Znalezione nie kradzione

Wydawnictwo: Albatros
Data wydania: 2015-06-10
Kategoria: Fantasy/SF
ISBN: 9788379855803
Liczba stron: 544

Ocena: 4.73 (30 głosów)

,,Pobudka, geniuszu" - tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni.

Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy'ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem - Morris Bellamy, wściekły nie tylko o to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy'ego Golda dla zysków z reklam. Morris wymierza Rothsteinowi karę najdotkliwszą z możliwych. Zabija go i opróżnia jego sejf z gotówki. Kradnie też notesy zawierające co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieść z Goldem. Morris ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy'ego. Teraz Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większym obłędem, wychodzi na wolność.

Kup książkę Znalezione nie kradzione

Sprawdzam ceny dla ciebie ...

Zobacz także

Opinie o książce - Znalezione nie kradzione

„Znalezione nie kradzione” to niezbyt udana kontynuacja „Pana Mercedesa”. Główny bohater, Brady, jest w szpitalu, w którym wybudził się ze śpiączki. Powinien być warzywem, ale nim nie jest. Co nieco jeszcze znaczy, choć już niewiele, bo wzbudza w ludziach strach i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe, choć nie powinno się zdarzyć bez udziału rąk.

Emerytowany detektyw, Hodges, i jego zgrana ekipa w postaci Jerome’a i Holly, znowu mają zagadkę do rozwiązania. Tym razem wszystko kręci się wokół starszego brata Tiny, którego rodzina zamieszkała w domu, kiedyś zajmowanym przez mordercę, Morrisa Bellamy’ego.  Wychowywany w tym samym miasteczku, znał tu każdy kąt, co również będzie miało wpływ na przebieg akcji oraz  całą fabułę.

Zacznijmy jednak od początku…

Przyglądamy się tej całej historii z dwóch punktów widzenia.

Z jednej strony mamy człowiek zwanego później Czerwonoustym, popełniającym właśnie okrutną zbrodnię. Zamierza zamordować pisarza, który po sukcesie cyklu z jednym ze swoich bohaterów w roli głównej, zaszywa się gdzieś na prowincji, by odtąd wieść proste życie. Nie przestaje jednak pisać i spod jego pióra wychodzi mnóstwo nowych historii, które trzyma w sejfie – razem z czekami – nie chcąc pokazywać ich światu.

Pewnego dnia w jego domu pojawia się trzech mężczyzn, którzy go zabijają, zabierając rzeczy z jego sejfu.

Od tego momentu King, jak to ma w zwyczaju, snuje wolno swą historię, opisując dalsze dzieje jednego z nich. Powód, który sprawił, że trafił do więzienia i jak po wielu latach z niego wyszedł.

Z drugiej strony poznajemy historię chłopca, Peter’a Saubersa, który jest synem jednej z ofiar Pana Mercedesa. Jego ojciec miał problemy z chodzeniem, po tym, jak Brady najechał na niego swoją furgonetką. Pete nieopodal swojego domu znajduje zakopaną skrzynię, a gdy ją otwiera, okazuje się, że w środku znajdują się nie tylko pieniądze, ale i tajemnicze notesy.

Obie te rzeczy zupełnie zmienią jego życie, odwrócą je do góry nogami.

Czytamy z początku te dwie, zupełnie odrębne od siebie historie, czując, że musi istnieć między nimi jakieś powiązanie, coś co je splata.

A z czasem powiązań jest coraz więcej.

Bellamy chce odzyskać to, co kiedyś udało mu się zakopać nieopodal własnego domu, który teraz należy do Saubersów. Pod koniec książki następuje istny wyścig z czasem; Peter, który z pomocą znalezionych pieniędzy mógł pomóc swojej rodzinie, teraz chce kontynuować pomoc, sprzedając bezcenne notesy. Niestety, Bellamy zna to miasto, jak własną kieszeń, w więzieniu sporo się nauczył i depcze chłopcu po piętach.

Tylko dzięki intensywnym działaniom Hodesa i dwójki jego pomocników, nie przybywa zbyt wielu ofiar, a cała historia, która skąd inąd wzięła się z tego, że czytelnikowi nie spodobał się sposób poprowadzenia głównego bohatera jego ulubionego cyklu, mogła się skończyć tak, a nie inaczej.

A wielu jej bohaterów, tym razem tych stworzonych przez Kinga, mogło dzięki zbiegom okoliczności,  twardym negocjacjom, lub zmianie osobowości, w taki, czy inny sposób spełnić swoje marzenia, lub stawić czoło tym członkom rodziny, z którymi do tej pory bali się konfrontacji.

Nie ma tu żadnej wielkiej zagadki, ani wielkiego olśnienia nad jej rozwiązaniem. Bywały momenty, w których lektura się dłuży i staje się niemal nie do przejścia. Przyspiesza na końcu, zaledwie sto stron wcześniej, a całość ratują głównie dobrze wykreowani bohaterowie i ich zimne, gotowe do działania, bystre umysły.

Książka na kilka długich i zimnych wieczorów. I nic więcej.

Link do opinii
Avatar użytkownika - Domi__T
Domi__T
Przeczytane:2016-03-07, Ocena: 5, Przeczytałam, 52 książki 2016, 9,
Drugi tom z kryminalnej serii o Billu Hodgesie podobał mi się trochę mniej niż "Pan Mercedes", ale wciąż uważam, że te kryminalne powieści Kinga są lepsze od jego horrorów i mam nadzieję, że będzie kontynuował cykl. Pete przypadkiem znajduje niewydaną książkę sławnego przed laty pisarza, zabitego przez fana psychopatę. Tym cennym znaleziskiem chłopiec ściąga na siebie ogromne niebezpieczeństwo.
Link do opinii
Avatar użytkownika - agnik66
agnik66
Przeczytane:2016-09-30, Ocena: 2, Przeczytałam, 52 książki 2016,
kingaczyta.blogspot.com Był "Pan Mercedes" i był mój pierwszy, szczery zachwyt twórczością Kinga. Bez wahania postanowiłam sięgnąć po kolejny tom z serii detektywistycznej, licząc że utrzyma poziom. Ale "Znalezione nie kradzione" to trochę inna bajka. Panie King, cóż ja mam z Panem począć. Ledwo się zaczęłam zachwycać i przekonywać do Pańskiej twórczości, a znowu czuję się rozczarowana. John Rohnstein to znany i poczytny pisarz, którego trylogia o Jimmym Goldzie cieszy się dużą popularnością i ma rzesze fanów, a wśród nich znajduje się Morris Bellamy. Mężczyzna jednak nie potrafi darować autorowi tego, co uczynił z jego ukochanym bohaterem w ostatnim tomie. Jego nienawiść popycha go do zabójstwa, po którym oprócz pieniędzy kradnie także wszystkie rękopisy Rohnsteina. Niestety na ich przeczytanie będzie musiał sporo sobie poczekać, bo popełniając inne przestępstwo, trafia do więzienia. Ale czy zakopany przez Morrisa skarb jest bezpieczny? Mija wiele lat. Peter Saubers jest synem poszkodowanego w wypadku na targach pracy w City Center, za który odpowiedzialny był poznany przez nas w pierwszym tomie Pan Mercedes. Kaleki ojciec nie jest w stanie zapewnić rodzinie utrzymania, więc ciągle brakuje pieniędzy. Jednak pewnego dnia Peter znajduje tajemniczy kufer, a w nim mnóstwo gotówki i jakieś stare notesy... Już sam fakt, że na spotkanie z poznanym w "Panu Mercedesie" emerytowanym detektywem Billem Hodgesem i jego współpracownikami tym razem trochę trzeba poczekać, mnie zawiódł. Co więcej ,odniosłam wrażenie, że rola tychże bohaterów została sprowadzona w tym tytule do minimum, nie wnieśli nic do tej historii i stali się nijacy. Czułam się raczej, jakbym czytała coś nowego, a nie kontynuację. W ogóle powiązanie z "Panem Mercedesem" jest niewielkie i równie dobrze mogłaby być to oddzielna historia. Takie to wszystko wydaje mi się naciągane. Serce mnie boli, ale muszę to przyznać; ta książka mnie wynudziła. Na początku był oczywiście duży entuzjazm i wielkie oczekiwanie na coś świetnego. Później zaś przyszło rozczarowanie; 50 stron, 100, 200, a tu w sumie nic takiego się nie dzieje, brakuje znanych bohaterów, kryminałem też jakoś szczególnie tego nazwać nie można. Dalej troszkę lepiej, coś się zaczyna dziać, mozolnie, bo mozolnie, ale jednak. Tylko że to nie tak sobie tę historię wyobrażałam. Brakowało mi tu emocji, klimatu i akcji. Myślę, że nijakość i przewidywalność aż za dobrze opisują tę książkę jako powieść detektywistyczną. Brakuje tu pazura, intryg, zwrotów akcji i jakiegokolwiek zaskoczenia. Obok kryminał ten tytuł nawet nie stoi, to raczej obyczajówka. Nie byłabym w porządku, gdybym całkiem zjechała tę książkę, bo i dobrnęłam do końca i zrobiłam to dosyć szybko, a to za sprawą dobrze wykreowanego bohatera. Generalnie uważam, że Stephen King wpadł na świetny pomysł poruszając tutaj kwestię szaleńczej miłości do książek, która kończy się tragicznie. Morris Bellamy to bardzo szalony miłośnik literatury, który zrobi dla książek swojego ukochanego autora wszystko, jest w stanie nawet zabić. Dla moli książkowych to dobry kąsek, a dla autorów książek być może nawet horror i ostrzeżenie przed psychofanami. Mam dylemat, czy sięgać po trzeci tom. Z jednej strony jestem rozczarowana i zniechęcona po "Znalezione nie kradzione", ale ciekawi mnie też, czy autor podniósł poziom.
Link do opinii
Avatar użytkownika - nati_groszek
nati_groszek
Przeczytane:2016-07-19, Ocena: 6, Przeczytałam, 26 książek 2016,
Owacje na stojąco dla autora, który zachwycił mnie swoim debiutem w gatunku powieści detektywistycznych, gdy czytałam "Pana Mercedesa", a tą pozycją udowodnił, że nie był to przypadkowy sukces. Myślę, że "Znalezione nie kradzione" znakomicie trzyma poziom pierwszego tomu trylogii. Bill Hodges nie jest już pierwszoplanową postacią. Początkowo więcej czasu autor poświęca na wprowadzenie nas do świata nowych bohaterów. Poznajemy Morrisa Bellamy'ego. Jest on wielkim fanem twórczości Johna Rothsteina i jednocześnie jednym z trojga napastników, którzy włamali się do jego domu. Bellamy nie może pogodzić się z tym, jak autor zmienił życie jego ulubionej postaci z buntownika w oportunistę. Zabija Rothsteina, następnie zaś swoich "kolegów". Sam zaś zakopuje w skrzyni swój łup - pieniądze oraz moleskiny, w których Rothstein zapisywał swoje utwory. Prawdziwą perełką okazują się zeszyty zawierające dalsze losy Jimmy'ego Golda... Ponad trzydzieści lat później młody Peter Saubers znajduje ten kufer. Cóż za zbieg okoliczności, że on też jest fanem Rothsteina. Poza tym ojciec Petera okazuje się być jedną z ofiar masakry Pana Mercedesa. Problemy zdrowotne i finansowe sprawiają, że małżeństwo Saubersów wisi na włosku. Czy uratuje je nagły przypływ tajemniczej gotówki, którą wysyła ich własny syn? Niestety tylko do czasu. Pieniądze kiedyś się kończą, ale wówczas młody Saubers dostrzega w starych moleskinach żyłę złota, którą próbuje spieniężyć. Tymczasem Bellamy wychodzi na wolność i zamierza odkopać swoje skarby... Wiele osób zarzuca autorowi, że Bellamy nie dosięga Brady'emu Hartsfieldowi do pięt. Być może nie jest postacią aż tak intrygującą, jednak bardzo mu bliską. To również człowiek, który nie cofnie się przed niczym. Zabić kogoś, kto stoi mu na drodze? Żaden problem. Sfrustrowany wieloletnim pobytem w więzieniu, gdzie musiał zachowywać się wzorowo, by móc wyjść na zwolnienie warunkowe Morris już wkrótce popada w kompletne szaleństwo. Ważniejsze niż gotówka są dla niego rękopisy... Na ratunek Peterowi ruszają dobrze znani z pierwszej części Bill, Jerome i Holly. Niektórzy zarzucają Kingowi przewidywalną fabułę. Faktycznie od początku wiemy kto jest "tym złym" i z łatwością można się domyślić co się wydarzy. Pomimo tego jednak narracja jest prowadzona w taki sposób, by opisać dokładnie wszystkich bohaterów, zajrzeć głęboko do ich psychiki, a jednocześnie nie nuży zbyt długimi opisami i trzyma w napięciu (tak samo jak "Pan Mercedes") od pierwszej do ostatniej strony.
Link do opinii
Avatar użytkownika - myszaj
myszaj
Przeczytane:2016-02-13, Ocena: 5, Przeczytałam, wyzwanie 12 książek 2016,
Ta książka jest dowodem na to że można z zapartym tchem czytać prozę Kinga nie bojąc się przy tym własnego cienia. Przeraża natomiast umysł literackiego fanatyka który miłością darzy tylko fikcyjną postać - Jimmiego Golda. Matka, życie, mała dziewczynka, stary przyjaciel? "Wszystko gówno znaczy." Nastolatek Peter Saubers jest na najlepszej drodze żeby, o ironio, również pozwolić się omotać pragnieniu posiadania historii Jimmiego Golda na wyłączność. Na szczęście dla młodego człowieka jest coś cenniejszego niż unikatowe rękopisy - rodzina. Tylko że Morrisa Bellamy wyszedł z więzienia i nic go nie powstrzyma przed odzyskaniem rękopisów, zwłaszcza że odkrył ten słaby punkt Petera. Walka się zaczęła a czas biegnie nieubłaganie. Ponieważ ważną postacią jest detektyw Bill Hodges żałuję że nie czytałam wcześniej "Pana Mercedesa".
Link do opinii
Avatar użytkownika - martaper91
martaper91
Przeczytane:2015-10-26, Ocena: 3, Przeczytałam,
Moim zdaniem, pozycja dużo bardziej interesująca, niż "Pan Mercedes". Niestety nie powaliła mnie na kolana. Przy czym muszę zaznaczyć, że do fanów Kinga nie należę.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Pharea
Pharea
Przeczytane:2015-12-18, Ocena: 5, Przeczytałam, 26 ksiażek 2015,
Bardzo ciekawa pozycja Kinga. Niby jest połączona z ksiązką Pan Mercedes, ale jak ktoś nie czytał to też się odnajdzie. Intrygujące zakończenie książki sprawiło, że nie mogę się doczekać następnej części
Link do opinii
Avatar użytkownika - OkiemMK
OkiemMK
Przeczytane:2015-06-07, Ocena: 4, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2015,
Stephen King to jeden z najbardziej poczytnych pisarzy na świecie - znany przede wszystkim z literatury grozy. Pan Mercedes, który ukazał się w Polsce w 2014 odbiega znacznie od dotychczasowej twórczości autora. To nagrodzony kryminał z wyraźnymi wątkami detektywistyczno-sensacyjnymi. Czy kolejna część serii z detektywem Billem Hodgesem - Znalezione nie kradzione jest podobna do Pana Mercedesa? Czy odnalazłam w niej więcej z klasycznego, dobrze znanego Kinga? Znalezione nie kradzione to wbrew pozorom nie kryminał, a obszerna powieść obyczajowa z wątkami kryminalnymi. Historia, którą możemy podzielić na 3 części. Pierwszą opowiadającą ostatnie chwile życia pisarza Johna Rothsteina zamordowanego przez psychofana Morrisa Bellamy. Drugą opowiadającą o losach Petera Saubersa - syna jednej z ofiar Zabójcy z Mercedesa. Trzecia to ta, w której do akcji wkracza Bill Hodges oraz Brady Hartfield (Pan Mercedes). Każda z tych części łączy się ze sobą, każda posiada wspólny element. Czyny Hartfielda wpływają na Hodgesa i życie rodziny Saubersa, która w pewnym momencie popada w poważne tarapaty finansowe. Cudem ratuje ich z opresji Peter, który odnajduje pieniądze i rękopisy Rothsteina narażając się jednocześnie na niebezpieczeństwo ze strony Morrisa. Zawsze podziwiałam Kinga za to, iż potrafi tak tworzyć fabułę, iż wiele elementów się zazębia. ,,Mówiła cicho, częściowo dlatego, żeby nie usłyszały jej dzieci i nie zaczęły się denerwować (wiedziała, że Pete już się denerwuje), a częściowo, żeby ostudzić nastrój. Rozumiała, co czuje Tom, i sercem była z nim. Strach jest zły. Poczucie upokorzenia, że nie można wypełnić tego, co uważa się za swój podstawowy obowiązek - utrzymanie rodziny - jest jeszcze gorsze. Zresztą ,,upokorzenie" to niewłaściwe słowo. Tom odczuwał wstyd."*fragment z książki Druga część cyklu choć w wielu elementach łączy się z Panem Mercedes - osoba Billa Hodgesa, Bradyego Hartfielda czy następstwa jego zbrodni - to całkiem inna powieść niż jej poprzedniczka. Najobszerniejszym jej elementem jest życie i losy Petera. Bardzo szczegółowo opisane jest jego życie rodzinne, jego pragnienia, bolączki i to jaki wpływ na nich miała masakra w City Center. Peter to nad wyraz inteligentny dzieciak, który poprzez swoje czyny stara się zniwelować spustoszenie, ból i bezradność związaną z biedą i ułomnością ojca. Jego podejście do życia pasuje do powieści, choć dla mnie osobiście było nazbyt dojrzałe. Ta część to opowieść typowo obyczajowa. Gdy na scenie pojawiają się ponownie Bellamy i Hodges książka nabiera sensacyjno-kryminalnego wymiaru. To walka pomiędzy szaleństwem i desperacją, a inteligencją i sprytem. To King w najlepszym wydaniu. Podobnie jest z początkiem opowieści, gdy poznajemy pisarza Johna Rothsteina oraz Bellamy'ego. Widzimy tu nie tylko obsesję i niebezpieczną fascynację literaturą, ale i kojarzy się ona w oczywisty sposób z powieścią Misery oraz lękiem wielu pisarzy. King ten lęk zobrazował w bardzo przekonujący i zajmujący sposób. Czytając fragmenty z Johnem czułam jego strach o swoje nieopublikowane dzieła i cierpienie związane z ich stratą. King bardzo obszernie nakreślił portrety głównych postaci Morrisa i Petera. Nie oszczędzał nam faktów z ich życia. To opisy w stylu tego autora - bardzo przypominały mi te z początku Ręki Mistrza. Ważnym elementem jest także to, iż dokładnie mamy określone kto jest dobry, a kto zły w tej książce, jednocześnie prawdziwy dramat rozgrywa się w rodzinie Petera - tutaj postacie ukazane są w formie szarości, szczególnie jego rodzice, którzy posiadają własne demony. Brady Hartfield dokonał większej ilości zniszczeń - uszkodził nie tylko ciała, ale i dusze. ,,Chociaż Rothstein był oszołomiony i wciąż otulony rzedniejącą kotarą snu, wiedział, że ma kłopoty. W jego myślach pojawiło się jedno słowo: napad. Spojrzał z podłogi na trio, które zmaterializowało się w jego sypialni. Bolała go głowa (z powodu leków przeciwzakrzepowych będzie miał wielki siniak na prawej skroni), a serce o niebezpiecznie cienkich ściankach waliło o lewy bok klatki piersiowej. Górowali nad nim trzej mężczyźni w rękawiczkach, ciepłych kraciastych kurtkach i tych strasznych kominiarkach. Włamywacze, a on był tu sam na zadupiu. W promieniu wielu kilometrów ani żywej duszy."*fragment z książki d_3217Powieść mimo obszernych opisów czyta się szybko, dialogi są proste, akcja na początku i pod koniec przyśpiesza, części związane z życiem rodzinnym Petera są raczej monotonne. Zakończenie jest typowo w stylu Kinga - bardzo enigmatyczne. Postać Zabójcy z Mercedesa nadal intryguje, choć występowała w Znalezione nie kradzione tylko epizodycznie. Jestem ciekawa dokąd zaprowadzi nas jej wątek w kolejnych częściach. Poza tym brakowało mi Billa oraz jego ,,gangu" w tej części cyklu. To naprawdę ciekawe postacie warte uwagi, a zeszły na drugi, nawet trzeci plan, gdyż Stephen wracając do swojego klasycznego stylu skupił się na Saubersie. Podsumowując Znalezione nie kradzione to powieść obyczajowa z wątkami kryminalnymi zawierająca obszerne opisy życia głównych bohaterów oraz ich rozterek. To także książka pełna nawiązań do lęków autora oraz innych jego utworów jak Misery. Nie ma konieczności czytania poprzednich części serii mimo oczywistych nawiązań do Pana Mercedesa, ale osobom lubiącym je wyłapywać radziłabym czytać po kolei. Fani Kinga, którzy tęsknili za jego klasycznym stylem czytając Pana Marcedesa powinni być usatysfakcjonowani Znalezione nie kradzione. Mnie osobiście brakowało w niej detektywistycznej atmosfery z poprzedniej części. Nie sprawiło to jednak, iż książka była gorsza. Po prostu spodobał mi się ,,inny King" i chcę go więcej. Polecam zainteresowanym. http://okiemmk.com/znalezione-nie-kradzione-stephen-king/
Link do opinii
Avatar użytkownika - annazet5
annazet5
Przeczytane:2015-07-22, Ocena: 5, Przeczytałam, Mam, 52 książki 2015,
Wciąga! Bardzo! Wartka akcja. Okazało się, że to kontynuacja "Pana Mercedesa", którego dopiero przeczytam ;)
Link do opinii
Avatar użytkownika - wages
wages
Przeczytane:2015-07-23, Ocena: 4, Przeczytałam, 52 książki - 2015 rok,
Nowa powieść Kinga, to faktycznie zupełnie inna bajka. Horrory odeszły w niepamięć. Typowy kryminał, w którym leciutko widać Kinga w momentach opisów morderstwa i innych brutalnych wydarzeń. Detektyw Hodges znany z "Pana Mercedesa" i jego przyjaciele przez przypadek stają się uczestnikami wydarzeń dotyczących Petera, którego ojciec został ranny pod City Center, przez mordercę z mercedesa. Peter jako nastolatek znajduje stary kufer pełen pieniędzy i zapisanych notesów. Okazuje się, że notesy wiele lat wcześniej ukradł, po zamordowaniu ich autora, Bellamy, fanatyczny wielbiciel twórczości pewnego amerykańskiego autora. Teraz wyszedł na wolność z więzienia i stara się je odzyskać. Historia niezła, ale nie ma nic wspólnego z wcześniejszą twórczością Kinga. Pewne jest jedno. Będzie kolejna książka związana z bohaterami z "Pana Mercedesa", gdyż zakończenia nie pozostawia żadnych wątpliwości co do tego. Generalnie 4.
Link do opinii
Avatar użytkownika - Elfik_Book
Elfik_Book
Przeczytane:2015-07-08, Przeczytałam,

Świat jest okrutny – powie wam to wiele ludzi. Nie zastanowią się nad odpowiedzią, nie zawahają się ani przez chwilę. Po prostu stwierdzą fakt, który według nich jest niepodważalny. Ale czy nie można tego zmienić? Peter urodził się w szczęśliwej rodzinie. Jego rodzice kochali się, mieli dobrą pracę, piękną przyszłość przed sobą, tylko... Te tylko zmienia wszystko w ciągu jednej chwili. Ojciec Pete'a traci pracę. Jest jednym z wielu osób, które straciły wszystkie dochody przez kryzys. Jednak człowiek nie traci tak łatwo nadziei. Po prawie roku bezowocnego poszukiwania pracy wybiera się na targi pracy. Pamiętacie je? Tysiące ludzi pełnych nadziei na zmianę swojego losu, matki z dziećmi, trzymające się niezachwianie ostatniej deski ratunku i szaleniec za kierownicą mercedesa... 

I tak oto po raz pierwszy w swoim życiu przeczytałam powieść sławnego Stephena Kinga. Czekałam na tę chwilę wiele lat, a teraz rozkoszuję się pisaniem tej recenzji. Mam multum słów, którymi chcę się z wami podzielić. Tyle spostrzeżeń, tyle uwag... Dlaczego zaczynam od najnowszej powieść Kinga, jego drugiego kryminału i zarazem kolejnej części przygód Billa Hodgesa? To jest bardzo dobre pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Większość z was stwierdzi, że to największa zbrodnia jaką mogłam popełnić. Zgadzam się, ale czy nadal pozostaje zbrodnią, jeśli dzięki niej na pewno zapoznam się z innymi dziełami tego wybitnego pisarza?

To nie jest tak, że nigdy wcześniej nie miałam żadnej książki Kinga w ręku. Kiedyś, jeszcze jako dziecko, zaczęłam czytać "Cujo", które poleciła mi bibliotekarka. Jest to jeden z najsławniejszych horrorów pisarza, ale niestety ciężki styl autora okazał się dla mnie (w wersji kilka lat młodszej) o wiele za ciężki. Biorąc "Znalezione nie kradzione" do ręki, miałam wiele obaw. Bałam się, że styl nadal okaże się dla mnie za ciężki i nie pozwoli na zapoznanie się z tą lekturą. W końcu nie każdy musi lubić Kinga. Na szczęście moje obawy okazały złudne. Przyznaję, że według mnie język autora nie jest językiem łatwym i na początku miałam duże trudności ze skupieniem się. Musiałam przebrnąć przez te pierwsze kilkadziesiąt stron i przyzwyczaić się do wcześniej mi nieznanego pióra. Dopiero wtedy zaczęłam doceniać kunszt twórcy. Choć nie zmienia to faktu, że nadal uważam, że potrzebuję odpowiedniego miejsca, by zrozumieć tekst. Nie może być to zatłoczony autobus, czy spotkanie rodzinne.

"Znalezione nie kradzione" zyskało moją sympatię do tego stopnia, że stało się częścią mojego życia. Nie odczuwałam gwałtownego pragnienia czytania dalej powieści, jednakże przyzwyczaiłam się do niej i przez kilka dni zapoznawanie się z jej treścią okazało się moim zwyczajem. Na pewno gdy wracacie z pracy, szkoły macie jakiś zwyczaj, czynność, która pozwala wam odpocząć,  a przy tym nie nudzi się mimo codziennego powtarzania jej. Dla mnie taką czynnością jest słuchanie muzyki, ale przez te kilka dni właśnie ten kryminał stał się częścią mojego życia. 

Zawsze zakładałam, że w książkach Kinga najpierw jest wprowadzenie, które pozwala nam poznać bohaterów, przywiązać się do danego miejsca, a dopiero później pojawia się ten moment zaskoczenie, który jest jeszcze straszniejszy, gdyż wiemy, kogo dotknął, a jest to najczęściej postać nam bliska. Ta książka potwierdza moją małą teorię (nie wiem, jak inne). Nie powiem, że na początku nic się nie działo, bo to byłoby kłamstwo, ale akcja była powolna i mozolnie nabierała tempa. Dla mnie jest to bardzo duża zaleta. Gdy wszystko dzieje się za szybko, nie mam czasu, by przejąć się czymkolwiek, a dzięki temu mogłam poświęcić odpowiednią ilość czasu na przeżywanie tych wszystkich zdarzeń. 

Również przypadła mi do gustu fabuła, a w szczególności wątek mordercy, który stał się nim wyłącznie przez fanatyczną miłość do książki. Widziałam w nim siebie. To wszystko zaczęło się tylko od pytań, pragnienia poznania większej liczby informacji, a zakończyło desperacją, która prowadziła do zniszczenia życia wielu ludzi. Natomiast wielopoziomowość powieści dodała realności tym wydarzeniom. Nie pojawili się tylko bohaterowie, którzy mieli coś wspólnego z całą opowieścią. Byli również ci epizodyczni, którzy mają własną historię do opowiedzenia.

Jak przeczytaliście, jestem bardzo szczęśliwa, że nareszcie zapoznałam się z twórczością Stephena Kinga. Przede mną wiele jego książek. Mam nadzieję, że nie zawiodę się. "Znalezione nie kradzione" polecam fanom kryminału, choć radziłabym zacząć od "Pana Mercedesa". Druga część nie nawiązuje do niego prawie wcale, ale nie ukrywa zakończenia pierwszego tomu.

Link do opinii
Avatar użytkownika -

Przeczytane:, 52 książki 2015,
W zeszłym roku sięgałam po "Pana Mercedesa", pierwszą część trylogii Stephena Kinga, z dużą dozą nieufności, ale jednocześnie z zaciekawieniem. Wszak King postanowił uraczyć nas czymś nowym i zmienić nieco tor swojego pisarskiego pociągu: pokusił się o stworzenie powieści detektywistycznej. Choć z całokształtu byłam względnie zadowolona, do dziś mam wrażenie, że nie dość, że mało było w niej detektywistycznych klimatów, to i samego Kinga jeszcze mniej. Widać, że Mistrz znalazł się w nowej sytuacji i nie miał w niej jeszcze zbyt dużego rozeznania - jakby czuł się nieco niepewnie na tym polu. Nie spodziewałam się, by miało się coś zmienić w przypadku tomu drugiego, tj. "Znalezione nie kradzione". I co? Po raz kolejny okazało się, że nie da darmo mówi się o tym pisarzu Mistrz - ale o tym za chwilę. Przystępując do tej lektury, ciekawa byłam, jak pisarz powiąże pierwszą część z drugą, wszak możliwości miał wiele. Którą wybrał? Peter Saubers jest synem jednej z ofiar tragedii, która rozegrała się podczas pamiętnych targów pracy w City Center, gdy szaleniec wjechał w tłum ludzi, pozbawiając niektórych życia, a w najlepszym wypadku czyniąc im poważne uszczerbki na zdrowiu. Sytuacja finansowa rodziny z dnia na dzień staje się coraz gorsza: matka chłopca jest jedynym żywicielem rodziny, a ojciec nadal boryka się z problemami zdrowotnymi. Wszystko odmienia dzień, w którym Pete znajduje kufer wypełniony pieniędzmi oraz rękopisami słynnego pisarza Johna Tothsteina, który został zamordowany w 1978 roku we własnym domu przez psychopatycznego fana. O ile pieniądze stają się powodem do szczęścia dla Pete'a i jego rodziny, o tyle notesy wręcz przeciwnie. Życie chłopca jest zagrożone. W próbie wyciągnięcia go z opresji bierze udział detektyw Bill Hodges, znany z pierwszego tomu trylogii. A to nie jedyne zmartwienie, które będzie zaprzątać mu głowę... Sam Stephen King zadbał solidnie o to, by emerytowanemu detektywowi się nie nudziło. Podobnie z bohaterami książki, a co za tym idzie - z Tobą, drogi czytelniku. Dzieje się tu sporo, choć może nie ma tak brawurowych scen zapadających w pamięć jak w przypadku powieści otwierającej cykl. Akcja nadal jest stonowana (za wyjątkiem zakończenia, co logiczne), jednak tym razem Kingowi udało się stworzyć należyty klimat: wypełniony tajemnicą, delikatnym suspensem i chwilami grozy (choć nie ma ona nic wspólnego z tą, którą można spotkać we flagowych powieściach Mistrza; to nie ten jej rodzaj, uprzedzam). Duża w tym też zasługa retrospekcji, o którą pokusił się King - mam wrażenie, że swoiste podróże w czasie chyba zawsze działają na korzyść powieści. Znów świetnie wypadli bohaterowie, którym nie brak wyrazistości - zwłaszcza jeśli chodzi o Pete'a. Tym razem daje się odczuć, że King oswoił się z nowym polem i czuję się na nim pewniej, co zaowocowało naprawdę udaną częścią trylogii, według mnie zdecydowanie lepszą od pierwszej. Zastanawia mnie jednak sam wątek pisarza w opałach, który staje w oko w oko z mrocznym umysłem psychofana (znanym w twórczości Mistrza z kultowej już "Misery"). Skąd ta powtórka? Można by powiedzieć, że Królowi Grozy kończą się pomysły, ale ja w to zwyczajnie nie wierzę. Nie wierzę, by wyobraźnia Kinga miała jakiekolwiek granice. Zatem o co chodzi? Kto interesował się nieco biografią pisarza, ten na pewno pamięta jego stwierdzenie, że swoje powieści tworzy dzięki własnym lękom, które towarzyszą mu na co dzień. Może to ustabilizowane życie, które teraz prowadzi, sprawia, że nie dopadają go już nowe fobie? Może koło się już zamknęło i czas zrobić nową rundkę, wybierając co ciekawsze motywy i tworząc na ich kanwie zupełnie nowe historie? Dla każdego z fanów twórczości Kinga taka możliwość pewnie nie brzmi zbyt optymistycznie i intrygująco, ale dla samego Mistrza to może być zapowiedź spokojnej jesieni życia, na którą bez wątpienia solidnie zapracował. Niepokoi mnie też tak gęsto spotykany w jego ostatnich powieściach motyw śmierci i tego, co z nią związane. W "Doktorze Śnie" autor uczynił Danny'ego przewodnikiem, który pomagał umierającym w przejściu na tamten (ponoć lepszy) świat. W "Przebudzeniu" zastanawiał się, co tam może nas spotkać. A w "Znalezione nie kradzione"... sami sprawdźcie. W każdym razie odnoszę wrażenie, że nasz Staruszek bardzo mocno odczuwa piętno swojego wieku, boi się tego, co nieuniknione, i jednocześnie oswaja nas z tym, że pewnego dnia go zabraknie. I tym mało optymistycznym akcentem zakończę mój przydługi wywód, uświadomiwszy sobie, że coś mnie jednak z Mistrzem łączy - jest to lęk. Lęk przed utratą ulubionego pisarza. Jakoś nie potrafię przyjąć do wiadomości, że ten dzień kiedyś nadejdzie, choć to naturalna kolej rzeczy. Nie chcę go i boję się. A może w ramach oswajania fobii napiszę o tym książkę? Skoro Mistrzowi to pomaga... Ocena: 5,5/6 Na blogu: http://www.ksiazkowka.pl/2015/06/znalezione-nie-kradzione-stephen-king.html
Link do opinii
Avatar użytkownika - Gramona97
Gramona97
Przeczytane:2019-06-16, Ocena: 5, Przeczytałam,

Wzięłam do ręki drugą część z ogromną ciekawością, czy styl ten nowy będzie w niej zachowany. Okazało się, że mimo iż jest to kontynuacja Pana mercedesa, to raczej skupia się na perypetiach i pełnych strachu przeżyciach młodego Petera. Wiele wątków jednak się krzyżuje, choćby to, że Peter stracił ojca przed City Center w pechowej kolejce po pracę. Brady jest w szpitalu i ćwiczy władzę umysłu nad innymi. Ale akcja skupia się na odnalezionych przez Petera zapiskach Johna Rothsteina, który ma wielu fanów, między innymi Morisa Bellamy, gotowego na wszystko psychopatycznego mordercę, by je odzyskać po 30 latach pobytu w więzieniu.  Bill, Jerome i Holu znów w akcji. Dobra lektura, czekam dalszego ciągu. 

Link do opinii
Avatar użytkownika - Sebastian34
Sebastian34
Przeczytane:2019-03-23, Ocena: 4, Przeczytałem,

Ta książka to kontynuacja innej książki King'a pod tytułem "Pan Mercedes". I mam do niej mieszane uczucia, bo było w niej za mało starych bohaterów, którzy występowali w "Panu Mercedes'ie". A nowi bohaterowie tak średnio mi się podobali, ale mnimo tego warto przeczytać "Znalezione nie kradzione", choćby po to aby przekonać się, co było dalej. Nie będę pisał recenzji tejże książki, bo nie umiem pisać recenzji. To tyle.

Link do opinii
Avatar użytkownika - djas
djas
Przeczytane:2018-11-03, Ocena: 4, Przeczytałem, Mam, 52 książki 2018,

Dobrze napisana książka, luźno nawiązująca do powieści Pan Mercedes, choć jej przeczytanie wydaje się być niezbędne do komfortu lektury ostatniego tomu - Koniec warty.

Napisana jak zawsze u Kinga z dbałością o szczegóły, lekkim sprawnym stylem, który czyta się nieźle, choć nie jest to lektura tak porywająca jak pierwsze jego książki. Nie zmusiła mnie bym od razu chciał sięgnąć po ostatnią część i spokojnie mogę dla odmiany poczytać teraz innych autorów, a do Kinga wrócić za miesiąc.

 

Link do opinii

Kontynuacja "Pana Mercedesa", chociaż związana z tą pozycją w dość ograniczonym stopniu, pomijając oczywiście znajomych bohaterów. Niewiele można się z niej dowiedzieć o Bradym Hartsfieldzie, czyli mordercy spod City Center, poza faktem, że on wciąż żyje i co więcej, sieje postrach wśród personelu szpitala, w jakim przebywa. "Znalezione nie kradzione" opowiada jednak przede wszystkim inną historię, związaną z chłopcem, którego tata ucierpiał w wyniku masakry 'pana mercedesa', a do którego uśmiechnęło się (jak mogłoby się zdawać) szczęście w postaciu znalezienia skarbu. Niestety, nie jest to baśń o znalezionym złocie, które wzbogaciło całą planetę, ale historia chłopca, który, chcąc pomóc rodzinie, wpakował się w niemałe kłopty.

Link do opinii
Inne książki autora
Regulatorzy
Stephen King0
Okładka ksiązki - Regulatorzy

Wentworth w stanie Ohio - typowe amerykańskie miasteczko, w którym wszyscy się znają, a każdy nowy dzień nie różni się od poprzedniego. Do...

Nocna zmiana
Stephen King0
Okładka ksiązki - Nocna zmiana

Opowiadania zawarte w tym zbiorze powstały, kiedy Stephen King był dopiero u progu wielkiej kariery, a krytycy wyrażali się o jego twórczości sceptycznie...

Zobacz wszystkie książki tego autora
Recenzje miesiąca
Hotel ostatniej szansy
Nicki Thornton
Hotel ostatniej szansy
Pluszowy Zajączek
Iwonna Buczkowska
Pluszowy Zajączek
Pod tym samym niebem
Katarzyna Kielecka;
Pod tym samym niebem
Spowiedź Śmigłego
Sławomir Koper;
Spowiedź Śmigłego
Walczyły w cieniu mężczyzn
Greg Levis, Gordon Thomas
Walczyły w cieniu mężczyzn
Nobliści skandaliści
Sławomir Koper
Nobliści skandaliści
365 stron życia 2020
oprac. Justyna Wrona, Hubert Wołącewicz
365 stron życia 2020
Pokaż wszystkie recenzje