Za kulisami „Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz

Data: 2021-11-04 13:55:35 Autor: Zosia Czyńska

Kochacie Jeżycjadę? Jeśli tak, to zapewne ucieszy Was informacja, że Małgorzata Musierowicz wraz z córką Emilią Kiereś przygotowały książkę Na Jowisza! 2. Nadal uzupełniam Jeżycjadę – drugi tom ciekawostek o ukochanych postaciach sagi. Opowieść o tłumnie zapełniających strony przeszło dwudziestu tomów bohaterach – rodzinie Borejków i ich przyjaciołach – nie istnieje przecież w próżni. Jak pokazują autorki, kluczowe dla fabuły miejsca istnieją, a niektóre wydarzenia przydarzyły się im lub ich bliskim. Jeżycjada to historia, która zdarzyła się i zdarza naprawdę.

Specjalnie dla Was zebraliśmy dziesięć ciekawostek o sadze, której powstanie w 1975 roku sprawiło, że już trzecie pokolenie czytelników zagląda do okien domów na poznańskich Jeżycach. Po więcej – zapraszamy do książek Na Jowisza! oraz Na Jowisza! 2.

Jeziora, ach, jeziora!

- Tylko mieszczuchy i ciaplaje- rzekł stryj głosem zmienionym – nie mogą wytrzymać na łonie natury. Nie ma przyjemniejszych wakacji niż namiotowe.
- Rzeczywiście – odparła Ida z gryzącym sarkazmem. – Wszystko mokre: śpiwór, koce, materace, odzież i buty. Żadnego towarzystwa, bo tata specjalnie wybrał ustronne pustkowie, żeby odpocząć od wielkomiejskiego gwaru. Paru łysych wędkarzy, to wszystko.
- Cudowne warunki! – zapalił się stryj. – Mówisz, że gdzie to jest? W Czaplinku?

(Ida sierpniowa)

Nic piękniejszego niż wakacje nad jeziorem, w lesie, w ogóle wśród przyrody. Borejkowie i ich dzieci kochają zieleń. Znacznie bardziej niż miasto, choć Poznań ma swoje zalety – choćby Biblioteka Raczyńskich albo teatr. Ale jeziora… O, jeziorom nic nie dorówna! Nawet wielkomiejska Ida Borejko z Idy sierpniowej w końcu zmieni się w odpoczywającą wśród łąk doktor Idę Pałys we Wnuczce do orzechów. A zatem zapraszamy w okolice między Pobiedziskami i Kostrzynem, gdzie nie tylko od lat zamieszkują Rumiankowie, gdzie Ida z Markiem wyremontowali Ruinkę, Pulpecja wprowadziła się z rodziną, a Małgorzata Musierowicz codziennie podziwia wspaniałe pejzaże. Lasy, jeziora i piękno przyrody. Czy można chcieć więcej? Wiśnie owocują jak szalone, ludzie cenią naturalną żywność od sąsiada, a czas płynie powoli, w sam raz na tyle, aby docenić uroki codzienności.

Ten przystojny brunet

Usunęli się na bok i przepuścili wchodząca osobę – bujna piękność o rudych lokach i wybitnym biuście. Olśniewająca ta dziewczyna miała bardzo zgrabne nogi, zielone oczy, urocze piegi i czekoladowy płaszczyk, w którym było jej bardzo do twarzy. Na jej widok Sławka zupełnie zamurowało, dziewczyna zaś stanęła jak wryta i zrobiła się czerwona na twarzy i szyi, co Genowefa odnotowała nie bez zdziwienia.
- Dzień dobry – powiedział nieswoim głosem Sławek.

(Opium w rosole)

Wśród licznych miłości Idy Sławek Lewandowski był postacią szczególną. Podczas prac nad Na Jowisza 2 autorka pokazała czytelnikom dwie wersje tej postaci. Specyficzny plebiscyt miał rozstrzygnąć, który ze Sławków bardziej się podobał. Szczupły, o szafirowym spojrzeniu, męski specjalista od wszystkiego, czy nieco przypominający wyglądem Juliusza Słowackiego marzyciel. Sławek idealny, Sławek doskonały. A jednak, jak pamiętamy, Idusia wybrała Pałysa, a nie Lewandowskiego. Może zadziałała tu samospełniająca się przepowiednia – albo raczej wątpliwość Franciszka Lewandowskiego, który wytknął synowi różnice dzielące Sławka i Idę? Tu mechanik w zajezdni tramwajowej, a tu studentka medycyny. Gdzie właściwie mieliby mieszkać? Czy jednak to rzeczywiście zadecydowało o wyborze Idy?

Listy, listy, listy

Kochana Mamo, korzystam z tego, że ten potwór Gaba poszła do kuchni, żeby wlać ten swój obrzydliwy kisiel do słoika i szybko się dopisuję. Po pierwsze, co ona mówi, że kłamię z tymi oczami. Chyba ja lepiej wiem, jak się czuję. A poza tym muszę Ci powiedzieć, że Gabriela w tej żółtej sukni poderwała aż dwóch chłopaków. Jeden jest rudy a drugi śliczny. Ma na imię Paweł, z naszej kamienicy.

(Kwiat kalafiora)

Ach, listy! Epistolografia kwitnie w całej Jeżycjadzie. Listy uwielbiają chyba wszyscy. W Idzie sierpniowej rodzina pisze do Idy z wakacji, a Idusia odważnie odpisuje bliskim z Poznania. W Kwiecie kalafiora cała rodzina Borejków pisuje do mamy do szpitala, nie wyłączając najmłodszej Pulpy i Nutrii, we Wnuczce do orzechów wszyscy wysyłają listy do zalegającej na wakacjach Idy, w Kłamczusze Aniela śle korespondencję do Pawełka i odwrotnie itd. itd. I nie może być inaczej! Sama Małgorzata Musierowicz jest autorką i odbiorczynią tysięcy listów. Pisywała je, jak wspomina w Na Jowisza!, od zawsze. Prowadzi korespondencję mailową z tysiącami czytelników i czytelniczek, zbiera urocze i przesympatyczne kartki i liściki, wśród których są i te autorstwa Czesława Miłosza oraz Wisławy Szymborskiej. Ze wzruszeniem opowiada o czasach, gdy jej adres był powszechnie znany, zatem każdy mógł do niej napisać list, z pominięciem wydawnictwa. Oczywiście wiązało się to z szeregiem zabawnych sytuacji!

Dom z wieżyczką

Wszystko wskazywało na to, że trzeba się urządzić na wieży. Po uzyskaniu zgody mamy, pewnego popołudnia przyjaciółki zataszczyły na wieżę piecyk elektryczny, materac dmuchany, koce, lampę, adapter „Mister Hit”, stos płyt, garnek, grzałkę do wody, paczkę herbaty, cukier, łyżeczki, kubki – no i, oczywiście, książki i zeszyty.

(Szósta klepka)

Oczywiście żółta kamienica z wieżyczką przy ul. Słowackiego 18 w Poznaniu istnieje. Jak najbardziej! Przez ponad trzydzieści lat mieszkała w niej, pod numerem 8, sama autorka! W powieści to tam rozgrywały się losy sympatycznej rodziny Żaków, która przygarniała pod swój dach kolejne życiowo pogubione osoby. To tam piękna Julia czarowała grupę plastyków, tam mama Żakowa robiła urocze hipcie, ze sprzedaży których fundusze miały zasilić budżet przeznaczony na odzież dla dorastającej Celestyny i to tam mały Bobcio malował oryginalne pisanki, ozdabiając jedną z nich głową Adolfa Hitlera. Dziś, odnowiona i gruntownie zrewitalizowana kamienica, jest eleganckim punktem na mapie miasta, ale dla czytelników Jeżycjady pozostanie miejscem, w którym ważyły się losy świata. Bo cóż jest ważniejsze dla Kosmosu od prawdziwej miłości?

Filozofia i filologia

- Ci, którzy mówią głosem miękkim i bezdźwięcznym, bywają łagodni; wnioskuje się o tym z przykładu owcy. Ci zaś, którzy mówią głosem wysokim i wrzaskliwym, bywają narwani; wnioskuje się o tym z przykładu kóz – przeczytała Gabrysia z prawdziwą przyjemnością.
- Słuchajcie no, kozy nieszczęsne, gdzie jest wasz ojciec?
- Nasz nieszczęsny ojciec jest w mieście, razem z naszymi nieszczęsnymi siostrami – odparła Gabrysia, wertując Arystotelesa.

(Kwiat kalafiora)

W całej Jeżycjadzie nie brak ani filozofii, ani filologii. A to za sprawą Ignacego Borejki, filologa klasycznego, Gaby, jego pierworodnej córki, z lubością studiującej Arystotelesa i Plutarcha – często w oryginale, małego Ignacego, czytującego Parandowskiego i słuchającego na spacerach z dziadkiem o Endymionie śpiącym w grocie góry Latmos, a także innych bohaterów sagi. Łacina jest sekretnym językiem wszystkich (prawie) bohaterów Jeżycjady. I nic w tym dziwnego. Gruntowne wykształcenie klasyczne, tak cenione przez Małgorzatę Musierowicz, jest ważne dla jej postaci.

Czytaj również: Kobiety z Jeżycjady. Poznajcie kulisy powstania popularnego cyklu!

Oprócz łaciny i greki w powieściach znajdziemy także wspaniałych pedagogów, przede wszystkim niezapomnianego profesora Dmuchawca, znawcę literatury polskiej i duszy młodych ludzi. Jak pamiętacie z pierwszej części Na Jowisza!, profesor Dmuchawiec miał swój pierwowzór w postaci polonisty samej autorki. Wrażliwy, niezwykle krytyczny wobec świata Dmuchawiec rozumiał jednak wiele, za co Gaba kochała go całym sercem.

Borejko?

- Czy ja w tej grece słyszę akcent wileński? - sennie zamruczała Mila.
- W istocie. Ród mój wywodzi się spod Wilna – wyjaśnił jej mimochodem Ignacy. – Choć mamy i odnogę kiejdańską, a słynny opój Piotr Borejko, opisany przez Jędrzeja Kitowicza, był kasztelanem zawichojskim.

(Kalamburka)

Nazwisko najsłynniejszej rodziny z Jeżyc jest w istocie nie lada zagadką. Ale, oczywiście, nie wzięło się znikąd. Szczegółowo można o tym przeczytać w Na Jowisza! 2. Autorka ze swadą opisuje, jak w jej powieści znaleźli się Borejkowie. Ta ciekawa, ponadczasowa historia warta jest szczególnej uwagi. Wszak bez Borejkówien nie byłoby tych wszystkich opowieści, które bawią nas od tylu lat.

Sprawa wymyślania nazwisk dla bohaterów powieści zawsze jest bardzo interesująca. Pisarze szukają inspiracji właściwie wszędzie. Trzeba jednak nie lada wyczucia, aby trafić na takie, które łatwo i szybko zapadnie czytelnikom w pamięć. A Małgorzata Musierowicz naprawdę trafiła w samą dziesiątkę!

Brodacz za krzakiem czyli właściwie gdzie?

Trzeba się jakoś ukryć. O, może za tymi krzaczkami z tyłu pomnika. Gdyby brodacz przyszedł, pozwoli mu trochę poczekać i kiedy on już na dobre zacznie się niepokoić, ona wycofa się ostrożnie na ścieżkę i wyjdzie na polankę przed pomnikiem z miną niezależną.

(Szósta klepka)

Świat bohaterek Jeżycjady pełen jest miłości. Wzdychają one do niebieskookich blondynów (Aniela), do wątłych blondynów (Ida), a czasami do tajemniczych brunetów (Cesia). Takie jest prawo młodości – wybrany obiekt westchnień może nie być ideałem, ale musi istnieć, bo inaczej życie byłoby smutne i szare.

W świecie powieści Małgorzaty Musierowicz miłości nie brak i zawsze związane są z nią ciekawe historie. A to niejaka Anielka (Kłamczucha) upatrzy sobie na wakacjach uroczego blondyna i pojedzie za nim aż do Poznania, aby tam, udając gosposię, jako Frania, uczestniczyć z ukrycia w domowym życiu swojego obiektu westchnień, a to Bernard Żeromski (Brulion Bebe B.) samozwańczo wejdzie w rolę, której nikt mu wobec jego ukochanej nie przyzna, a to Cesia Żakówna (Szósta klepka) ukryje się za krzakami w parku Moniuszki, gdzie zderzy się z Zygmuntem, do którego wzdychała cały wieczór. Tajemnice, plany, misterne intrygi są w powieści na każdym kroku. Wystarczy dobrze poszukać – naturalnie najlepiej z książką w ręku!

Rosół i cenzura

- A co ojciec  myśli? A czemu bym nie miał się ożenić?
- Bo nie masz mieszkania – rzekł ponuro pan Lewandowski. – Bo nie masz pieniędzy. Bo zaraz stracisz pracę. A jeszcze dlatego, że czasy są psie i nie wiem, komu by się chciało zakładać teraz rodzinę.
- A tyś się żenił w lepszych czasach? – zapytał Sławek ze wzburzeniem.

(Opium w rosole)

W 1983 roku Małgorzata Musierowicz oddała do redakcji pierwszą wersję Opium w rosole. Jak szczegółowo opisuje tę historię w Na Jowisza! 2, droga do publikacji była daleka. To jednak była nie lada sztuka, tak napisać powieść dla młodzieży, aby napomknąć w niej o trudnych latach stanu wojennego, oddać jego klimat i nie narazić się cenzurze. Bo choć brzmi to zupełnie egzotycznie, w Polsce aż do 1990 roku istniała instytucja, która odrzucała wszystko, co było niezgodne z pojmowanym przez nią „interesem społecznym”. Nazywała się dramatycznie – Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Smutni panowie z tego organu czytali i oglądali wszystko, co mogło trafić na tzw. rynek. Nasza Księgarnia, wydawca powieści Małgorzaty Musierowicz, wpadła jednak na pomysł, jak sobie z tym organem poradzić!

Bernard Żeromski

Oto z potężnej belki, łączącej konstrukcję schodów ze ścianą, zwisał jakiś krępy kształt i zajmował część przestrzeni na trasie wiodącej od tablicy z portretem patrona szkoły do sekretariatu. Zwisał i dyndał, dyndał i przebierał pokracznie grubymi nogami w pasiastych skarpetach a na domiar wszystkiego wydawał tubalne okrzyki (…).

(Brulion Bebe B.)

Bernarda nie sposób było nie kochać – zjawiał się zawsze, gdy był potrzebny, miał uroczy sposób na pokonywanie chandry tubalnym śmiechem, wpisywał do dzienniczka Bebe fantastyczne riposty i w ogóle był zupełnie antysystemowy. Tacy ludzie jak Bernard Żeromski rozłożyli PRL na łopatki samym tylko poczuciem humoru i niezwykle zdrowym podejściem do życia. Krótko mówiąc – filozofia Żeromskiego polegała na tym, aby robić to, co jest miłe, nikomu nie czynić krzywdy i poprawiać świat, choćby mimochodem. Ot, choćby torty, które wychodziły spod jego ręki! Malownicze arcydzieła sztuki kulinarnej. Jeśli dodać do tego szaloną pasję kolekcjonowania guzików, odkryjemy człowieka z wielką fantazją i poczuciem prawdziwego piękna. A takich postaci w Jeżycjadzie nigdy nie brakowało!

Kołdry i bramy.

Wyjście na Roosevelta!!!
Aniela wyszła przed bramę o niebieskich szybkach. Istotnie. Ulica Roosevelta była właśnie tą ruchliwą arterią z tramwajami. Dom miał numer pięć, wszystko się zgadzało. Kamienica była przejściowa. Pawełek mieszkał jednocześnie przy ulicy Roosevelta i przy Zaciszu.

(Kłamczucha)

Wędrowanie po Poznaniu śladami bohaterów Jeżycjady to nie lada gratka. Samo zaglądanie na Słowackiego, na Roosevelta, do willi Mamertów, szukanie swego miejsca w pierwszym rzędzie Opery, słuchanie koncertu w poznańskiej farze, spacer po parku Moniuszki, kawa w Merkurym i mnóstwo miłych wspomnień z tego uroczego miasta. Czytając powieści Małgorzaty Musierowicz, wchodzimy w świat, który istnieje, którego początek jest gdzieś w życiu autorki, a koniec – w naszej wyobraźni. Co nie znaczy, że niektóre miejsca nie istnieją naprawdę! Choćby tak egzotyczne, jak Wytwórnia Kołder przy Roosevelta 5. Jak pisze w Na Jowisza! 2 autorka: Jest to jeden z tych punktów starych Jeżyc, które trwają, niezmienione, od kilkudziesięciu lat. I to kochamy w Jeżycjadzie. Pewne rzeczy nigdy się tam nie zmieniają.

Świat bohaterów „Jeżycjady” emanuje optymizmem, a optymizm to motto życiowe autorki. Bo przecież po najdłuższej zimie zawsze zaświeci słońce, a my, z motyką, rzucimy się do ogrodu, aby uratować świat przed chaosem (Na Jowisza! 2. Nadal uzupełniam Jeżycjadę). A zatem – bierzmy się do lektury. A potem – do pracy!

Książkę Na Jowisza! 2. Nadal uzupełniam Jeżycjadę kupicie w popularnych księgarniach internetowych: 

1

Zobacz także

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.