Pociąga nas to, co niewytłumaczalne. Wywiad z Bianką Kunicką-Chudzikowską

Autor: Adrianna Michalewska
Okładka publicystyki dla Pociąga nas to, co niewytłumaczalne. Wywiad z Bianką Kunicką-Chudzikowską z kategorii Brak kategorii

– Od zarania dziejów ludzi fascynowały wszelkie zjawiska, których nie rozumieli, a także takie, na które nie mieli wpływu. Jednocześnie potrzebowali pocieszenia, gdy stawali się wobec nich bezradni. O magii dolnośląskich miasteczek i świętych od spraw beznadziejnych rozmawiamy z Bianką Kunicką-Chudzikowską, autorką powieści Na wieki wieków pani Amen.

W Na wieki wieków pani Amen zaprosiła Pani czytelników w magiczny świat. Otacza nas tajemnica?

Chcę wierzyć, albo inaczej: wierzę, że tak właśnie jest, że tajemnica jest w nas, tylko musimy chcieć ją dostrzec. Na pewno nam się to nie uda, gdy będziemy biegli na oślep do jakiegoś wyimaginowanego celu, zwanego szczęściem, które również jest w nas i nikt poza nami nam go nie da. Gdy na chwilę przystaniemy, być może uda nam się poczuć magię w codziennych sprawach i we wszystkim, co nas otacza. Pociąga nas wszystko, co niewytłumaczalne, co nie jest dostępne na wyciągniecie ręki, bo przecież nie od dzisiaj wiadomo, że ciekawsze są drzwi zamknięte na cztery spusty niż te otwarte. Wprawdzie fabuła mojej powieści jest fikcyjna, ale nie mam co do tego wątpliwości, że każda rodzina ma jakąś tajemnicę, którą skrywa lub o której nawet nie wie, ale jej echo podąża za jej członkami. Wystarczy poszperać w starych pamiątkach, jak listy czy zdjęcia lub porozmawiać z najstarszymi członkami rodu, a na pewno znajdziemy coś, co będzie owiane tajemnicą. Dodam na marginesie, że właśnie to skłoniło mnie do pisania kolejnej powieści, w której ocieram się o moje rodzinne historie, sięgające XVII-wiecznego Nowogródka, gdzie niewytłumaczalnych zdarzeń i magii odnajdziemy naprawdę sporo.

Nie mam wątpliwości, że ta magiczność świata jest Pani bardzo bliska. Z wielką pasją opisuje Pani tajemnice, których powieść Na wieki wieków pani Amen jest pełna.

Odkąd pamiętam lubiłam baśnie i atmosferę tajemniczości, do których uciekałam, bo dawały schronienie przed codziennością. Oczywiście z wiekiem moje postrzeganie rzeczywistości bardzo się zmieniło, ale nie zmienił się potencjał wyobraźni i tworzenie w niej alternatywnych światów. Zawsze w literaturze bliski mi był realizm magiczny, choć początkowo nie zdawałam sobie z tego sprawy, że istnieje taki gatunek literacki. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie książki takie, jak Sklepy cynamonowe Bruno Schulza, Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa, Portret Doriana Graya Oscara Wilde’a, czy Pachnidło Patricka Süskinda. Jako już trochę bardziej dojrzała osoba czytałam Márqueza, Vonneguta, Murakamiego, ale także Olgę Tokarczuk. Do dzisiaj pamiętam, jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie jej książka Prawiek i inne czasy, podobnie jak Mag Johna Fowlesa czy Życie Pi Martela, które jest dla mnie książką symboliczną, gdyż przeżyłam ją w jakiś osobliwie mistyczny sposób. Jedną z ostatnich książek, które czytałam, a które powaliły mnie na kolana, to Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli Radka Raka, za którą otrzymał nagrodę NIKE. Zatem chyba trudno się dziwić, iż choć nie do końca świadomie, to właśnie ten styl literacki sama zaczęłam uprawiać, a w moich książkach możemy odnaleźć klimat tajemniczości. Faktycznie Na wieki wieków, Pani Amen to książka, między innymi, o tajemnicy, ale odkrywając prawdę, rozszyfrowując tę fikcyjną tajemnicę, mamy możliwość odpowiedzi na sporo fundamentalnych pytań, które są zakorzenione w prawdziwym, a nie wymyślonym świecie.

Małgorzata Amen, piękna bohaterka powieści, mieszka na Dolnym Śląsku, terenie pogranicznym, gdzie przeplatają się kultury i religie. Czy to ziemia pełna niezbadanych historii?

Oczywiście, zawsze tam, gdzie zderzają się kultury i religie, a tym samym wierzenia, przesądy, tam tworzą się niezwykle ciekawe legendy, opowieści i zabobony. Dolny Śląsk to prawdziwy tygiel kulturowy. Są to ziemie, które historycznie były we władaniu Królestwa Polskiego, a od połowy XIV wieku na kilkaset lat Królestwa Czech. W późniejszych latach Dolny Śląsk stał się częścią Świętego Cesarstwa Rzymskiego i monarchii Habsburgów, a następnie przyłączony do Królestwa Prus, Cesarstwa Niemieckiego, Republiki Weimarskiej i w końcu III Rzeszy. Dopiero po zakończeniu II wojny światowej znów znalazł się w granicach państwa polskiego. Wrocław to miasto napływowe, gdzie do niewielkiej grupy rdzennych mieszkańców, Niemców i Żydów, przesiedlano Polaków, głównie z Kresów, z terenów dzisiejszej Ukrainy, Litwy, czy Białorusi. Każda z tych narodowości i kultur miała swoje tradycje, „magiczne obrzędy”, język i wierzenia. Łącząc się ze sobą, siłą rzeczy się przenikały, tworząc niejednokrotnie kulturowe, nazwijmy to, hybrydy, czego konsekwencją jest mnóstwo opisanych, bądź nieopisanych dotąd historii, a wszystkie one mogą być zalążkiem powstania powieści opartych na ich osnowie.

Małgorzata cierpi na pewną przypadłość. Opowie nam Pani o niej?

Główna bohaterka powieści, Małgorzata, nie potrafi kochać, nigdy nie doświadczyła tego uczucia. Jednocześnie chcę podkreślić, że nie chodzi tutaj wyłącznie o miłość do mężczyzny, tę romantyczną czy zmysłową. Bohaterka mojej powieści nie kochała nigdy nikogo, także matki, ojca czy brata. Jest to dysfunkcja, która czyni ją inną od ludzi, w których otoczeniu przebywa, dla których miłość jest, nawet jeśli w sposób nieuświadomiony, czymś co determinuje ich życie. Uświadomienie sobie tego powoduje jej ogromną frustrację i cierpienie. Małgorzata pragnie doświadczyć tego, przecież fundamentalnego dla człowieka, uczucia, ale z czym będzie się musiała zmierzyć i do czego ją to doprowadzi, Czytelnik dowie się, podążając za jej historią.

Ludzie od zawsze szukali pomocy w Bogu i w świętych. Pani przywołuje historię świętych Wspomożycieli. Kto to taki?

To prawda, od zarania dziejów ludzi fascynowały wszelkie zjawiska, których nie rozumieli, a także takie, na które nie mieli wpływu. Jednocześnie potrzebowali pocieszenia, gdy stawali się wobec nich bezradni. Gdy nie umieli ukoić bólu, cierpienia czy innych trudnych sytuacji życiowych, jak głód czy zarazy, zwracali się wtedy o pomoc do Boga. W czasach panowania cesarza Dioklecjana niezwykle surowo rozprawiano się z osobami, które przechodziły na chrześcijaństwo i z tego czasu wywodzą się historie świętych męczenników, którzy oddali życie za wiarę. Spośród licznych świętych, w poczet Czternastu Świętych Wspomożycieli Kościół katolicki zaliczył tych, których wstawiennictwo u Boga uznał za wyjątkowo skuteczne. Ich kult jednak odnowił się dopiero w XV wieku w Langheim, na terenie Frankonii, w Niemczech, gdy pasterzowi o imieniu Herman ukazało się dzieciątko Jezus w otoczeniu czternastu wspomożycieli jako czternaścioro identycznie odzianych dzieci. Ludzie zaczęli pielgrzymować, aby się do nich modlić. Każdy ze świętych pomagał w innej sprawie, więc zależnie od potrzeb, modlono się do konkretnego z nich. Nazywano ich niekiedy „duchową apteczką domową”.

Czyli od każdej sprawy beznadziejnej jest orędownik, który pomaga? Czy te kulty są na Dolnym Śląsku mocno rozwinięte?

Kult zdecydowanie podupadł po sekularyzacji dóbr kościelnych w 1810 r., gdy majątek przeszedł na własność rządu pruskiego. Stopniowo też zaczęli się pojawiać rodzimi święci. Wprawdzie nadal w kościele katolickim obchodzi się dzień świętych Wspomożycieli, ale zwracanie się do nich z modlitwą nie jest już tak popularne jak dawniej. Na Dolnym Śląsku zachowało się sporo dewocjonaliów z tamtego okresu, jak obrazy z wizerunkami świętych Wspomożycieli, modlitewniki czy kilka obiektów sakralnych, jak choćby ten w Lubawce. Pozostałości kultu możemy dostrzec również w postaci wizerunku świętego Krzysztofa umieszczanego w samochodach jako rodzaj amuletu ochronnego, gdyż jest patronem przewoźników, kierowców oraz wszystkich wędrowców i ma chronić od nagłej śmierci i nieszczęśliwych wypadków. Jego imię oznacza „niosący Chrystusa” więc zawsze przedstawiany jest w postaci mężczyzny niosącego na rękach Jezusa.

W Wambierzycach, dolnośląskim miasteczku zwanym śląskim Jeruzalem, jest droga krzyżowa, a w niej figura Wilgefortis, kobiety z brodą, piękności, która nie chciała wyjść za poganina. To także patronka nieszczęśliwych kobiet. Skojarzyła mi się z Małgorzatą Amen.

Jeśli dobrze rozumiem, chodzi o Małgorzatę Antiocheńską? Ciekawe pytanie, gdyż, rzeczywiście, do Wilgefortis również, jak do świętych Wspomożycieli, kobiety zwracały się ze swoimi problemami i modliły się o wstawiennictwo w sprawach, z którymi nie potrafiły sobie poradzić. Według legendy, ta piękna dziewczyna tak mocno kochała Chrystusa, że zmuszana przez ojca do zamążpójścia, błagała Boga, aby ją oszpecił, co miało ją ochronić przed wyjściem za poganina. Ten wysłuchał próśb kobiety i nazajutrz wyrosła jej broda, a wtedy ojciec postanowił ją ukrzyżować za nieposłuszeństwo. Jednak kluczową różnicą jest fakt, iż Wilgefortis nigdy nie została uznana za świętą przez Kościół Katolicki, choć ciekawe jest to, że data 20 lipca, która jest dniem czczenia legendarnej Wilgefortis, ukrzyżowanej kobiety z brodą, jest także dniem upamiętnienia świętej Małgorzaty z Antiochii Pizydyjskiej.

Na wieki wieków pani Amen to również opowieść o miłości i jej poszukiwaniu. Jak ważna jest miłość w życiu człowieka?

Miłość jest fundamentem, na którym opiera się wszystko inne – i nie mówię tu wyłącznie o miłości romantycznej, o przywiązaniu do bliskich, czy o miłosierdziu wobec innych ludzi, dążeniu do dobra, ale także o miłości do siebie. Tylko wtedy, gdy kochamy siebie – i nie mówię tutaj o egoizmie czy egocentryzmie, ale zrozumieniu i akceptowaniu swoich zalet i słabości – jesteśmy w stanie dawać miłość innym i umieć ją od innych brać, zachowując przy tym właściwe proporcje. Jest z pewnością motorem naszego działania, pobudza umysł i ciało. Fromm twierdził, że miłość to siła, która drzemie w człowieku, ale on musi nauczyć się ją w sobie wyzwalać. Oczywiście to utopia, ale być może, gdyby każdy człowiek mógł kochać i być kochany, świat byłby dużo piękniejszy, bez wojen, przemocy i głodu? Moja powieść porusza temat miłości jako istoty relacji pomiędzy ludźmi, ale doświadczają jej oni na wielu płaszczyznach. Staram się jej dotknąć z perspektywy psychologii, filozofii i religii, a bohaterowie książki wraz z czytelnikiem doświadczają jej wielowymiarowości.

Miłość to siła, która pozwala pokonać zło?

Chciałoby się powiedzieć, że tak i teoretycznie tak na pewno jest, jednak w praktyce sądzę, że niestety niekoniecznie. Miłość, z pewnością, była powodem wielu wojen lub aktów przemocy, bo już choćby legendarne wojny trojańskie toczono o piękną Helenę. Oczywiście to wszystko jest bardzo relatywne, bo ile miłości, tyle jej definicji. Na pewno na potrzeby niniejszej rozmowy piękniej by brzmiało, gdybym tę hipotezę potwierdziła. Jednak, wbrew prawdom chrześcijańskim czy popularnym sloganom, od wieków funkcjonującym w świadomości ludzi, nie, miłość nie pokona zła, a świadczy o tym choćby kondycja etyczna dzisiejszego świata.

Nie zdradzimy losów Małgorzaty, ale na koniec zapytam, dokąd zaprosiłaby Pani czytelnika, który chciałby lepiej poznać tło powieści Na wieki wieków pani Amen?

Zapraszam do pięknego, wielokulturowego Wrocławia, który, pominąwszy mój lokalny patriotyzm, jest miastem z niezwykłą historią i zabytkami, które w dodatku pięknieje z miesiąca na miesiąc. Szczególnie do Dzielnicy Czterech Świątyń, w której, jak nazwa wskazuje, znajdują się cztery obiekty sakralne różnych wyznań: synagoga, kościół katolicki, cerkiew oraz kościół ewangelicki. Jest to symbol wielokulturowości Wrocławia. Polecam także okolice Kamiennej Góry, malowniczego zalewu Bukówka i otaczające go miejscowości, jak Paprotki czy Miszkowice, ale przede wszystkim Lubawkę i kościółek św. Krzysztofa, dawniej pod wezwaniem Czternastu Świętych Wspomożycieli. Być może wciąż można tam spotkać ducha Małgorzaty Antiocheńskiej lub chociaż ślady mojej bohaterki, rudowłosej Małgorzaty Amen, która zmaterializuje się na chwileczkę i sama opowie swoją historię…

Książkę Na wieki wieków Pani Amen kupicie w popularnych księgarniach internetowych:

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.