Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

LEPIEJ PÓŹNO NIŻ WCALE....
Notatkę dodano:2013-10-21 15:25:17

 

Poza mną dzieją się rozgrywki chochlików, mój udział im nie potrzebny zupełnie, moje opory na nic się zdają. One rozgrywają partyjkę, gdzie stawką moje kolejne dni do przeżycia. Moje nieobecności i obecności choć dla mnie mają jakieś znaczenie, im obojętne. Cztery minione dni różnobarwne niczym liście, których ogrom pod nogami gra szeleszcząc i wydając przeróżne chrzęszczące dźwięki. Jeszcze do wczoraj suche i aż zapraszające do kopania i nurzania się w ich ogrom, dziś już po wczorajszym popołudniowym i nocnym deszczu stanowią tylko niechciany element organicznych śmieci. Nie było mnie w domu i nieobecność moja miała się przeciągnąć aż do godzin po pracy w dniu dzisiejszym, jednak inne kierunki poker obrał, i poprzeinaczało się wiele. Kleszczyk w dalszym ciągu emanujący podwyższoną temperaturą zmusił mnie do przyjazdu już przed świtem, praca odstawiona na jakiś boczny tor. Priorytet to wizyta u lekarza, a skoro nie pójdę do pracy konieczne będzie zwolnienie lekarskie. Są rzeczy ważne i ważniejsze, te które mogę i które muszę. Na dziś muszę sprawdzić co gra w ciele mojego dziecka. Jeślibym bardzo chciała pewnie udałoby mi się tak przeinaczyć pewne sprawy aby obyło się bez L4, jednak może nie ma na teraz tyle tego chciejstwa, abym podjęła próbę gimnastyki planami i sprawami. Może potrzebuję paru dni spokoju od pracy zawodowej. Może tym razem lepszym dla mnie wyjściem będzie ta absencja niż zwalnianie się parę godzin przed zakończeniem pracy, galop przez całe miasto, wpadanie do ruszającego już busa niczym parująca zagoniona klacz. Tylko po to, aby płynnie wymienić wychodzącego do pracy męża. Przejęcie obowiązków, wymiana i ten ciągły pośpiech. A później odpracowywanie urwanych godzin i znaczące spojrzenia pełne pytań dlaczego, po co....Spędzamy w przychodni parę godzin, mały daje popalić, z nudów eksploduje tą swoją energią, której nawet choroba nie bardzo przeszkadza. Moja cierpliwość topnieje niczym lodowy sopel. Krople uciekającej cierpliwości. Okazuje się nic groźnego, zwolnienie do piątku, a przy okazji zdobyłam się na prośbę o skierowanie na badania dla siebie. Ot, kontrolnie choć nic nie dolega, ale może trzeba kompleksowo się sprawdzić aby spokój ciała przełożył się na spokój ducha. Chcę się utwierdzić w pewności swojego zdrowia i może jeszcze bardziej przycisnę swoje ciało. Może będę więcej od niego wymagać, i za każdym razem, kiedy ogarnie mnie marazm niechcenia powiem sobie : hola , jesteś zdrowa wysil się, stać cię na więcej, możesz jeszcze odrobinę. I będę tę odrobinę wydobywać, będę podnosić sobie niewidzialną dla innych poprzeczkę i udowadniać sobie kolejny raz, że całkiem dobrze jeszcze się mam jak na swoje parę dziesiątek lat na karku. I wbrew wszystkim nie będę ciężaru tych lat czuć na tym karku. Może nawet w tej rozgrywce nie dam forów chochlikom, mogą sobie mieszać w innych sprawach od niektórych im wara. Czasami trzeba się przeciwstawić, stawić opór, nie pozwolić na umniejszenie swojej wartości.

Ktoś do mnie mówi, bo ja mam pecha. Bo jestem mało warta, taka nieudaczna...

Nie jesteś mało warta, tylko musisz w siebie uwierzyć, nie dawaj posłuchu tym co ci tak mówią, niech nie wlewają trucizny w twojego ducha. Popatrz ile możesz, ile potrafisz. Nie umiesz czegoś ale w czymś innym jesteś niedościgła, może nie na skalę mistrzostwa ale porównaj ile jest osób, które nie mają takich umiejętności, a do twojego poziomu nigdy nie dojdą. Zajrzyj w siebie i dostrzeż ile wartościowych cech posiadasz. A jak ci ktoś spróbuje wmawiać niższą wartość to nie pozwól na takie głupie gadanie.

Pech, nie masz pecha, może nie wszystko idzie tak na maksa pozytywnie ale szczęściem jest wiele z tego co posiadasz, a te małe niedogodności, które się czasami przydarzą muszą być aby twoja równowaga miała podstawy z tej lepszej i gorszej strony. Bywa zawieje zimnym wiatrem ale są gorące dni, podobnie jak to że czasem pójdzie coś lepiej, aby kiedyś indziej troszkę się spaprało. I choć czasami bywa ciężej wiedz, że za dzień, dwa, może tydzień lub parę tygodni będzie tak dobrze, że zapomnisz o czasie kiedy było źle.

Są ludzie i czyny, które zabierają nam dużo dobrego, tłamszą nas, wgniatają w ziemię nasze dobre o sobie zdanie, umniejszają dobrego człowieka w nas. Lepiej takich omijać, choć bywa, że ich kochamy, kochaliśmy, nie widzimy ich trującego na siebie działania, wierzymy im, zaślepieni uczuciami. Bolą złe opinie, bolą złe słowa, zawoalowane uwagi. Nie potrafimy popatrzeć z dystansem i zauważyć, a najgorsze, nie potrafimy uciec od sączącej się trucizny. Łatwiej uwierzyć w swoją słabość i małość niż w to, że kochana osoba nas małymi kroczkami zabija. Bo brak wiary w swoją moc jest powolną śmiercią. Czymże się stajemy bez poczucia swojej wartości? Bezwolnymi istotami, uzależnionymi od trucicieli. Myślimy jak oni, robimy co im sprawi przyjemność, nas zaczyna nie być. Siedzi w nas czasami przez wiele lat taki mały niedowartościowany człowieczek, nie czuje swoich możliwości, inni zauważają potencjał a on pełen strachu nie próbuje, nie daje szans, bo ktoś kochany kiedyś zabił wiarę w siebie. Trzeba czasu, a czasami trzeba wejść w siebie aby dostrzec ten mankament i zawalczyć. Ja zawalczyłam i wiem, że tej mojej znajomej osobie też się to uda. Przyjdzie czas, że zauważy, otrząśnie się i da sobie szansę na stanie się kimś ważnym dla innych i najważniejszym dla siebie.

 

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163085
Osób: 145540