Jego życie skazane jest wówczas na porażki i niezrozumienie otoczenia w wielu sprawach. To jest cena inności.

Chyba tylko ona jedna dostrzegała wówczas, że na niemodnych pończochach tworzą jej się niemodne wałki.

Ach, tak. Zrulowane pończochy. To prawda. Zosia była wyczulona na wszelki nieporządek, nawet w ubiorze.. Urodziła się po to, by tworzyć. Poczucie estetyki miała we krwi, dlatego jej inność przeszkadzała w normalnym, codziennym funkcjonowaniu.

Jest wielka pasja i wielki talent, jest też piękna miłość do siostry, która wypełnia życie Zośki.  

Trudne warunki zbliżają do siebie ludzi. Jedna izba, wspólne łóżko, praca, spędzany razem czas. Starsze rodzeństwo opiekuje się młodszym i czuje się za nie odpowiedzialne, młodsze z kolei poszukuje w starszym oparcia odwagi i mądrości. Nic więc dziwnego, że relacje między siostrami są zawężone, a przywiązanie nadzwyczaj silne.

W Pani powieści jest jeszcze nadzieja, która pozwala góry przenosić. 

Nadzieja to jedno, determinacja to drugie. Sama wychowałam się na wsi w latach siedemdziesiątych, dlatego ten świat nie jest mi obcy. Ale kocham wieś, bo wiem, ile mi dała siły na przetrwanie złych czasów. Poza tym we wsi jest jakaś magia, z której można czerpać przez długie lata.

Prawda jest taka, że jeżeli czegoś się bardzo chce i pragnie, to nie istnieją żadne granice w unicestwieniu realizacji tych planów. Trzeba naprawdę chcieć, pracować, nie poddawać się, a reszta przyjdzie sama.

Nadzieje Zośki nie okażą się płonne? 

W drugiej części Zosia nie będzie miała łatwo. Znajdzie się w mieście, wyląduje w internacie, chcąc się uczyć i pracować. Kolejne młodzieńcze fascynacje sprawią, że będzie brać aktywny udział w wydarzeniach marcowych z 1968 roku, co zakończy się aresztowaniem. Mężczyzna z przeszłości pomoże w uwolnieniu jej z więzienia. Będzie się działo, akcja nabierze tempa, a po pewnym czasie przeniesie się z Łodzi do Katowic. Co tam czeka Zośkę? Tym bardziej, że rzecz będzie się toczyć na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a więc w czasach głębokiej komuny w Polsce. Wkrótce stery przejmie Gierek, a w państwie pojawią się nowe możliwości. Zapraszam do lektury.

Książkę Zośka. Dopóki biło serce kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.