Moja piekielna Nibylandia
Paranoje i inne postmodernistyczne stany Joanny O.
Niestabilna ulotność codzienności
Notatkę dodano:2011-01-10 23:51:38

W jednej chwili można mieć wszystko, w drugiej wszystko stracić. Sukces i porażka są ze sobą ściśle związane. W chwilach, gdy już nieraz myślała, że jest wszystko na dobrej drodze, nieraz zdarzały się okoliczności nieprzewidziane, które spychały ją z tej drogi. Nieraz zadaje sobie pytanie, gdzie tak właściwie zmierza, co może osiągnąć, co tak naprawdę da jej szczęście na dłużej? Nie znalazła trwałego szczęścia w drugim człowieku, ludzie w życiu przychodzą i odchodzą, czasem zostawiając bałagan, który trzeba po nich posprzątać. Dlatego też do ludzi nie warto się przywiązywać, nie są oni bowiem gwarantem trwałego szczęścia. Jednego dnia ktoś może patrzeć na Ciebie przychylnym wzrokiem, drugiego już mógłby Ci wbić nóż w plecy. Oczywiście - życzliwi ludzie wokół to rzecz w życiu cenna, którą trzeba szanować, ale ona wiedziała, że musi pewne granice zachować tylko dla siebie, musi mieć to swoje terytorium, które nawet w wypadku przegranej uda jej się zachować tylko dla siebie. Podobnie sprawa wygląda z innymi rzeczami. Granica pomiędzy plusem a minusem jest niezwykle cienka. Kluczem do zachowania równowagi jest dystans. Dystans i zapasowa alternatywa w zanadrzu. Świat jest brutalny, wszystko zmienia się szybko i nieraz niespodziewanie. Trzeba się utrzymać na fali, bo z upadku można nigdy się nie podnieść. I nigdy, przenigdy nie pokazywać swoich emocji i słabych punktów. Bo nigdy nie wiesz, kto i kiedy wykorzysta je przeciwko Tobie...


Komentuj(1)
Formy i Fascynacje
Notatkę dodano:2010-06-29 21:58:44

Marzenia się spełniają! Jednak! Wierzyła w to, czasem mniej, czasem bardziej, ale teraz się o tym przekonała na własnej skórze. Udało się spełnić jedno z marzeń, które wykiełkowało dawno temu. Doczekała się chwili, gdy swój sposób widzenia świata utrwalony za pomocą obiektywu mogła pokazać innym. Doczekała się wystawy swoich fotografii. Czuje się szczęśliwa z tego powodu.

Przeglądając ostatnio zdjęcia, na których była zauważyła, że na każdym z nich ma przy sobie aparat fotograficzny. Niby drobiazg, ale jednak ją zastanowił… Fotografia towarzyszyła jej praktycznie od dzieciństwa. Pasją tą zaraził ją dziadek, który ponad pół wieku temu zajmował się nią półprofesjonalnie. Pamiętała dokładnie swój pierwszy aparat, który dostała, gdy miała raptem 10 lat. Nie był to żaden wyszukany model – ot zwykła tzw. małpka ze spustem migawki. Jednak to wystarczyło, by zaszczepić miłość do zdjęć. Z czasem nauczyła się inaczej patrzeć na świat, dostrzegać drobiazgi, ulotność tego, co ją otacza. Ucząc się fotografować, zaczynała od architektury, roślin, zwierząt, z czasem pojawiały się próby komponowania kadru, zwracania uwagi na coraz więcej szczegółów. Ale to nie było wystarczające, czegoś jej brakowało. Jak się okazało to, czego jej brakowało w fotografii to był właśnie człowiek. Ludzie – nieraz zatopieni w potoku codzienności, w zwykłych, prostych sytuacjach, przeżywający emocje, zamyśleni, spieszący się, fascynujący w swojej różnorodności... I to właśnie swoje fascynacje pokazała światu. Jest szczęśliwa, że mogła się tym podzielić...


Komentuj(1)
Fatałaszki, gałganki i drobiazgi
Notatkę dodano:2010-05-17 23:07:41

Nie ma prawdziwego szczęścia. W każdym razie nie da się go dotknąć, nie można go zmaterializować. Prawdziwe szczęście kryje się w drobiazgach codzienności - za czyimś magicznym uśmiechem, figlarnym spojrzeniem, za czyimś delikatnym dotykiem i za muśnięciem ust. Prawdziwe szczęście kryje się za wypowiedzianym słowem, za żartem zrozumiałym tylko przez dwie osoby, za wyszeptanymi wprost do ucha komentarzami do filmu w kinie, za delikatnymi łaskotkami. Prawdziwe szczęście to czas, który można z kimś spędzić, kiedy nie trzeba udawać kogoś, kim się nie jest, kiedy po prostu można siedzieć i milczeć ze sobą patrząc w tym samym kierunku. Prawdziwe szczęście to móc dzielić z kimś tę codzienność i te drobiazgi. Nie trzeba wielkich czynów, deklaracji przywiązania, nie potrzeba przepychu i bogactwa, nie trzeba wielkich osiągnięć i medali za honor czy odwagę. Prawdziwe szczęście to drugi człowiek przy boku - taki, przy którym można realizować marzenia, taki, za którym się tęskni już kilka minut po pożegnaniu, taki, przy którym chciałoby się zasypiać i budzić obok, z kim chciałoby się zdobywać szczyty, ale też być razem w chwilach upadku. To jest prawdziwe szczęście, a może to miłość...


Brak komentarzy
Obronna ręka losu
Notatkę dodano:2010-04-26 22:28:45

Czasem upadała bardzo nisko, by potem podnieść się niczym Feniks z popiołów. Popioły były najlepszymi nauczycielami - nauczycielami życia. Popioły ją oczyszczały, pozwalały na wiele spraw spojrzeć z innej, bardziej obiektywnej perspektywy. Popioły pozwalały jej na reaktywację. Tym raziem było tak samo. Upadła tak nisko, że już niżej się nie dało. Pozostawiona sama sobie, pozbawiona elementarnej ludzkiej godności żyła jak zwierzę, które próbuje za wszelką cenę przetrwać. Cena była wysoka, ale przetrwała. Czy nauka, którą z tego wyniosła warta była swojej ceny? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno wnioski na przyszłość wyciągnęła, zmieniła się pod wpływem tej nauki, dorosła jeszcze bardziej, nabrała jeszcze więcej charyzmy i siły charakteru. Na pewno też na przyszłość w przypadku podobnych okoliczności będzie wiedziała dokładnie jak postąpić, by ewentualnie nie zaszkodzić samej sobie, by nie dawać innym więcej niż na to zasługują, by dawać dopiero, gdy sami poproszą, a i to niekoniecznie zawsze. Nauczyła się strategii, nauczyła się, że nie trzeba zawsze i w każdych okolicznościach być dobrym, miłosiernym i ofiarnym. Nauczyła się szanować siebie jako człowieka, nauczyła się być zdrową egoistką, nauczyła się wymierzać karę tym, którzy na to zasługują i nauczyła się demaskować obłudę w stylu morderstwa w białych rękawiczkach. Nauczyła się zachowywać zimną krew, być chłodna i podchodzić do życia i ludzi racjonalnie, a nie emocjonalnie. Zrozumiała, że bardzo często życie jest jak poker - nie zależy od tego jakie masz karty, a jak potrafisz kantować przeciwnika. Nauczyła się rozgrywać swoje życie. To wszystko bardzo cenne nauki. Ale musiała upaść, by móc wziąć udział w takiej lekcji. Musiała wiele stracić, części z tego już nigdy się nie odzyska. Trudno określić bilans tego wszystkiego - czy zyski były większe od strat czy może było na odwrót. Na podsumowanie przyjdzie czas znacznie później. Na razie odrodziła się z popiołów. Stoi znów prosto, z podniesioną głową, patrzy przed siebie, nie za siebie i rzuca nowe wyzwanie życiu. Tym razem nie rzuca rękawicy na początek walki. Tym razem idzie z życiem w parze. A jej recepta na szczęście - nowa nauka, kilka przyjaźni od lat, odgrzebany stary, niezmienny entuzjazm, kilka starych sentymentów, trochę starych piosenek, podniesione czoło i wiara w to, że wszystko może osiągnąć - o ile bardzo tego chce. Znów stoi z podniesionym czołem. Wygrała. Po raz kolejny!


Brak komentarzy
Nie bądź naiwny, marzenia się nie spełniają
Notatkę dodano:2009-06-28 01:53:52

Życie w jednej chwili potrafi stracić smak, w jednym, małym momencie. Najpierw pokazuje jak bardzo blisko jest się od spełnienia swoich marzeń, tych najskrytszych, tych pełnych smaku, koloru, zapachu i gwaru. Pokazuje jak bardzo blisko jest ten cel, by po chwili go zabrać sprzed oczu, by pokazać, że to było zbyt piękne, dlatego niemożliwe... Znów życie dało w pysk i kopnęło w zad, znów zgięło w pół. W jednym momencie z barwnej karuzeli stało się czarno-białą fotografią. Znów z wykwintnego, dobrze przyprawionego dania stało się bezsmakową breją.

"Całe życie kobiety, w jednym dniu. Jeden, jedyny dzień, i w ten dzień… całe jej życie."

"Pani Dalloway… wiecznie wydająca przyjęcia, by zapełnić nimi ciszę."

"Chciałem być pisarzem, chciałem wszystko opisywać. Zatrzymywać chwilę. To jak wyglądały kwiaty w twych ramionach, gdy tu weszłaś. Ten ręcznik. Jego zapach, jaki jest w dotyku. Jak jest tkany. Wszystkie nasze uczucia. Twoje i moje. Dzieje ludzi, którymi kiedyś byliśmy. Wszystko na tym świecie. Wszystko to splątane ze sobą. Ale poniosłem porażkę."

"- Wydaje mi się, że pozostaję przy życiu, by cię zadowolić.
- I cóż w tym dziwnego. Ludzie tak robią. Żyją dla siebie nawzajem.
- A twoje własne życie? A Sally? Gdy umrę będziesz musiała pomyśleć o sobie. Jak ci z tym będzie?"

"To tego dnia, właśnie tego dnia, jej los stał się dla niej jasny."

"Ona umrze. Właśnie. Zabije się. Z powodu na pozór nieistotnej sprawy."

"Ciotka jest bardzo szczęśliwą kobietą Angeliko, egzystuje w dwóch światach. Jednym jest jej życie, drugim książka, którą pisze. Czyni to z niej prawdziwą wybrankę losu."

"- Nie widzisz, że jest dziwny?
- Widzę, że jest smutny.
- Wszyscy twoi przyjaciele są smutni."

"Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam przed sobą nieograniczone możliwości. Pamiętam jak powiedziałam Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna i zawsze będę je odczuwać. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Właśnie ten moment."

"Nawet najuboższy pacjent może wyrazić swoje zdanie na temat zalecanej mu terapii, wyrażając tym swe człowieczeństwo."

"Nie można znaleźć spokoju, unikając życia."

"- Nic nie musisz. Rób co uważasz.
- A jednak będę musiał zmierzyć się z godzinami, po przyjęciu i później."

"Dlaczego ktoś musi umrzeć? W powieści, powiedziałaś, że ktoś musi umrzeć. Dlaczego? To głupie pytanie?
- Skądże
- Więc?
- Czasem ktoś musi umrzeć, abyśmy zaczęli bardziej cenić życie. Kontrast.
- Kto umrze? Powiedz….
- Poeta, wizjoner."

"Drogi Leonardzie, patrzeć życiu prosto w twarz, zawsze prosto w twarz. Poznać je, jego smak. W końcu poznawszy je, pokochać takim jakie jest. A potem…. Zrezygnować z niego. Leonardzie, między nami lata, wciąż lata, wciąż… miłość, wciąż… godziny…."


Brak komentarzy
Zależność woli życia od intensywności bodźców
Notatkę dodano:2009-06-27 18:28:48

Życie smakuje każdego dnia inaczej. Jednego dnia jest to smak tętniącego życiem Istambułu, innym razem paliwa samolotowego, międzynarodowego gwaru. Kiedy indziej jest to lekko słonawy zapach tańczącego tłumu w klubie spod ciemnej gwiazdy, smak świeżej jeszcze przyjaźni, smak śmiejących się oczu, które zdają się mówić: Dla takiego szaleństwa warto żyć, chociaż kolejny dzień okupuje się nieraz syndromem dnia wczorajszego. Czasem życie ma cierpki smak, smak łez, dylematów, strachów i własnych ograniczeń. Zdarza się też tak, że życiem się odbija, wymiotuje. Wszelkie gastryczne przypadłości są tu znacznie częstsze niż przy normalnych pokarmach. Życie nigdy nie było normalnym pokarmem. To zdrowe nie zawsze smakowało, było mdłe, za mało przyprawione, za mało pikantne, nie pobudzało apetytu na więcej. To, które smakowało zawierało zazwyczaj dużo niezdrowych składników - konserwantów, używek, szaleństwa, nierównowagi, adrenaliny. Bywało zbyt słodkie, zbyt pikantne, zbyt słone. I właśnie dlatego tak bardzo pobudzało apetyt na więcej. Bo nigdy nie było wiadomo jak będzie smakował kolejny kęs.

Równie ważny jak smak jest dźwięk. Ten, który najbardziej pieścił uszy był nieprzewidywalny, wielotonowy, wielobarwny. Dźwięki przewidywalne były nudne, spokojne, nie stanowiły dobrego dodatku do tej wersji życia, która tak bardzo smakowała.

Oczy? Wzrok? Najlepiej jeśli wszystko wiruje dookoła, a barwy zmieniają się jak w kalejdoskopie. Powinny też być nasycone, wyraziste. Szarość jest artystyczna, ale nie sprawdza się w codziennym życiu. Szara masa była zawsze tylko szarą masą, wybijały się zawsze barwne jednostki.

Trwaj chwilo! Jesteś piękna...

314975d863b6131b55a6bff0cad99e07.jpeg

Brak komentarzy
Drogi, bezdroża i rozdroża
Notatkę dodano:2009-06-16 21:58:26

Od jakiegoś czasu czuła się tak jakby znajdowała się w martwym punkcie, nie wiedziała co dalej zrobić ze swoim życiem. Za dużo możliwości wyboru, za dużo pytań, a za mało odpowiedzi...

"Jak KTO chcesz być?
- Nie chcę być jak Ktoś. Chcę być jak JA SAMA."

9db4cf530f3d6a017d8c0c04b45cfeb5.jpeg

Brak komentarzy
Między ziemią a niebem...
Notatkę dodano:2009-04-22 23:25:04

Nie była jeszcze w niebie, od ziemi też się oderwała. Była w swoim wymiarze czasu i przestrzeni. Kochała to, czuła się szczęśliwa. Znów czuła, że żyje. Ciekawe kiedy znów nastąpi śmierć...


Brak komentarzy
Trudna sztuka życia między dwoma światami
Notatkę dodano:2009-03-17 22:30:48

Od dawna żyła na pograniczu rzeczywistości i wyobraźni. Rzeczywistość była nie do zniesienia, to w wyobraźni znajdowała ucieczkę od beznadziei i marazmu dnia codziennego. Jedynie w wyobraźni czy w marzeniach była tak naprawdę szczęśliwa. Rzeczywistość była odmienna o równe 180 stopni od wyobraźni, wszystko było zawsze nie tak jak miało być. Mimo to starała się żyć w tej rzeczywistości nie do życia. Uczyła się miejsc, uczyła się w nich żyć, choć każde było niedpowiednie, każde inne było lepsze od tego, w którym była obecnie. Przez to często była zawieszona jakby w próżni, nigdzie nie czuła się swojo, u siebie, chciana i tak dalej, zawsze była wyrzutkiem. Bez okazywanych emocji - zarówno okazywanych jej, jak i przez nią. Z każdym kolejnym rokiem, miesiącem, dniem stawała się coraz bardziej pusta, wypłowiała z czegoś, co można nazwać człowieczeństwem. Jej oczy nabierały cech wzroku robota - pustego, przenikliwego i nie wyrażającego żadnych, ale to absolutnie żadnych emocji. Czasem na ustach pojawiał się wyraz uśmiechu, zniecierpliwienia, grymasu, ale oczy były ciągle takie same - jak dwie szklane kulki osadzone w oczodołach. Nie czuła się naturalnie, nigdzie, nigdy. Wstawała rano i zakładała maskę pozornej szczęśliwości i zadowolenia, wychodziła z domu w tłum, w tę dżunglę codzienności. Starała się przetrwać. Z każdym dniem było trudniej, była coraz bardziej zniecierpliwiona, zrezygnowana, sfrustrowana. Wracała do domu, ściągała maskę, choć przez chwilę była sama ze sobą. Tą prawdziwą sobą. Potem kładła się spać... z nadzieją, że to ostatni dzień, że jutro już nie usłyszy budzika, że się nie obudzi. Poświęcała się zawsze dla innych, zawsze z silnego poczucia obowiązku. Bo tak się powinno, bo tak wypada. Nikt nigdy nie pytał jej o zdanie, o to, czy chce, czy może, czy da radę. Zawsze było: musisz. Zamykała się w swoim świecie coraz szczelniej, a na zewnątrz się uśmiechała. Kamuflaż idealny, nikt nic nie widział, nikt nic nie podejrzewał. A ona gniła od środka. Czuła się jak staruszka toczona trądem... Nie było ratunku! To się musiało tak skończyć! Kolejną katastrofą dnia codziennego...

c64e270c67965462470b355ebb86b2c3.jpeg

Brak komentarzy
Esencja życia
Notatkę dodano:2009-02-26 19:21:11

W życiu chodzi tylko o serotoninę i endorfinę. Tylko tyle. Ludzie zabijają się, łykają różne pigułki, skaczą z wysokości, wydają pieniądze na dziwki, robią zakupy, objadają się tylko po to, by podnieść sobie poziom tych związków chemicznych. Tylko tyle, a ile zachodu. W gruncie rzeczy, życie jest takie proste, a człowiek obudował je takimi różnorakimi kontekstami. Gdyby człowiek pierwotny żył tak, jak współcześni ludzie to zdechłby z głodu góra po miesiącu, bo greenpeace nie pozwoliłoby mu polować na mamuty, ewentualnie wymarłby w trzecim pokoleniu, bo tyle czasu zajmowałyby gody, jakieś kontrole urodzeń itd. Ona jeszcze potrzebowała adrenaliny, wtedy życie było kulą, czyli kształtem idealnym.


Brak komentarzy

Wątki:

Blog(63)

Moje książki

Licznik

Odsłon: 68434
Osób: 62443
Blog granice.pl. Ta strona jest nieoderwalna częścią serwisu www.granice.pl właściciela firmy W&w. 2008-2017