Szufladkowe notatki czterdziestoparolatki
Zwolnij w codziennym biegu ,dostrzeż piękno chwili .

logo

GRANICE TOLERANCJI
Notatkę dodano:2014-02-05 21:26:41

Zdarzają się chwile, których tempo przepływu powoduje w ostatecznym rozrachunku stwierdzenie, że minęły a jakby ich nie było. Przeleciały takim galopem, że zauważenie ich i delektowanie się smakiem było niemożliwe. W zasadzie całe nasze życie takim tempem goni. Jeszcze moment temu przecież byliśmy dziećmi, młodzieżą, a już ten czas dawno bezpowrotnie przeleciał. Zostaje po nim na pamiątkę to, co w naszych głowach. Jakieś myśli, wspomnienia, minione znajomości i epizody. Mój wczorajszy dzień też takim epizodem w tej gonitwie przelatującym się stał. Zaabsorbowanie pracą, później jakieś narzucone sobie zajęcia, które choć na tamtą chwilę istotne, jutro już niczym się staną. Jakieś rozliczenia pitów, pieczony biszkopt na tort dla Kleszczyka. I zabrakło czasu na zostawienie śladu po tym dniu. Słodki tort zostanie zjedzony, zdmuchnięta świeczka pozostanie w pamięci dziecka, stanowiąc kolejny stopień wtajemniczenia w dzieciństwo. Dla mnie ta świeczka niczym oznaka mijającego czasu. Bo przecież tak niewiele minęło, od kiedy ten mały człowiek pojawił się w moim świecie a już okazuje się cyferka na torcie siedem razy zmieniła formę. Ale to jutro, dziś opracowuję strategię na ten nadchodzący dzień. Przed czterodniową nieobecnością mam wolne, które pozbawione godzin tylko dla siebie sprawią, że ten dzień nasycę sprawami mogącymi w najbliższej przyszłości ułatwić życie moim chłopakom opuszczonym przeze mnie. Zabudujemy sobie te osobne godziny, i one także przeminą. Moje myśli oscylują wokół tego przemijania przyciągane z dziwaczną mocą. A przecież ani to nic nowego ani odkrywczego. Może więcej ostatnio tych moich myśli będących konsekwencją przemyśleń dotyczących nawały tragedii w rodzinie Popielów. Zdaję sobie sprawę, że takich rodzin pewnie znajdzie się więcej. Nie wiem o nich, z różnych przyczyn. O tej wiem, i męczy mnie bardzo, że moje prośby o wsparcie nie dają efektów. Po cóż nam portale społecznościowe, na których określamy się jako znajomi. Cóż to za znajomość, jeśli nie można liczyć w najmniejszych sprawach na innych. Ktoś mi kiedyś zarzucił, że mam opór przed rozmową z obcymi na gg. Nie wypieram się , choć jestem w miarę komunikatywna, nawiązanie rozmowy z wyrwaną z tłumu obcych osobą nie zawsze jest przeze mnie pożądane. Znajomy, choćby z widzenia to jednak jakaś twarz, postać, skojarzenia. Nawet moje „przystankowe” znajomości są dla mnie łatwiejsze od tych zupełnie anonimowych. Taka obca osoba może być każdym. Może się podszywać, fantazjować, konfabulować lub kłamać. A ja jakoś strasznie obciążona jestem przeczuleniem na kłamstwo. Nie spotkałam jeszcze takiego mistrza kłamstwa, który wcześniej lub później się nie pośliznął na swoich wydumaniach. Często odkrycie jednego małego kłamstewka powoduje posypanie się dalszego ciągu oszustw niczym klocków domina. I tak jak te prawdziwe sypiące się klocki sprawiają mi swoim widokiem pewną przyjemność, tak nawałnica kłamstw, budzi odrazę. Nie chcę uczestniczyć jako słuchacz, odbiorca lub okłamywana w tym żenującym popisie. W zamierzchłej przeszłości pewna osoba chcąc się w moich oczach ukazać lepszym, podkolorowała odrobinę swój obraz. Jakieś wewnętrzne mrowienie kazało mi drążyć, do szczegółu się przyczepiłam, aż klocki się posypały tak jak posypała się nasza dopiero pączkująca znajomość. Życie uczy nas od dnia narodzin aż do kresu, gorzkie bywają lekcje i podbarwione humorem, kosztowne i ogałacające nas, ale dzięki temu dające się zapamiętać. Mam nadzieję, że tamta osoba wyniosła z naszej znajomości jakąś naukę, ja dzięki temu czegoś się nauczyłam, i nie była to tolerancja na kłamstwo. Tej tolerancji chyba się nie nauczę, tak jak nie nauczę się beztrosko kłamać. Zresztą wcale nie pragnę tej umiejętności, prościej mi jak nie muszę kluczyć.

« Powrót na blog

Skomentuj
Nick(wymagany)

Wątki:

Licznik

Odsłon: 163231
Osób: 145686