Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

OKRUCHY NA PODŁODZE
Notatkę dodano:2014-09-10 20:43:51

Okruszki, które spadły ze stołu pokrywając sobą podłogę sprawiają zarazem, że nie widzimy już samej podłogi tylko przeszkadzające okruchy. Moje życiowe sprawki właśnie niczym takie okruszki, przykrywają sobą to co nie moje choć ważne, smutne, powodujące różnorodność moich odczuć. Ktoś mówi, dlaczego jesteś jakaś nieswoja, w domyśle poważna, bez tego durnowatego nadmiaru chęci. Nie chcę tłumaczyć, choć mówię, że to nie moje problemy. Przecież nie swoimi się chyba nie przejmujesz...

Właśnie zdarza się, że się przejmuję, nie przechodzę obojętnie. Potrafią mną „tąpnąć” na tyle mocno, że widoczne to jest w moim zachowaniu. Potrzebny czas. Nie tyle jego muszę mieć ile ci, których bezpośrednio te sprawy dotykają, jednak parę dni na powrót do normalności mieć potrzebuję. Niewiele mogę z tym stanem rzeczy począć, widocznie wadliwy model. Nie każdy rozumie, bo przecież tak jest łatwiej, prościej, mniej skomplikowanie i klarowniej. Tylko własne sprawy, na resztę pancerz, przez który tylko jakieś szczątki współczucia przechodzą. Nie udaje mi się wyhodować takiej osłony, zresztą pewnie nawet nie potrafiłabym z nią funkcjonować tak gładko, jak ci, którym ona w wyposażeniu przypisana. Coś się wydarzy, mną zatrzęsie, wyhamowuję w normalności, podłoga z czyichś spraw staje się czysta, widzę ją dokładnie i musi spaść warstwa okruchów z moich sprawek, abym nie patrzyła na to co pod nimi. Abym zajęła się tylko moimi okruszkami. Zajmuję się nimi, ale i podłogę widzę, tylko ten obraz rozproszony.

Moje sprawki dziś dały mi spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką z jednej klasy w podstawówce, z jednej klatki, z którą dawne dzieciństwo parę wspólnych chwil miało. Zmieniłyśmy się, ona do pracy, ja na basen, każda pędzi w jakimś celu. Nasze drogi się na tę krótką chwilkę przecięły. Parę zdań, wyrywkowo o różnych sprawach, tak innych od tych sprzed czasów wspólnych zabaw i szkoły. Pobieżne wymiany nowinek, mój poranny słowotok, kiedy w tym krótkim czasie chcę upchnąć jak najwięcej z minionego czasu.

Jej : ...”pozdrów rodziców”, moje:.. „ tylko mamę, bo tata nie żyje...”, jakaś kurtuazja, słowa. I łapię się na pewnym poziomie obojętności. Czas sprawił, że potrafię już normalnie stwierdzić fakt, że mojego taty nie ma. Robi mi się smutniej, jednak ten poziom smutku to zaledwie cień, jakiś mikron z tego co było dawniej. Mówią czas goi rany. Czas najlepszym lekarstwem. Przekonujemy się o tym niejednokrotnie, staje się to naszym udziałem. Coś, co głęboko przeżywany, co zabiera nam umiejętność normalnego funkcjonowania, powoduje, że wydajemy się niczym bezwolne kukły, wraz z mijającym czasem powoduje powrót do tej ogólnie rozumianej normalności. Jakaś cząstka w nas ciągle daje pamięć o osobie, której nie ma, jakieś drobiazgi przywołują obrazy i wspomnienia, jednak nie są one już tak mocne, już da się żyć. Im więcej okruszków czasu, tym mniej widzimy podłogę. Wymiatamy je czasami, a czasami zapominamy, zresztą codziennie spadają nowe i nowe. Niech spadają, niech dają normalnie żyć, choć wiem, że ich obecność nie powoduje u mnie powstawania skorupy obojętności, na smutne sprawy, które się dopiero wydarzą.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163489
Osób: 145944